uzupełnienia...
Pottero napisał(a): Seria o Gojirze jest jedną z najdłuższych w historii kina – dwadzieścia dziewięć filmów z powodzeniem przebija Jamesa Bonda (w chwili, gdy piszę te słowa, trwa produkcja 21. filmu, „Casino Royale”), Jasona Voorheesa (dziesięć filmów, jedenasty w drodze; nie liczę filmu „Freddy kontra Jason”) i Freddy’ego Kruegera (siedem filmów, także nie licząc kontry), a także „Akademię policyjną” i kilka innych serii.
Ejże, mój drogi Pottero, wymieniasz w kontekście filmu JAPOŃSKIEGO kilka serii filmowych, z których ŻADNA nie jest japońska, a przecież przede wszystkim japońskie tasiemce winny być tu wymienione, prawda? Ich brak, przy obecności wymienionych AMERYKAŃSKICH tytułów, świadczy o nienajlepszej znajomości kina z Kraju Wchodzącego Słońca. Winą za ów fakt należy wszakże obarczyć nie młodego wiekiem recenzenta, lecz raczej decydentów naszej telewizji, którzy mając do wyboru przebogate kinematografie z całego świata karmią nas non-stop hollywodzkim dziadostwem...
Ale do rzeczy - w kontekście długaśnych - i wiekowych - serii japońskich po prostu TRZEBA wymienić co najmniej trzy klasyki:
1) serię o Zatoichim (w latach 1962-89 powstało 26 filmów pełnometrażowych i dwa seriale telewizyjne)
2) giga-tasiemcową serię obyczajową pt. "Otoko wa tsurai yo" (Trudno być mężczyzną) reżyserowaną przez Yamadę Yoji od 1969 roku do dziś (nie mam pojęcia ile dokładnie powstało tych filmów, lecz sa to grube dziesiątki...).
3) ultra-klasykę, czyli "Ultramana" (jap. Urutoraman) - serię science-fiction o japońskiej odmianie supermana, na którą składa się paręnaście seriali i kilka filmów pełnometrażowych (całość kontynuowana jest od roku 1966 do dziś; ostatni film w roku 2004).
To wszystko, co na razie przychodzi mi do głowy. Namawiam do sięgnięcia po ww. pozycje - jak się dobrze poszuka to sporo można znaleźć w sieci - ich znajomość na pewno pozwoli lepiej wczuć się w gusta masowego odbiorcy z Nipponu rodem. Pozdrawiam!
argentum_astrum - 15.04.2006 16:16