Azumi – piękna dziewczyna dzierżąca w ręku katanę, którą posługuje się niczym prawdziwy mistrz miecza – po dwóch latach powróciła na ekrany japońskich kin. Na szczęście formuła filmu się nie zmieniła, przez co nadal mamy do czynienia z „samurajskim kinem nowej fali”, jak to napisał na okładce DVD polski dystrybutor filmu, więc miłośnicy pierwszej części na pewno się nie zawiodą. A przynajmniej większość z nich...
Można powiedzieć, że film jest bezpośrednią kontynuacją pierwszej części. Jak pamiętamy, Azumi i jej przyjaciele poprzysięgli, że zabiją każdego, kto zechce doprowadzić do kolejnej wojny. Obietnicę tę spełniali dość skutecznie, chociaż wielu towarzyszy młodej bohaterki zginęło. Nie wyeliminowano jednak wszystkich osobników, którym marzy się wojna, toteż Azumi wraz z Nagarą – jedyni ocaleli z dawnej grupy – nadal chcą ich zabić, aby w końcu wypełnić swoją misję. Ostatnią osobą, którą trzeba zabić, jest Masayuki Sanada, jednak pokonanie go nie będzie łatwe – na swoich usługach ma pokaźną armię oraz oddział świetnie wyszkolonych wojowników ninja. Młodzi wojownicy wiedzą, że ich szanse na przeżycie są praktycznie zerowe, jednak – z czym nie do końca zgadza się ich zwierzchnik – decydują się podjąć wyzwanie i zabić Sanadę.
Fabuła, podobnie jak w „jedynce”, jest prosta i nieskomplikowana, więc nie trzeba specjalnie wysilać szarych komórek, a po prostu delektować się scenami walk. Mimo wszystko twórcy poczynili pewną zmianę, wprowadzając do filmu momenty, w których bohaterowie zastanawiają się, czy ich walka ma w ogóle jakiś sens, czy uda im się całkowicie wyeliminować wojny. Wiadomo, że nigdy nie będzie to możliwe, ale mimo wszystko młodzi bohaterowie są tak zapatrzeni w swój cel, któremu przecież od najmłodszych lat poświęcili swoje życie, że nie chcą zrezygnować i podejmują się tej – jak się może wydawać, z góry przegranej – walki. Przypuszczam, że ci, którzy sięgnęli po ten film jedynie dla efektownych walk, nie przejmą się dziurami i nielogicznościami w scenariuszu, ale kinomani zapewne nie przejdą obok tego obojętnie.
Targające bohaterami wątpliwości związane ze słusznością ich działań to jednak nie wszystko, jeśli chodzi o postaci. Postarano się bardziej uczłowieczyć główną bohaterkę, którą dotychczas znaliśmy jako bezwzględną zabójczynię. I, prawda, w pierwszej części przejawiała oczywiście ludzkie uczucia, ale tutaj zaczynają nachodzić ją pewne wątpliwości, może się wydawać, że jednak czegoś jej brak w tej ciągłej bieganinie za kolejnymi osobami, które trzeba zabić. Podtytuł „Death or Love” wyraźnie wskazuje na to, że chodzi przede wszystkim o miłość, której dotychczas Azumi tak naprawdę nie miała okazji zaznać. Moim zdaniem wprowadzenie takich elementów nie było konieczne – wpleciono w ten film trochę miałkiego „czegoś” z pogranicza dramatycznego romansu, co niepotrzebnie zajęło kilka minut. Nie można mieć za złe twórcom, że chcieli „ulepszyć” osobowości bohaterów, ale osobiście wolałbym po prostu oglądać sceny walki, nie zaprzątając sobie głowy tym, co dzieje się w sercu Azumi (swoją drogą, można posłużyć się w tym miejscu cytatem pewnego pana: Mężne serce w kształtnej piersi).
Podobnie jak poprzednik, film jest bardzo ładny technicznie. Ponownie podziwiać będziemy piękne widoki, w tym lasy i wody, oraz spektakularne sceny walk. Nie da się ukryć, że walki te miejscami mocno przesadzone, ale w końcu o to chodzi w takich produkcjach, a młodzieży powinno się spodobać. Z ciekawszych elementów odnośnie walki można wymienić m.in. człowieka, który niczym Spiderman posługuje się nicią, tyle że metalową. Efekt działania owej nici (a właściwie linki) jest identyczny jak w horrorach (vide: „Statek widmo”, „Oszukać przeznaczenie II”), a sama scena walki ze „Spidermanem” jest jedną z ciekawszych w tym filmie. Mimo wszystko choreografie walk nie są już tak ciekawe jak w pierwszej części, trochę trącą myszką. Nic dziwnego, skoro na reżyserskim stołku zabrakło Kitamury. Udana jest za to charakteryzacja i ubiór postaci. Całości dopełnia nienajgorsza, nieźle współgrająca z obrazem muzyka.
Ponownie spisali się aktorzy. Najlepiej wypada oczywiście Aya Ueto, z którą to nawet twórca mangi, na podstawie której powstał film, utożsamia stworzoną przez siebie postać Azumi. W filmie zobaczymy także Chiaki Kuriyamę, znaną z „Kill Billa” i „Battle Royale”, jak zwykle świetnie spisującą się w scenach walki, czy Shuna Oguriego – w pierwszej części grał przyjaciela Azumi, którego ta musiała zabić, tutaj powraca w roli bliźniaczo podobnego młodzieńca... Z obsady pierwszego filmu pozostali także Yuma Ishigaki, czyli Nagara, oraz Kazuki Kitamura jako Kanbei Inōe. Pojawia się także kilku aktorów dalszoplanowych, którzy wystąpili w części pierwszej, a tutaj wcielają się w zupełnie inne postaci.
Ci, którym pierwsza część spodobała się przede wszystkim ze względu na sceny walki, nie będą zawiedzeni. A co z tymi, którym – z różnych powodów – poprzednik nie przypadł do gustu? Cóż, zapewne żadne krzyki i płacze nie przekonają ich, że białe jest białe, a czarne jest czarne, toteż ich zdanie o „Azumi” raczej się nie zmieni, ponieważ nadal jest to produkcja czysto rozrywkowa, która spodobać może się przede wszystkim młodzieży. Wiele osób uważa sequel za lepszy, chociaż ja osobiście zdecydowanie bardziej wolę część pierwszą.