Od jakiegoś czasu wydawany jest w Polsce magazyn „Kino Grozy”, w którym pojawiają się z reguły produkcje wydane już w naszym kraju, a do tego najczęściej rodem z USA. IDG, jeden z porządniejszych wydawców filmów na DVD z gazetami, zdecydował się jednak uczynić „Kinu Grozy” konkurencję i stworzył nową serię – „Kino Domowe: Horrory Świata”. W ramach tej serii obejrzeć nabyć będziemy mogli premierowo dziewięć horrorów, z czego aż pięć azjatyckich. Na pierwszy ogień poszło tajwańskie „Dziedzictwo” z 2005 roku, będące reżyserskim debiutem Lestego Chena, wcześniej zajmującego się tworzeniem teledysków.
Na Tajwan po wielu latach wraca Hsuen Yang, młody architekt. Otrzymał on schedę po rodzinie – wielki dom oraz przyległy do niego teren. Postanawia wprowadzić się do domu wraz ze swoją narzeczoną, Yo. Wkrótce po ich przybyciu do posiadłości zaczynają dziać się dziwne i niepokojące rzeczy, co ostatecznie kończy się czyjąś śmiercią. Zdaje się, że dom jest nawiedzony...
Widz jednak od samego początku wie to, czego zdają się nie wiedzieć bohaterowie. Otóż rodzina Hsuena praktykowała ongiś hsiao guei, czyli „hodowanie” duchów dzieci. Jak podane zostaje na początku filmu: Hsiao guei to rozpowszechniona w Chinach praktyka ludowa, polegająca na umieszczaniu w urnach martwych ludzkich płodów i „karmieniu” ich krwią. Duchy dzieci zapewniają dobrobyt swoim właścicielom, a najpotężniejsze z nich mogą służyć do zabijania wrogów. Odprawianie tej mrocznej sztuki okupione jest jednak wysoką ceną. Rodzinie Yangów przyszło zapłacić cenę najwyższą – któregoś dnia prawie wszyscy jej członkowie, za wyjątkiem dwóch osób, zostają powieszeni. Jest to jednak śmierć bardzo dziwna, mnie osobiście kojarząca się z fragmentem piosenki „Chwile ulotne” Paktofoniki: Razem z chłopakami chodzimy kilkanaście centymetrów ponad chodnikami. Otóż wszyscy zawiśli kilkanaście centymetrów nad podłogą, jednak nie użyto do tego żadnego sznura...
Dawniej oglądałem mnóstwo horrorów, byłem ich wielkim fanem. Obecnie mania na horrory mi przeszła, ale mimo wszystko pozostał mi z tamtego czasu pewien uraz do azjatyckich filmów grozy – miały klimat, co jest najważniejsze, ale zdawały się być na krzyż, prawie zawsze straszono duchem jakiegoś dziecka... „Dziedzictwo”, mimo raczej słabych ocen w serwisach internetowych, nawet mi się spodobało. Ma dobry klimat, co jest już połową sukcesu. Co prawda i tutaj dużo jest o duchach dzieci, ale zostaje to przedstawione inaczej niż w „The Ring: Krąg”, „Klątwie ju-on” czy „Dark Water”. Zresztą, w Azji opowieściach o duchach dzieci zdają się być czymś zupełnie normalnym, a dla nas – Europejczyków – jest to jedynie orientalna gratka. Jeżeli chodzi o samą kompozycję filmu, to osobiście pokusiłbym się o stwierdzenie, że wpleciono w niego motywy znane z innych horrorów, np. nawiedzony dom, strach przed zaśnięciem (wcześniej wykorzystywany m.in. w „Koszmarze z ulicy Wiązów”) czy zdjęcia, na których nagle ukazuje się coś nadnaturalnego (widziane chociażby w „Omenie”). Trudno jednak winić za to twórców, ponieważ gatunek horroru zdaje się być już wyczerpany (mimo to nadal liczę na horror, który naprawdę mnie zaskoczy), więc powielania pewnych elementów czy schematów nie da się uniknąć, a jeśli zostaje to odpowiednio podane, można wybaczyć.
Klimat tego filmu budują przede wszystkim dwie rzeczy. Pierwszą z nich jest bardzo ładna i jakże klimatyczna muzyka autorstwa Jeffreya Chenga, bardzo dobrze podkreślająca mroczną, niepokojącą atmosferę „Dziedzictwa”. Jest ona bardzo spokojna, raczej rzadko „serwowane” są nam fragmenty mające znienacka nastraszyć oglądającego. Drugim z tych elementów są świetne zdjęcia Pung-leung Kwana, utrzymane w ciemnych, mrocznych barwach. Są one na ogół „surowe”, ale zarazem bardzo wysmakowane.
Fabuła do specjalnie oryginalnych nie należy, ale nie razi też sztucznością, niczego nie próbuje się nam wcisnąć na siłę czy specjalnie komplikować, aby osiągnąć lepszy efekt. To dobrze, ponieważ niejeden myślał, że zbytnie kombinatorstwo przy fabule może pomóc, ale się na tym przejechał i popsuł potencjalnie dobry obraz. Wpleciono w „Dziedzictwo” wątki dramatyczne, jednak te – wbrew moim obawom – ładnie komponują się z całością, co bardzo mnie cieszy, ponieważ przed seansem bardzo się tego obawiałem. Elementy dramatu zgrabnie udało się wprowadzić do tego filmu, ładnie go uzupełniając. Postaci również niczym szczególnym się nie odznaczają, są raczej przeciętnymi bohaterami horroru.
Świetnie sprawdzają się także aktorzy, a palmę pierwszeństwa dzieli tutaj śliczna Terri Kwan. Chociażby dla samej jej twarzy warto było obejrzeć ten film, a jej bardzo przekonująca gra aktorska dodaje temu filmowi dodatkowego uroku. Wszyscy aktorzy zasługują na uznanie, chociaż Jason Chang, wcielający się w Hsuena, miejscami wydawać mógł się nieco drętwy, sztywny, ale mimo to dobrze swoją grą oddający postać, w którą się wcielał.
„Dziedzictwo” jest dobrym filmem grozy, ale mimo wszystko nie wybitnym. Osoby bardzo dobrze zaznajomione z horrorem (mimo iż wcześniej oglądałem ich dużo, osobiście nie umieszczam się w tym gronie) zapewne nie uznają go za specjalnie oryginalny, ponieważ coś takiego widzieć mogli już wcześniej. Wydaje mi się jednak, że osobom mniej doświadczonym w tym gatunku może się on spodobać i przypaść do gustu, o ile oczywiście nie ma się dosyć duchów dzieci.
Podobnie jak inne filmy wydawane wraz z „Kinem Domowym”, film znajduje się w plastikowym pudełku. Ponieważ jest to wydawnictwo bez magazynu, dostajemy jedynie usztywnioną na tekturze broszurkę z krótkim opisem filmu oraz informacjami o wydawnictwie i kolekcji. Po rozłożeniu broszurki i odwróceniu na drugą stronę otrzymamy plakat do powieszenia na ścianę. Na płycie oprócz filmu znajdziemy polskie menu oraz zwiastuny pozostałych filmów z serii „Horrory Świata”. Do wyboru mamy trzy ścieżki językowe: mandaryńską 5.1 i z DTS-em oraz polską lektorską 5.1, a do tego oczywiście napisy. Do minusów tego wydania zaliczyć muszę sztandarowego lektora „Kina Domowego”, fatalnego Orlicza, który psuje klimat każdego filmu. Dźwięk nagrany jest poprawnie, a obraz jest bardzo dobry, chociaż przez większość scen widoczne jest ziarno. W napisach zdarzyło się kilka drobnych błędów, ale mimo wszystko wykonane są na bardzo wysokim poziomie.
„Dziedzictwo” daje nam nadzieję na porządną kolekcję filmów grozy, chociaż w serwisach internetowych oceny ogólne filmów mających ukazać się w serii są raczej średnie. „Dziedzictwo” również ocenione zostało średnio, jednak mimo wszystko mnie się spodobało, więc jestem pełen nadziei. Jeśli nie lubisz horrorów, „Dziedzictwo” z całą pewnością Cię do nich nie przekona. Jeżeli zaś lubisz obejrzeć jakiś film grozy bądź jesteś ich fanem, proponuję rozważyć obejrzenie tego filmu – może się spodobać. Jako filmowi ogólnie daję ocenę 6.5, jeśli zaś oceniać miałbym jedynie jako horror, byłaby ona wyższa, prawdopodobnie 7.