BanneryWebmasterFAQRedakcja
Anime i kino azjatyckieAnimeZajawkiKino azjatyckieSłowniczek pojęćLinkownia
GaleriaForumCzat

Menu

Przyjaciele

Tanuki
Aleja Komiksu
Perfect Anime
Anime Heaven
Vegepic Anime
Dragon Ball Nao
Kage
VWORLD
GTW
Anime Dream
Rei Official Website
Japonia Dream
bleachHEART
Banzai!

Initial D

Komentowany artykuł

Na początku była manga, a manga była u Japończyków. Wszystko przez nią się stało, a bez niej nic się nie stało, co się stało. A na dobrą sprawę stało się sporo – kilka serii telewizyjnych, OAV, gry komputerowe, rzesza sympatyków... Skoro „Initial D”, bo o nim właśnie mowa, zdobyło sobie sporą popularność, nie mogło zabraknąć i filmu aktorskiego. Z tym, że za realizację filmu z aktorami zabrali się Chińczycy, a nie Japończycy. Czy nasi skośnoocy bracia stworzyli coś na miarę „Szybkich i wściekłych”? Trudno jednoznacznie powiedzieć...

Film luźno bazuje na pierwszym sezonie serialu, Chińczycy przechrzcili jednak bohaterów – w recenzji będę używał nazwisk chińskich. Głównym bohaterem jest Tuò-hǎi Téng-yuán, który każdej nocy rozwozi tofu ze sklepu swojego ojca – starą toyotą trueno przemierza górskie szlaki, wykorzystując przy tym różne driftingowe sztuczki. Od roku ma prawo jazdy, ale jakoś nie specjalnie afiszuje się ze swoimi zdolnościami kierowcy; właściwie rzecz biorąc prawie każdy myśli, że od tego czasu w ogóle nie dotykał kierownicy. Zdecydowanym przeciwieństwem Tuò-hǎia jest jego przyjaciel Shù Wŭ-nèi, któremu wydaje się, że jest wyśmienitym kierowcą rajdowym. Któregoś wieczoru bierze on udział w wyścigu, co jednak kończy się wypadkiem. Tymczasem w okolicy pojawiają się ludzie zainteresowani plotkami o „bogu szos” rzekomo mieszkającym w okolicach. W tych okolicznościach ujawniają się zdolności Tuò-hǎia – poniekąd zmuszony przez ojca staje do wyścigu i wygrywa z profesjonalnym kierowcą. W ten sposób rozpoczyna się seria niebezpiecznych i ekscytujących wyścigów...

Pierwszym, co rzuca się w oczy osobom zaznajomionym z serią telewizyjną, poza oczywiście zmianą imion i nazwisk własnych, jest „przerobienie” niektórych postaci. Na przykład ojciec głównego bohatera, który w anime był jakby jego kumplem, tutaj zamienia się w tłukącego go od czasu do czasu alkoholika, a ojciec Itsukiego (tutaj Shù) jest natomiast właścicielem stacji, na której pracują oba młodziki. Takich zmian jest więcej, ale nie ma sensu ich wymieniać – kto widział serial, na pewno je wyłapie, a innych zapewne niewiele to interesuje.

Film jest jakby skondensowaną wersją serialu, zdecydowanie krótszą, dlatego bardziej wyraźny wydaje się być tutaj wątek romansowy. Nie taki jak w większości amerykańskich filmów tego typu, gdzie główny bohater – zazwyczaj jakiś przystojniak – znajduje sobie superlaskę, z którą zdaje się go łączyć jedynie to, że chodzi z nią do łóżka. Tuò-hǎi na poważnie zakochuje się w swojej koleżance Xià-Shù Máo-mú, co twórcy wyraźnie zaakcentowali przez jego zachowanie (wyszło to nawet dość komicznie), ale finału tego zauroczenia oczywiście nie zdradzę. Pominięto także wiele wątków pobocznych, czemu trudno się dziwić. Ogólnie jednak pod tym względem film wydaje mi się nieco lepszy od serialu.

Bohaterowie, podobnie jak w anime oraz innych filmach tego typu, nie odznaczają się niczym szczególnym. Ot, większości w głowie tylko samochody, chociaż i tak – moim zdaniem – azjatyccy bohaterowie są bogatsi uczuciowo i psychicznie od tych z amerykańskich filmów. Twórcy postarali się także, aby główny bohater wyszedł na jeszcze większego wafla niż w serialu, co im się nawet udało – przez większość filmu chodzi „przymulony”, nie wiedząc dokładnie, czego tak naprawdę chce.

Dobrze sprawują się aktorzy, swoją drogą wyglądający zdecydowanie lepiej niż postaci w serialu. Grają oni na przyzwoitym poziomie, i nawet – poniekąd nowemu w zawodzie – Jayowi Chou, wcielającemu się w głównego bohatera, nie mogę nic zarzucić. A jeśli zaś chodzi o Jaya, to wręcz przeciwnie – moim zdaniem należy mu się pochwała za dobre oddanie postaci, jaką jest Takumi Fujiwara. I chociaż za bardzo nie przepadam za tym bohaterem, to i tak pochwała powinna być. Z ciekawostek warto wspomnieć o tym, że – poza Jayem Chou – prawie każdy z obsady ma na swoim koncie już sporo ról. Jeśli prześledzi się filmografię wszystkich aktorów (i twórców) występujących w tym filmie, można zobaczyć, że sporo z nich spotkało się już wcześniej na planie trzech filmów z serii „Infernal Affairs: Piekielna gra”.

W takim filmie nie mogło oczywiście zabraknąć scen z samochodami. Epizody z wyścigami są bardzo dobre, chociaż nie zaprezentowano żadnych superbryk – ograniczono się do tych, które wykorzystano w serialu. Mimo to sceny wyścigów mogą się spodobać, bo robią nawet dobre wrażenie. Mnie przede wszystkim spodobała się scenografia do nich – opuszczona, kręta górska droga. Nie zabrakło również użycia komputerów, np. do przedstawienia pracy silnika czy dodania różnym scenom większego dynamizmu. W moim odczuciu wyszło to dobrze, chociaż zaryzykuję stwierdzenie, że jednak Amerykanie tworząc „Szybkich i wściekłych” bardziej na tym polu się popisali. Mimo to wyścigi uważam za zdecydowanie lepsze, bardziej emocjonujące i lepiej przedstawione niż w serialu. Jako ciekawostkę można dodać, że zakończenie jednego z wyścigów w „Initial D” oraz powstałym rok później „Szybcy i wściekli: Tokio drift” jest niemalże identyczne.

Ważnym elementem w takich filmach, podkreślającym sceny akcji i nadającym im odpowiedniego klimatu, jest oczywiście muzyka. W „Initial D” usłyszymy przede wszystkim rock, hip-hop (śpiewany po angielsku) oraz techno, co jest praktycznie niezastąpione w tego typu produkcjach. Tutaj postanowiono jednak rozgraniczyć muzykę – w scenach wyścigowych usłyszymy wyżej wymienione gatunki, w innych natomiast, np. przedstawiających jakieś wydarzenia pomiędzy bohaterami, zdecydowano się na pop, czy nawet flet, skrzypce albo fortepian. Czasami może się to kłócić z klimatem filmu, ale ogólnie nie uważam tego za błąd.

Pod względem technicznym „Initial D” można chyba uznać za chiński odpowiednik amerykańskich filmów w stylu „Szybkich i wściekłych”. W moim odczuciu film jednak dominuje nad nimi jeśli chodzi o bohaterów i ogólną fabułę. I chociaż nadal elementy te prezentują się co najwyżej na średnim poziomie, chiński film zbiera pod tym względem więcej punktów niż amerykański. Miłośnikom filmów samochodowych polecam, chociaż radzę się chwilę zastanowić przed sięgnięciem po tę produkcję – szybkość akcji jest tutaj trochę słabsza niż w amerykańskich masówkach, a blisko dwie godziny seansu poświęcono nie tylko na wyścigi, więc osobom przyzwyczajonym do produkcji amerykańskich może się w pewnym momencie znudzić. Osobiście uważam wersję aktorską za odrobinę lepszą od anime – jest zdecydowanie lepiej zrealizowana, a mimo że krótsza, to moim zdaniem w niczym nie ustępuje temu, co widzieliśmy w serialu.

Napisz komentarz

Twój nick lub imię i nazwisko:



Temat komentarza:



Koń w paski?


Musisz odpowiedzieć na pytanie lub uzupełnić zdanie, pomożesz nam w ten sposób walczyć ze spamem.

:smile::kawaii::bgrin::polzart::cool::jezor::readman::ziew::sad::sceptyk::cry::bad::angry::zabije::cross::zmiesz::shock::niewzrusz::niepowiem::uhoh::azu:


Regulamin

Jeśli chcesz napisać komentarz, musisz przestrzegać pewnych zasad:
  • Komentarz musi dotyczyć opisywanego tytułu lub recenzji i musi być w miarę sensownie napisany (nic nie wnoszące jednolinijkowce lecą od razu do kosza).
  • Oceniamy tytuł lub recenzję, a nie recenzenta i komentujących.
  • Nie obrażamy użytkowników, recenzentów, ani twórców.
  • Nie używamy słów powszechnie uznanych za wulgarne lub obraźliwe.
  • Nie nadużywamy emoticon i piszemy czytelnie.
  • Zabronione jest zamieszczanie linków nie związanych z opisywanym tytułem lub recenzją.
  • Zabronione jest podawanie linków p2p umożliwiających ściąganie plików muzycznych, skanlacji lub fansubów.
  • Jeśli zdradzamy w komentarzu zdarzenia psujące oglądanie widzom nie znającym opisywanego tytułu (tzw. spoilery), należy ukryć je korzystając z przycisku "OZNACZ SPOILER".
  • Pamiętajmy, że komentarze mają służyć przede wszystkim jako pomoc w podjęciu decyzji przez ogół użytkowników, czy warto po opisywany tytuł sięgnąć. Dogłębne dyskusje i analizy powinny znaleźć się na forum dyskusyjnym.
  • Redakcja ma prawo poprawić komentarze, w których jedna z powyższych zasad została złamana.
  • Redakcja ma prawo usunąć komentarz, który nie dotyczy opisywanego tytułu, recenzji lub innego komentarza.
  • Moderacja bezdyskusyjnie będzie usuwać komentarze dotyczące kwestii odmiany japońskich nazw własnych.
Dodając komentarz akceptujesz automatycznie powyższe zasady. Jeśli uznasz, że Twój tekst został potraktowany ostrzej, niż wynika to z wymienionych zasad, prosimy zgłosić ten fakt na forum.
Zapraszamy do rejestracji i logowania
(C) 2004-2008 Azunime.net  •  Wszelkie prawa zastrzeżone
Teksty zamieszczone w serwisie należą do ich autorów i są chronione prawem autorskim. Wykorzystywanie ich, w całości lub we fragmentach, bez zgody właścicieli jest zabronione, o ile regulacje w FAQ nie stanowią inaczej.
Zarejestruj