Obrona :P
Moim zdaniem druga część "Battle Royale" nie powinna być rozpatrywana poprzez pryzmat pierwszej. Wiadomo, w takich porównaniach sequele zawsze wypadają dużo gorzej. Faktycznie film ma całkowicie inny klimat, motyw przewodni z jedynki gdzieś w tym wszystkim sie rozpływa. Rzeczywiście to bardzo polityczny film. Z drugiej jednak strony nie można było powtórzyć wszystkiego co zawierała część pierwsza, bez narażania się na przekreślenie z powodów powielania wątków, braku nowatorstwa i tak dalej..
Ciężko w tym wszystkim znaleźć złoty środek, uważam jednak, że film jest wart obejrzenia. Może nie każdemu zagwarantuje palete wrażeń, jaką niosła ze sobą jedynka, ale film ma swój klimat.
nieporozumienie...
Asu napisał(a): Moim zdaniem druga część "Battle Royale" nie powinna być rozpatrywana poprzez pryzmat pierwszej.
Jak to nie??? Ostatecznie sami twórcy filmu sugerują nam - mało, że mozliwość, a wręcz KONIECZNOŚĆ takiego rozpatrywania - poprzez sam TYTUŁ... To w końcu "Battle Royale II", prawda..?
Jak można sugerować rozpatrywanie w oderwaniu dwóch filmów noszących nie tylko TEN SAM tytuł, to jeszcze stworzonych przez tych samych twórców? To przecież grube nieporozumienie...
argentum_astrum - 12.04.2006 14:56
Odp.: nieporozumienie...
argentum_astrum napisał(a): Jak można sugerować rozpatrywanie w oderwaniu dwóch filmów noszących nie tylko TEN SAM tytuł, to jeszcze stworzonych przez tych samych twórców?
Ja bym jeszcze dodał Shuyę. Wydaje mi się, że chociażby przez tę jedną postać powinniśmy, a wręcz musimy, rozpatrywać ten film na równi z pierwszym. Nanahara jest jednym z elementów łączących 1. i 2. część, o takim czymś jak podobny scenariusz już nie wspominając. Takie jest przynajmniej moje zdanie.
Pottero - 12.04.2006 18:54
Odp: Obrona :P

kocham shinokiiiiiiiiii
kakauko - 7.10.2006 23:03
Knot...
Jeden z najgorszych azjatyckich filmów jakie widziałem. Po genialnej "jedynce" taki knot. Szkoda.
Mateusz - 29.08.2006 22:01