„Cicho sza!” jest filmem poruszającym sprawy dość kontrowersyjne, szczególnie dla europejskiego widza, wychowanego w wierze chrześcijańskiej. Nie nakręcono go jednak by szokować, ani usprawiedliwiać pewnych zachowań. Wbrew pozorom przekazuje bowiem treści wartościowe. To ciepły film o tolerancji, przyjaźni i ludziach, których brak konkretnego celu w życiu zatrzymał w miejscu.
Ryosuke Hashiguchi to już niemłody reżyser, jednak do tej pory nakręcił zaledwie trzy filmy kinowe. Zaczynał od obrazów krótkometrażowych, kręconych kamerą 8mm, z których jeden, zatytułowany „A Secret Evening” zdobył nagrodę na Pia Film Festival w 1989 roku. Kilka lat później wyreżyserował on film, który sprawił, że przychylniejszym okiem zaczęto patrzeć w Japonii na twórców niezależnych. Nosił tytuł „Hatachi no binetsu” (A Touch of Fever) i zrealizowano bardzo niskim kosztem. Zarówno reżyser jak i aktorzy pracowali przy nim za darmo, ale tytuł ten okazał się na tyle dużym sukcesem, że przyćmił filmy powstałe w tamtym okresie, które budżetem wielokrotnie przewyższały wymienioną produkcję. Wszystkie jego filmy traktują o homoseksualizmie i twórca nie ukrywa swojej orientacji seksualnej. Sam twierdzi, że były to pierwsze japońskie obrazy pokazujące normalne życie współczesnych gejów i miał obawy jak zostaną przyjęte. Nie wszyscy aktorzy chcieli podejmować się roli wystąpienia w jego filmach. „Cicho sza!” jest jak dotąd ostatnim jego dużym filmem. Został on bardzo dobrze przyjęty przez publiczność i zdobył kilka nagród za role aktorskie.
Zanim jednak przedstawię własną opinię na temat filmu, przybliżę może pokrótce o czym opowiada. Naoya Hase jest gejem, który nie może znaleźć sobie stałego partnera. To człowiek dorosły, ale jeszcze młody duchem, charakteryzujący się młodzieńczym zapałem i niewielką dozą dziecinności, który nie zastanawia się jeszcze poważnie nad swoją przyszłością. Nie kryje się ze swoimi upodobaniami, odwiedza kluby dla gejów, co kończy się zwykle spędzeniem nocy z przypadkowo poznanym facetem, o podobnej orientacji seksualnej. Katsuhiro Kuritę – drugiego z naszych bohaterów – poznał jednak na ulicy, ponieważ ten, z powodu skomplikowanych układów w pracy, musiał kryć się ze swoim homoseksualizmem. Katsuhiro jest schludnym i uprzejmym facetem, sprawiającym wrażenie człowieka, na którym można polegać, ale i odrobinę naiwnym.
Po wspólnym spędzeniu nocy zaczynają spotykać się regularnie. Ich spokój zakłóca jednak dość nieoczekiwana sytuacja. Asako Fujikura to kobieta o bardzo swobodnym i dość niechlujnym stylu bycia, nie zwracająca uwagi na obyczaje i nie przestrzegająca żadnych norm moralnych. Partnerów seksualnych dobiera sobie na zasadzie przypadku, miała już dwie aborcje i ogólnie prowadzi bardzo niezdrowy tryb życia. Pod wpływem kilku wydarzeń zaczyna jednak dostrzegać, że jej życie w obecnej postaci nie ma sensu. W podjęciu dość odważnej decyzji, która miałaby nadać jej żywotowi znaczenie, pomaga wizyta w szpitalu. Obserwując noworodka na oddziale położniczym, znajduje ów sens w zostaniu matką. Nie chce jednak z nikim wiązać się na stałe. Znajduje odpowiedniego kandydata na ojca i nie byłoby w tym fakcie nic dziwnego, gdyby nie to, że okazał się nim poznany już przez nas Katsuhiro...
Poznajemy więc trójkę ludzi, mających zupełnie odmienne charaktery, którzy początkowo są sobie zupełnie obcy. Wszyscy znajdują się w podobnej sytuacji: jeśli nic się nie zmieni, będą żyć chwilą, bez żadnych planów czy celów na przyszłość. Katsuhiro zapytany przez Naoyę, czy lubi dzieci, odpowiada, że za nimi nie przepada, ale gdyby były, jego życie wyglądałoby inaczej. Asako widząc martwy wzrok własnego ojca, uzmysławia sobie, że będąc w jego wieku stanie się, tak jak on, obojętna na wszystko. Naoya jest jeszcze za młody duchem, żeby myśleć o tych rzeczach, zresztą jemu zupełnie odpowiada tryb życia, jaki prowadzi i przyjmuje do wiadomości to, że prawdopodobnie będzie jeszcze nie raz w życiu zmieniał partnerów.
Niedorzeczny z pozoru pomysł Asako, rozwiązywałby jednak ten problem. Nadawałby głębszy sens ich istnieniu, co powoli zaczynają dostrzegać i zacieśniając przyjacielskie stosunki z Asako, coraz poważniej pomysł ten rozważają. Ale to nie jest jedyny problem, z którym będą musieli się zmierzyć. Pomysł na życie naszej trójki spotkać się musiał z nieprzychylnymi reakcjami, zarówno ze strony rodzin bohaterów, jak również ludzi, których nietolerancja krzywdziła wielokrotnie, a więc gejów. Oczywiście jest to historyjka z dosyć banalnym morałem, jak można się było spodziewać, ale moralizowanie nie było raczej głównym zamysłem twórcy. Asako, Katsuhiro i Naoya tworzą tu bardzo ciepłą rodzinę. Nakreśleni wyraźnie od razu wzbudzają sympatię, nawet pomimo tego, że pewnych ich zachowań nie potrafimy zaakceptować. Możemy sobie jednak wyobrazić, że rodzina przez nich stworzona nie koniecznie musiałaby być gorsza od tradycyjnego modelu.
Nie jest to film tak poważny jak poprzednie produkcje Ryosuke Hashiguchiego. Do tego tytułu zakradły się drobne elementy komediowe. Powaga została jednak zachowana, czekają nas więc również momenty, podczas których do śmiechu wcale nam nie będzie. W dosyć negatywnym świetle pokazuje się tu lekarzy, reżyser jednak twierdzi, że w Japonii lekarze tacy właśnie są. Przyznał także, że każda z głównych postaci ma coś z jego osobowości. Niektóre z postaci drugoplanowych również stworzył w oparciu o osoby, które zna. Matkę Naoi wzorował np. na własnej matce.
Podsumowując, mimo tematyki, która wielu Polaków zniechęci do sięgnięcia po ten film, uważam, że jest on wart obejrzenia. Cechuje go dobre aktorstwo postaci głównych, opowiada dosyć oryginalną historię o ludziach, którzy stanęli na rozstaju dróg i nie skupia się wyłącznie na problemach gejów. Proszę się nie obawiać, że będziecie świadkami gorszących scen, ponieważ celem reżysera nie było szokowanie. Chciał po prostu pokazać życie ludzi, którzy niezależnie od tego czy są homoseksualistami czy nie, mają podobne problemy.