Riposta.Cóż, co do pierwszej części muszę się zgodzić, bo rzeczywiście trochę przegiąłem z twierdzeniem, że kino było wtedy jeszcze młode... W każdym bądź razie do lat 50. wiele już „odkryto”, ale równie wiele filmów, twórców itd. objawiło się później.
Z drugą częścią bym polemizował, ale mi się nie chce. O „Tronie we krwi” i „Makbecie” mam mówić na maturze, więc to chyba oczywiste, że solidnie się do tego przygotowałem? Jeżeli w swojej recenzji miałbym zawrzeć wszystko to, o czym powiedziałeś, to wyszaby z tego przydługa rozprawka, a nie recenzja. Jeśli chodzi o pytania, które wypunktowałeś, to owszem, na prawie wszystkie (z wyjątkiem 3.) odpowiedź brzmi: „tak”. Ale dzięki za to pytanie, przyda mi się to na maturę.
Nie zgadzam się także z tym, że podszedłem do tego „na sucho”, bo przed napisaniem recenzji – i pracy na maturę – przewertowałem kilka książek o filmie japońskim, Shakespearze, samurajskich obyczajach i tradycjach, historii Japonii itd., żeby lepiej zrozumieć ten film.
Jak już powiedziałem, recenzja jest oszczędna i zwięzła, zawiera to, co zawierać powinna. Nie sądzę, aby komuś (poza Tobą) chciało się w tym miejscu czytać moje przemyślenia odnośnie bohaterów, ich mentalności i osobowości, o tym, dlaczego Kurosawa zrobił tak, a nie inaczej, czym jeszcze – oprócz czasu i miejsca, akcji, bohaterów – różni się dzieło Shakespeare’a od „Tronu we krwi”.
Pottero - 1.05.2006 13:15