Czy aby na pewno arcydzielo?Fim obejrzalem dzis po raz trzeci i musze sie zgodzic z niektorymi (bo zwyczajnie za malo wiem nt. tworczosci Kurosawy i filmow azjatyckich w ogole) zarzutami Argentum, co do recenzji. Przyznaje, iz owe zarzuty pierwotnie uznalem za ciekawostki, ktore w recenzji znalezc sie nie musza, jednak na swiezo moge powiedziec, ze nawet nie wiedzac, czym jest teatr no, o co nie chce posadzic Ciebie, Pottero, widac wplyw teatru na film Kurosawy. Mam na mysli scene, sposob poruszania sie, charakterystyczna muzyke w kulminacyjnych momentach. Natomiast po przeczytaniu charakterystyki teatru no widze, ze mial on niebagatelne oddzialywanie na "Tron we krwi" - zaczynajac od gry aktorskiej i kostiumow, konczac na scenografii i chyba samym scenariuszu. A zdania "Mifunego darzę sympatią,
dlatego* trudno powiedzieć mi coś złego o jego kreacji" wybaczyc nie moge...
Naturalnie ekspertem filmu nie jestem, a tym bardziej japonskiego, dlatego prosze potraktowac moj komentarz jako luzne spostrzezenia. "Tron we krwi" nazwalbym arcydzielem, jednak to slowo stracilo swoja moc po tym, co mialem okazje przeczytac...
* Podkreslenie moje.rekin - 16.06.2006 14:50