Jestem tu nowy... Proszę się nie śmiać, japońskie kino nieanimowane znam bardzo pobieżnie, ale za namową jednego z kolegów, który się tym bardzo interesuje, postanowiłem przyjrzeć się z bliska aktorskim filmom pochodzącym z tego kraju. Tu z pomocą przychodzi kanał Ale Kino!, który co i raz prezentuje ciekawe filmy japońskie. Niedawno mieliśmy okazję oglądać „Dziewiętnaście”, a teraz „Poniedziałek”, które dowodzą, że kino Kraju Kwitnącej Wiśni to nie tylko Akira Kurosawa i Takeshi Kitano. Hiroyuki Tanaka, twórca tego obrazu, był, co prawda bardzo zapatrzony w produkcje Quentina Tarantino, ale przeniesienie amerykańskich pomysłów mistrza na grunt japoński udało się reżyserowi bardzo sprawnie zrealizować.
Młody urzędnik Koichi Takagi wiedzie szare, zwykłe życie człowieka, który nigdy niczego wielkiego nie osiągnie, ani nic nie będzie znaczył. Założyłby zapewne typową japońską rodzinę, otrzymałby kilka awansów i dożyłby spokojnej emerytury, gdyby nie jedno, wydawałoby się błahe zdarzenie. Tego jednak nie mógł sobie przypomnieć, kiedy skacowany obudził się w nieznanym mu pokoju hotelowym pewnego poniedziałkowego poranka. To co się zdarzyło poprzedniego wieczora zaczęło powracać jak fala okropnego koszmaru, w który nasz szary urzędnik nigdy by nie uwierzył, gdyby nie niezbite dowody, pojawiające się przed nim jak zjawy ze złego snu. Przez jednego bossa yakuzy, który postawił mu drinka, teraz mówi o nim cała Japonia, a jego ujęciem ma się zająć oddział policji do zadań specjalnych...
Ten film prezentuje specyficzny rodzaj czarnego humoru, połączonego z wyśmiewaniem schematów kina komercyjnego klasy B, tak charakterystyczny dla produkcji Tarantina. Fani jego filmów natychmiast odkryją kilka nawiązań, wśród których najbardziej chyba rzuca się w oczy twist w wykonaniu głównego bohatera i dziewczyny szefa mafii. Tu jednak widzimy urzędnika w okularach, który dodatkowo jest nieźle zawiany, co daje efekt nawet ciekawszy niż u Tarantina. Wyśmiewanie schematów również stoi tu na wysokim poziomie, od totalnej kpiny z yakuzy, poprzez motyw pisania testamentu, aż po scenę, w której bohater, jak w typowych filmach z Hollywood wygłasza wielką mowę na temat moralności i używania broni, co kończy się w filmie reakcją tak przebarwioną, że w perfekcyjny sposób ukazuje jej bezsensowność, czyniąc z niej również świetną kulminację fabuły. Ogólnie należy powiedzieć, że scenariusz i reżyseria są mocnymi punktami filmu. Stopniowe budowanie klimatu od zera, wraz z przypominaniem kolejnych zdarzeń przez głównego bohatera, wykonane jest bardzo dobrze i coraz bardziej wciąga wraz z kolejnymi scenami. Łatwo nam się wczuć w sytuację głównego bohatera, który z minuty na minutę dowiaduje się o swoim coraz gorszym położeniu, jednocześnie nie mogąc uwierzyć, że to wszystko zrobił on, zwykły, szary Japończyk, który po prostu wypił trochę więcej niż zwykle.
Film ma oczywiście kilka wad, które być może są jedynie wynikiem różnic kulturowych. Początkowo wydaje się nudny. Przydługie sceny, które niewiele wnoszą, nie do końca zrozumiały humor. Ale w pewnym momencie, kiedy już widzimy do czego zmierza reżyser i odnajdujemy elementy charakterystyczne dla stylu Tarantina, zaczyna robić się ciekawie, i tak jest już właściwie do końca, choć scena z wielką mową Koichiego, nie musiała być taka długa.
Jeśli mielibyśmy porównywać „Poniedziałek” do „Pulp Fiction”, ten pierwszy rzecz jasna przegrywa. Nie dzieje się w nim tak wiele i nie każda scena ma taką moc jak w dziele Tarantina. Są tu momenty nudne, ale w kilku scenach reżyser Tanaka dorównuje kunsztem Quentinowi Tarantino. Czy wnosi coś od siebie? Oczywiście, choć w niewielkim stopniu, elementy charakterystyczne dla Japonii oraz mały motyw nadprzyrodzony, który nawiązuje do typowej japońskiej nisko budżetowej filmowej tandety. Nie jestem pewien czy ten dodatek był tu potrzebny, ale filmu raczej nie zepsuł. Tak czy inaczej warto go obejrzeć, moim zdaniem jest filmem ciekawym, choć oczywiście niezbyt oryginalnym. Dla fanów stylu Tarantina film ten może okazać się niezłym dodatkiem do kolekcji, aczkolwiek nie tak wybitnym.