Rodzina Yamazakich przeżywa kryzys. Z zewnątrz wszystko wygląda w porządku, jednak tego, co dzieje się wewnątrz rodziny, z całą pewnością normalnym nazwać nie można. Pewnego dnia w domu owej familii pojawia się tajemniczy gość znikąd...
| inne tytuły | ビジターQ (japoński) Bijitā Q (romanizacja) | |
| ograniczenie wiekowe | (dozwolone od lat 18) | |
| czas trwania | 1 x 84 min - łącznie 84 min | |
| przypisania | czarna komedia, dramat, gore, przemoc | |
| produkcja | Japonia | |
| ta recenzja | Pottero (2007-07-05) | |
Gdy pan Rysio zdejmie swoim pociechom kurteczki, wygłasza swą nieśmiertelną kwestię: Dzieci, umyjcie rączki! Maleństwa grzecznie idą do łazienki, mydlą swe kończyny chwytne, po czym cała rodzinka zasiada do obiadu. Pani Grażyna wypytuje o to, jak było w szkole i temu podobne sprawy, posiłkowi towarzyszy ciepła, rodzinna atmosfera. Dla elpeerowców, wszechpolaków i purpuratów to idealny model rodziny, przynajmniej polskiej. Jednak ja, jako osoba wyznająca zasadę „fuck the system”, zapraszam was do odwiedzenia pewnej rodziny japońskiej, o której, przynajmniej na pierwszy rzut oka, nie możemy powiedzieć, że jest ideałem. Wydaje się, że patologia goni w niej patologię, ale czy to naprawdę takie ważne? Kogo to obchodzi, przecież liczy się tylko miłość!
Gdzieś w Japonii żyje sobie rodzinka, która z pozoru jest całkiem normalna. Tak to przynajmniej wygląda z zewnątrz, ponieważ my od samego początku wiemy, co się w owej familii wyprawia i normalnym tego nazwać nie możemy. Córka, starsze dziecko owego pozornie normalnego japońskiego małżeństwa, zarabia na życie prostytuując się. Dziewczę nie ma żadnych oporów przed tym, żeby pójść do łóżka z własnym ojcem, a później zedrzeć z niego za to, że za wcześnie doszedł. Po krótkim umcia-umcia ze swoją córką pan domu czeka na pociąg, ale jakiś typ spod ciemnej gwiazdy uderza go wielkim kamieniem w głowę. Gdy wieczorem kochający małżonek wraca do domu, tajemniczy osobnik znów atakuje. Jakoś tak się dzieje, że mężczyzna zaprasza napastnika do domu, przedstawiając go jako swojego znajomego. Nikt nie zadaje żadnych pytań, gość po prostu jest. I spokojnie przygląda się temu, co ma miejsce w rodzinnym gniazdku. Syn goni matkę z trzepakiem do dywanów, lejąc ją po całym ciele. Chociaż matka prosi, aby nie bił w twarz, kochający syn nie zwraca na to uwagi. Gdy syneczek uznaje, że już wystarczy i odpuszcza, matka idzie do swojego pokoju, aby wstrzyknąć sobie heroinę. W końcu też musi mieć coś z życia, prawda? Aby zdobyć pieniądze na dragi, kobieta uprawia prostytucję. Mąż za to jest dziennikarzem ciągle szukającym materiału, który pozwoliłby mu się wybić. Poprzedni jego reportaż o współczesnej młodzieży niestety się nie sprawdził, chociaż pan dziennikarz nie bał się pokazać tego, jak kilkoro szczyli zdejmuje mu spodnie i wsadza mikrofon w odbyt... Ale oto pojawia się wielka szansa, bowiem reporter odkrywa, że nad jego synem znęca się kilku wyrostków, co postanawia dokładnie udokumentować licząc na to, że spodoba się to widzom.
Tak mniej więcej wygląda życie familii, o której opowiada „Visitor Q”. Jak nietrudno się domyślić, jest to portret rodziny przedstawionej w krzywym zwierciadle. Tak krzywym, jakby narysowało je małe dziecko. Może na pierwszy rzut oka wygląda to tak, że owa rodzina ma na nazwisko Patologia, jak się jednak okazuje, poszczególnych jej członków łączą ze sobą dość silne więzi, ale nie potrafią sobie tego uświadomić. Być może pomogłaby w tym obecność kogoś z zewnątrz, kto potrafiłby tak pokierować bohaterami, aby uzmysłowili sobie pewne rzeczy, ale jednocześnie będzie tylko obserwatorem nie angażującym się bezpośrednio w sprawy poszczególnych członków rodziny? Takie jest właśnie zadanie tytułowego tajemniczego gościa, ale metody jego pracy musicie poznać sami.
Reżyserem „Visitor Q” jest Takashi Miike, tak więc mamy do czynienia z filmem przeznaczonym dla określonego grona odbiorców. Kto nie zna sylwetki tego autora, koniecznie niechaj przeczyta kilka artykułów o nim traktujących bądź jakieś recenzje jego filmów, aby choć trochę bliżej poznać tę postać. Od siebie mogę dodać, że jego twórczość przeznaczona jest dla osób o mocnych nerwach, nie mających nic przeciwko estetyce campu i gore’u oraz lubiących rzeczy naprawdę pokręcone i w złym smaku.
Omawiany tytuł to nie tylko świetna filmowa groteska (proszę nie traktować tego słowa zbyt dosłownie), ale także rewelacyjna, czarna jak smoła komedia, która bez wątpienia rozbawi widza o dość specyficznym poczuciu humoru, jednocześnie zawierająca w sobie elementy dramatu, filmu erotycznego i gore’u. Reżyser, jak zwykle, prezentuje nam kilka fenomenalnych scen, które rzadko bądź w ogóle pojawiają się w kinematografiach wszystkich krajów. Dla jednych będzie to szczyt chamstwa, bezczelności i bardzo mocne przekroczenie granicy dobrego smaku, dla innych coś bezbłędnego. Weźmy na przykład scenę, w której głowa rodziny, mająca problemy z przedwczesną ejakulacją, postanawia zabawić się z martwą koleżanką z pracy, którą kilka godzin wcześniej, dając się porwać emocjom, zamordował. Zamiast pokroić zwłoki, zapakować do worków i wyrzucić, jak było zaplanowane, mężczyzna zaczyna kopulować z truposzem. Tak się jakoś nieszczęśliwie złożyło, że w pewnym momencie wagina denatki się skurczyła, a kochaś nie może wyciągnąć członka. To jednak dopiero połowa gagu, następną będzie uwolnienie się z „objęć” namiętnej kochanicy. Nie będę jednak psuł zabawy, sami przekonajcie się, jaki będzie finał tej historii. Wielu z was powie zapewne, że ta scena to obrazoburstwo, zdrowe przegięcie itd., jednak osoby lubiące camp na taką scenę spojrzą zupełnie inaczej – dla nich będzie to coś rewelacyjnego i kolejny fenomenalny pomysł Miikego.
Miike, właściwym dla siebie stylem, łączy w tym filmie mnóstwo pozornie wykluczających się elementów, składających się jednak w spójną i przejrzystą całość. Wyobraźnia twórcy niejednego pewnie zaskoczy, nawet jeśli są już zaznajomieni z jego twórczością. Podobnie jak inne filmy Miikego, „Visitor Q” ma ciężki klimat, ale jednocześnie nie brak w nim bardzo dobrych scen humorystycznych. Aby się nimi delektować, trzeba jednak mieć odpowiednie poczucie humoru, spory dystans do tego, co widzimy na ekranie, trzeba też dać porwać się tej opowieści. Tylko w ten sposób scena obrazoburcza, taka jak gwałt na nieboszczce, może stać się dla nas wyśmienitym, chociaż – trzeba to przyznać – mocno poronionym gagiem. Czegoś takiego pozazdrościliby Miikemu nawet Pythoni!
Specyficznego klimatu temu filmowi nadają kręcone kamerą cyfrową zdjęcia. Dzięki temu możemy odnieść wrażenie, że oglądamy jakiś paradokument, co sprawia, że historia od razu staje się jakby prawdziwsza. Nie bez znaczenia jest również dobra gra aktorów, którzy świetnie wczuwają się w swoje role, przez co wrażenie pewnego realizmu całej tej opowieści jeszcze bardziej się pogłębia.
„Visitor Q” to rewelacyjna komedia i coś w rodzaju satyry, ale jednocześnie film ciężki i mocny, który z całą pewnością nie jest przeznaczony dla każdego widza. Jeśli jesteś miłośnikiem Miikego, oglądaj w ciemno, prawdopodobnie się nie zawiedziesz. Polecić mógłbym także miłośnikom campu, niskobudżetówek w stylu filmów Tromy oraz tym, którzy chcieliby zobaczyć coś nienormalnego, może nawet szokującego. Ostrzegam jednak, że ten film, podobnie jak cała twórczość Miikego, może okazać się gwałtem na czyimś poczuciu estetyki bądź jego psychice, dlatego niezdecydowanym radzę bardzo dobrze zastanowić się, czy naprawdę ewentualnie chcieliby ten film obejrzeć.
![]() | ![]() | ![]() | ![]() |
![]() | ![]() | ![]() | ![]() |
| Reżyseria | Takashi Miike |
| Scenariusz | Itaru Era |
| Produkcja | Reiko Arakawa, Hisanori Endō, Seiichiro Kobayashi, Susumu Nakajima, Akira Saitō |
| Muzyka | Kōji Endō |
| Zdjęcia | Hideo Yamamoto |
| Montaż | Yasushi Shimamura |
| W ROLACH GŁÓWNYCH | |
| Kenichi Endō | Kiyoshi Yamazaki (ojciec) |
| Shungiku Uchida | Keiko Yamazaki (matka) |
| Kazushi Watanabe | Gość |
| Jun Mutō | Takuya Yamazaki (syn) |
| Fujiko | Miki Yamazaki (córka) |
| W POZOSTAŁYCH ROLACH | |
| Shōko Nakahara | Asako Murata |
| Ikkō Suzuki | Sasaoka |