Oh Dae-su zostaje uwięziony w małym pokoju. Nie wie, dlaczego się w nim znalazł, a tym bardziej, kto jest za to odpowiedzialny. W ciasnym pomieszczeniu spędzi piętnaście lat. W tym czasie upadną reżimy, zmieni się świat, ale Oh Dae-su ciągle będzie czuł to samo: palącą potrzebę zemsty, która utrzymuje go przy życiu...
| inne tytuły | 올드보이 (koreański) Old Boy (angielski) | |
| ograniczenie wiekowe | (dozwolone od lat 16) | |
| czas trwania | 1 x 120 min - łącznie 120 min | |
| przypisania | dramat, thriller | |
| produkcja | Korea Płd. | |
| ta recenzja | Pottero (2007-06-04) | |
Zemsta to motyw w kinematografii bardzo wyeksploatowany i wydawać może się, że już nic, co o niej opowiada, nie może nas zaskoczyć. A jednak! Od czasu do czasu powstają filmy, które każą nam tę opinię zweryfikować. Jednym z takich filmów jest bez wątpienia „Oldboy”, stworzony przez Koreańczyka Chan-wook Parka i wchodzący w skład jego tzw. trylogii zemsty (pozostałe dwie części to „Pani Zemsta” i „Pan Zemsta”). Ów film to nie tylko ciekawie opowiedziana historia zemsty, zaskakuje on również pod innymi względami. „Oldboy” nie bez powodu zdobył wiele nagród i wyróżnień, w tym nagrodę jury na festiwalu canneńskim w roku 2003, a nominowany był również do Złotej Palmy. Zapewne zdobyłby ją, gdyby nie ówczesne zawirowania polityczne – najlepszym filmem ogłoszono wtedy krytykującego politykę Busha „Fahrenheita 9.11” Michaela Moore’a, chociaż przewodniczący jury, Quentin Tarantino, starał się przekonać pozostałych członków komisji, aby to właśnie „Oldboyowi” przyznać główną nagrodę. Nie udało się, co nie zmienia faktu, że jest to bardzo dobry film.
Oh Dae-su to normalny Koreańczyk, który jak każdy człowiek ma gorsze dni. Nam przyjdzie poznać go w roku 1988, kiedy to właśnie ma taki gorszy dzień. Kompletnie pijany trafia na posterunek policji, gdzie awanturuje się ze stróżami prawa i innymi osobami przebywającymi w budynku. Odbiera go szwagier, ale gdy rozmawia przez telefon, chcąc uspokoić żonę awanturnika, ten rozpływa się bez śladu. Oh Dae-su zostaje porwany i zamknięty w małym pokoju. Początkowo bierze to za żart, ale gdy mijają kolejne dni, a potem tygodnie, dociera do niego, że sprawa jest naprawdę poważna. Jedyną rozrywką i „przyjacielem” Oh Dae-su jest telewizor, z którego około rok po swoim zaginięciu dowiaduje się, że zamordowano jego żonę, a on jest głównym podejrzanym. Upada Związek Radziecki, jednoczą się Niemcy, ginie księżna Diana, wieże World Trade Center zamieniają się w niwecz, a Dae-su wciąż tkwi zamknięty w swoim pokoju. Treningami fizycznymi wzmacnia ciało, jednocześnie próbując wydostać się z prowizorycznego więzienia. W końcu nadchodzi upragniony dzień – po piętnastu latach, w roku 2003, zostaje wypuszczony ze „swojego” pokoju. Gdy Dae-su siedział w zamknięciu, doszedł do wniosku, że uwięził go któryś z jego wrogów. Pała żądzą zemsty, jednak szybko okazuje się, że nadal jest marionetką w rękach swojego oprawcy. Będzie musiał działać szybko, inaczej jego cierpienie może nigdy się nie skończyć...
Z powyższego opisu wyłaniać może się obraz filmu niezbyt skomplikowanego fabularnie, jednak jest to wrażenie bardzo mylące. Reżyser co chwilę będzie serwował nam niespodzianki i podsuwał mylne tropy, aby ostatecznie zaprezentować dość niespodziewane zakończenie. Oglądając „Oldboya” niczego nie można być do końca pewnym, przez cały seans będziemy czuć się zagubieni, tak jak główny bohater. Nie znajdziemy tu jednak odpowiedzi na wszystkie pytania, przez co widz ma możliwość swobodnej interpretacji zakończenia. Było to zamierzone działanie reżysera, który chciał, aby każdy oglądający mógł zinterpretować tę opowieść po swojemu.
Jak wspomniałem, „Oldboy” zaskakuje nie tylko jako sprawnie zrealizowana opowieść o zemście, bowiem interesująca jest także jego forma. Park stworzył film bardzo mocny. Mówiąc „mocny”, myślę głównie o jego wymowie. Działania dwóch najważniejszych bohaterów – Oh Dae-su i Lee Woo-jina, jego wroga – sprowadzają się jedynie do tego, aby dokonać upragnionej zemsty, co jest jednocześnie ich motorem napędowym. Żaden z nich oczywiście nie ustąpi, ale obaj z góry skazani są na porażkę. Może i dokona się coś, co nazywamy „słodką zemstą”, ale czy przyniesie to bohaterom ukojenie? W tym przypadku nie, a droga do dokonania zemsty pełna będzie cierni, zadających dodatkowe rany.
Fabuła oparta jest na mandze Nobuakiego Minegishi, jednak reżyser potraktował pierwowzór bardzo swobodnie. Dla obu produkcji wspólnych jest właściwie tylko kilka elementów: mężczyzna na długi czas (w komiksie dziesięć lat) zostaje odizolowany od świata, nie wie, dlaczego znalazł się w takiej sytuacji, a po wyjściu na wolność chce się zemścić. Reszta to już swobodna interpretacja Parka. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że reżyser sprawnie prowadzi fabułę, a powód, dla którego Oh Dae-su został zamknięty, jest zaskakujący, chociaż wydawać może się zupełnie błahy.
W całej tej opowieści odnaleźć możemy nawiązania do filmów (m.in. „Psa andaluzyjskiego” Buñuela i „Być jak John Malkovich”), starożytnych tragedii i mitów, światowej prozy, np. „Hrabiego Monte Christo”, a nawet „Biblii”. Nie brak tu czarnego humoru rodem z filmów Tarantina, elementów surrealistycznych jak u Davida Lyncha, a całość utrzymana jest w konwencji filmu neo noir. Ktoś fajnie podsumował ten film mówiąc, że jest on jak połączenie „Kill Billa” i „Hrabiego Monte Christo” z domieszką „Piły”. Sam Tarantino stwierdził nawet, że jest to rzecz bardziej tarantinowska od tego, co on sam do tej pory stworzył.
Bezbłędne jest wykonanie, dzięki któremu film ma odpowiedni, bardzo dobry przy okazji, klimat. Stonowano kolorystykę – utrzymano ją w tonie odpowiednim dla tej opowieści, dlatego zamiast żywych i radosnych kolorów, wszystko jest przyciemnione, szare, w kolorach sepii. Nie bez znaczenia jest również gra aktorów, którzy dali z siebie wszystko. Na pierwszy plan wysuwa się oczywiście Min-sik Choi, czyli Oh Dae-su. Wczuł się w swoją rolę, perfekcyjnie oddaje emocje targające jego bohaterem: obłęd, zrezygnowanie, desperację, wściekłość – wszystkie te emocje przekazuje bardzo przekonująco, przez co mogą udzielać się one oglądającemu. Jednak nie tylko o aktorstwo tu chodzi – aktor, przygotowując się do tej roli, zrzucił kilka kilogramów, sam wykonał wszystkie sceny kaskaderskie, zgodził się nawet zjeść żywą ośmiornicę, aby scena wyglądała bardziej realistycznie. Może się wydawać, że to drobiazgi, ale bez wątpienia dobrze wpływają one na całokształt filmu. Równie dobrze sprawują się pozostali aktorzy. Na najwyższym poziomie są również muzyka, reżyseria oraz – przede wszystkim – zdjęcia.
Dużo mówi się o przemocy, której nie zabrakło w omawianym filmie. Wiele czytałem o „brutalnych” i „chorych” scenach pokazanych w „Oldboyu”, jednak po obejrzeniu tego filmu osobiście nie użyłbym aż tak mocnych stwierdzeń. Przemoc była, owszem, ale blednie ona już przy takiej miernocie, jak chociażby „Hostel”. W filmie Parka przemoc to tylko środek uzupełniający, a nie wartość sama w sobie. Brutalność dobrze komponuje się z „mocnymi” elementami, o których wspominałem kilka linijek wcześniej, jeszcze bardziej potęgując wymowę tego dzieła. Być może pokazane tu sceny rzeczywiście są brutalne, a mnie po obejrzeniu wielu przepełnionych przemocą produkcji po prostu ogarnęła znieczulica, ale jedno jest pewne: „Oldboy” to jeden z tych filmów, który przeznaczony jest dla widzów inteligentnych, potrafiących odczytać to, co chcieli powiedzieć twórcy. Przykładowo, „Fight Club” to film brutalny, ale nie miał on nakłaniać do zakładania nielegalnych klubów walk; należało odczytać go przede wszystkim jako krytykę naszego współczesnego konformistycznego społeczeństwa. „Oldboy” to z kolei film opowiadający o zemście, która na różne sposoby niszczy człowieka. Nie dostrzegł tego jednak Cho Seung-hui – osoba o słabej psychice, sprawca niedawnej masakry w Virginia Tech, dla którego ważna była pokazana w „Oldboyu” przemoc i która w jakimś stopniu miała związek z popełnioną przez niego zbrodnią.
O „Oldboyu” można mówić by jeszcze długo, coraz bardziej zagłębiając się w poszczególne jego elementy. Bez wątpienia jest to ciekawy temat do szerszej dyskusji, ale rzecz jasna recenzja to nieodpowiednie do tego miejsce. Samymi literami trudno jest oddać „duszę” tego filmu, ponieważ jest to coś, co trzeba obejrzeć samemu, aby przekonać się, skąd te wszystkie zachwyty, i wyrobić sobie własne zdanie na ten temat. Polecam głównie osobom lubiącym dobre, ambitne kino oraz tym, którzy szukają czegoś oryginalnego. Film bez dwóch zdań wart obejrzenia.
![]() | ![]() | ![]() |
![]() | ![]() | ![]() |
![]() | ![]() | ![]() |
| Reżyseria | Chan-wook Park |
| Scenariusz | Jo-yun Hwang, Chun-hyeong Lim, Joon-hyung Lim, Chan-wook Park |
| Produkcja | Dong-ju Kim, Seung-yong Lim |
| Muzyka | Yeong-wook Jo |
| Zdjęcia | Jeong-hun Jeong |
| Montaż | Sang-Beom Kim |
| Projekty kostiumów | Sankyung Cho |
| W ROLACH GŁÓWNYCH | |
| Min-sik Choi | Oh Dae-su |
| Ji-tae Yu | Lee Woo-jin |
| Hye-jeong Kang | Mido |
| W POZOSTAŁYCH ROLACH | |
| Dae-han Ji | No Joo-hwan |
| Dal-su Oh | Park Cheol-woong |
| Byeong-ok Kim | Han |
| Seung-Shin Lee | Yoo Hyung-ja |
| Jin-seo Yun | Lee Soo-ah |
| Tae-kyung Oh | młody Dae-su |
| Yeon-suk Ahn | młody Woo-jin |
| Il-han Oo | młody Joo-hwan |