BanneryWebmasterFAQRedakcja
Anime i kino azjatyckieAnimeZajawkiKino azjatyckieSłowniczek pojęćLinkownia
GaleriaForumCzat

Menu

Przyjaciele

Tanuki
Aleja Komiksu
Anime Heaven
Vegepic Anime
Dragon Ball Nao
Kage
VWORLD
GTW
Anime Dream
Rei Official Website
Japonia Dream
bleachHEART
Ghibli
Banzai!

Ocena recenzenta

Ocena  9.0
Reżyseria
Ocena  9.0
Scenariusz
Ocena  9.0
Aktorstwo
Ocena  8.0
Zdjęcia
Ocena  8.0
Muz/dźwięk
Ocena  8.0
Ogółem

Reklamy Google

Jingi naki tatakai

Jingi naki tatakai
premiera
1973
Typ produkcji
FILM
IMDbFilmwebAngielska Wikipedia

Wprowadzenie

Pięć filmów z cyklu „Jingi naki tatakai”, przedstawiających mentalność japońskich gangsterów w powojennej Japonii. To porażający obraz upadku człowieczeństwa, sprowadzonego do najniższych instynktów, owładniętego bez reszty pragnieniem władzy i bogactwa bez względu na koszta.

Dane podstawowe

inne tytuły仁義なき戦い (japoński)
Battles Without Honor and Humanity (angielski)
Jingi naki tatakai: Dairi senso (romanizacja)
Jingi naki tatakai: Hiroshima shito hen (romanizacja)
Jingi naki tatakai: Kanketsu-hen (romanizacja)
Jingi naki tatakai: Chojo sakusen (romanizacja)
ograniczenie wiekowedozwolone od lat 18(dozwolone od lat 18)
czas trwania5 x 90 min - łącznie 450 min
przypisaniagangsterzy, przemoc, dramat
produkcjaJaponia
ta recenzjaArgentum Astrum   (2007-02-22)Ocena  8.0

Recenzja

Nagłówek niniejszej recenzji może być nieco mylący. W istocie bowiem za zbiorczym tytułem „Jingi naki tatakai” kryje się cykl aż pięciu filmów pełnometrażowych nakręconych w latach 1972-1974 przez jednego z najciekawszych japońskich reżyserów – Kinjiego Fukasaku (znanego również i w Polsce z szokującego „Battle Royale”). Od razu też wyjaśniam, iż w dalszej części recenzji nazwy owej będę używał dla określenia całego cyklu, a nie tylko jego pierwszej części (w USA wszystkie pięć filmów ukazało się w jednym boksie DVD pod wspólnym tytułem „The Yakuza Papers”).

Przyznam, że do oglądania całego cyklu zasiadałem pełen obaw, ale i nadziei. Obaw, gdyż znane mi dotychczas dzieła Fukasaku budziły mieszane uczucia, nadziei zaś, gdyż „Jingi naki tatakai” uważane są za jeden z najważniejszych filmów w jego dorobku i dzieło, które odnowiło gatunek yakuza movies. Po obejrzeniu całości muszę jednak rzec, że rozumiem już, dlaczego ów film wywołał tak wielkie wrażenie również na samych Japończykach i okrzyknięty został japońską wersją „Ojca chrzestnego”.
Motyw yakuzy był obecny w kinie japońskim od dawna. Temat gangsterów podejmowali najwybitniejsi japońscy reżyserzy, tworząc często znakomite filmy, że wymienię jedynie Masahiro Shinodę i „Kawaita hana” (aka „Pale Flower”, 1964), Seijuna Suzukiego i „Tōkyō nagaremono” („Tokyo Drifter”, 1966) czy też Goshę Hideo i „Shusso iwan” („The Wolves”, 1971). Zasługa Fukasaku polega wszakże na tym, iż przed nim bodaj nikt nie ujął w kinie tematu yakuzy w tak bezwzględny i bezkompromisowy sposób. Zaiste oglądając filmy składające się na omawiany cykl widać już zamiłowanie reżysera do krwistej brutalności, jaką powtórnie zaszokował widzów ćwierć wieku później kręcąc „Battle Royale”. Aby jednak nie owijać w bawełnę – „Jingi naki tatakai” zdecydowanie nie są filmami dla widzów wrażliwych na ekranową przemoc i krew. Łatwo można sobie bowiem wyobrazić, jak musi wyglądać połączenie potwornie brutalnej przemocy ze specyficznie japońską mentalnością... Odrąbywanie rąk za pomocą samurajskich mieczy, odcinanie palców jako zadośćuczynienie za zdradę, nawet seppuku popełniane za pomocą brzytwy, że nie wspomnę o banalnych w tym kontekście krwawych strzelaninach i bijatykach... Wszystko to nie są propozycje dla wrażliwych widzów, tym bardziej, iż przemoc u Fukasaku nie ma charakteru umownego i pokazywana jest wprost i bez ogródek.

Owych przerażających wizualiów dopełnia przy tym – kto wie, czy nie jeszcze bardziej przerażająca – mentalność japońskich gangsterów, dając w efekcie porażający obraz upadku człowieczeństwa sprowadzonego do najniższych instynktów, owładniętego bez reszty pragnieniem władzy i bogactwa bez względu na koszta. W starszych filmach o yakuzie często spotkać można pewien rys romantyczny; natykamy się w nich na samotnych gangsterów rozdartych między giri (powinnością wobec grupy) a ninjō (pragnieniami osobistymi), których nie da się pogodzić. Owe pragnienia często zaklęte bywają w postać nieszczęsnej ukochanej, która usiłuje odciągnąć wybranka swego serca od gangsterskiego procederu i skierować na dobrą drogę. Konflikt miedzy miłością do kobiety a lojalnością wobec grupy bywa rozwiązywany rozmaicie, niemniej jednak tym, co dla nas tu istotne, jest sam fakt istnienia w starszych filmach pewnego romantycznego mitu yakuzy. I właśnie ów mit Fukasaku rozbił w proch i pył swoimi „Jingi naki tatakai”, wyznaczając tym samym pewną cezurę w dziejach całego gatunku. Filmy o yakuzie nigdy później nie miały być już takie, jak przed powstaniem recenzowanego cyklu...

Zresztą stosunek reżysera do podejmowanej w filmie problematyki jest zaakcentowany już na poziomie użytego nazewnictwa. Mianowicie w tytule każdego z pięciu tworzących cykl filmów pojawia się wspólny zwrot Jingi naki tatakai, oddany po angielsku jako Battles without honor and humanity, co w zasadzie jest dość wiernym tłumaczeniem, dobrze oddającym sens japońskiego oryginału. Kluczowym dla zrozumienia naczelnej idei jest termin jingi pisany dwoma znakami kanji, odpowiednio: jin (仁 – ‘cnota, prawość, humanizm’) oraz gi (義 – ‘honor, sprawiedliwość’). W złożeniu jednak ich znaczenie subtelnie się zmienia i jingi znaczyć może ‘droga, ścieżka właściwego (prawego, szlachetnego) postępowania, którą winien kroczyć człowiek’ (a więc mamy tu implicite zawarty postulat postępowania etycznego, zgodnego z normami moralności). Tytułowe bitwy (tatakai) są jednakże owego właściwego postępowania kompletnie, ale to do szczętu pozbawione. Są bowiem, jak znakomicie oddaje to angielskie tłumaczenie, niehonorowe i nieludzkie – i dlatego właśnie tak przerażające...

Zaiste z pasji, zmysłu obserwacji oraz niewątpliwego talentu Fukasaku, powstało kino niezwykle ciekawe, daleko wykraczające poza prostą formułę kryminału czy filmu o gangsterach. Scenariusz napisany został przez Koichiego Iiboshi w oparciu o wspomnienia więzienne autentycznego yakuzy – Koza Mino. Całość cyklu nakręcona została zaś w przeciągu dwóch lat przez tę samą ekipę, co przydało całości fenomenalnej spójności i pomogło uniknąć rozbieżnych stylistyk, zdjęć, różnych aktorów itp.

Historia opowiedziana w pięciu filmach rozciągnięta jest między 1945 a 1970 rokiem i opowiada dzieje kariery pewnego gangstera imieniem Shozo Hirono (w tej roli znakomity Bunta Sugawara) w światku przestępczym powojennej Hiroshimie. Już sam początek filmu ma podtekst polityczny, gdyż plansza tytułowa ma za tło zdjęcie grzyba atomowego nad Hiroshimą, zaś Shozo Hirono jest zdemobilizowanym żołnierzem armii cesarskiej, który zbacza na drogę przestępstwa, gdyż nie ma przed sobą żadnych innych perspektyw... Na przestrzeni 25 lat, które obejmuje cykl widzimy, jak Shozo robi postępy na ścieżce gangsterskiej kariery, począwszy od niskiego rangą zbira w szeregach gangu Yamamori. Obserwujemy jego poświęcenie i walkę dla gangu, towarzyszymy mu we wzlotach i upadkach, obserwujemy, jak zmienia się wewnętrznie, dojrzewa, zaczyna coraz lepiej rozumieć wewnętrzne mechanizmy rządzące bezlitosnym światem yakuzy, by wreszcie założyć własny gang i zacząć uprawiać gangsterską politykę na własną rękę... Co ciekawe, Shozo utrzymuje się – lepiej bądź gorzej, ale zawsze – na powierzchni dzięki zaletom charakteru: opanowaniu, cierpliwości, lojalności, zdolności zjednywania sobie przyjaciół. Właśnie dlatego robi karierę i najdłużej udaje mu się zostać przy życiu, podczas gdy wielu innych ginie. Czytelnik nie powinien jednak, broń Boże!, odnieść wrażenia, iż dzięki temu Shozo ma jakieś cechy sympatyczne, czy wręcz romantyczne. Nic podobnego. Pozostaje na powierzchni, bo ostatecznie okazuje się twardszy, bardziej bezwzględny i dalekowzroczny, a przy tym mniej pazerny niż cała reszta bandziorów...

Całość cyklu robi naprawdę duże wrażenie i nie znający japońskich realiów widz zachodni może odnieść wrażenie, iż spogląda yakuzie przez ramię na jej gangsterski proceder. Nie tylko widz zachodni zresztą – w samej Japonii omawiane filmy cieszyły się wielkim powodzeniem i stały się przebojami kasowymi, pobudzając przy tym publiczną dyskusję nad rolą yakuzy w formowaniu powojennego obrazu Japonii. Reżyser postawił sobie bowiem ambitne zadania: pokazać formowanie się struktur nowoczesnej japońskiej mafii na przestrzeni powojennego ćwierćwiecza 1945-1970, pokazać stopniowe zazębianie się tychże struktur z elitą władzy i biznesu, pokazać wreszcie specyficzny wewnętrzny obyczaj, jakim yakuza rządzi się we własnych szeregach. Z zadania tego wywiązał się znakomicie i w efekcie widz otrzymuje filmowy fresk o zacięciu paradokumentalnym. Można wręcz odnieść wrażenie, iż film jest reżyserskim komentarzem, bardzo gorzkim i ironicznym zresztą, do powojennego japońskiego „cudu gospodarczego”. Pokazuje bowiem jego mroczną stronę, tę z której Japończycy bynajmniej nie mogą być dumni – pokazuje, niejako przy okazji, od niechcenia, deprawację i upadek świata polityki rządzącego współczesną Japonią.

Niezwykle mocną stroną cyklu są jego bohaterowie. Znakomity jest twardy i małomówny Bunta Sugawara jako Shozo Hirono, świetny i odrażający jest Kunie Tanaka jako Makihara, okazyjnie (w trzecim filmie cyklu pt. „Jingi naki tatakai: Dairi senso”) pojawia się nawet mój ulubiony Tetsuro Tamba w roli Tatsuo Akashiego. Galeria przewijających się przez cały cykl postaci jest zresztą niezwykle obszerna i nie sposób jej tutaj dalej wymieniać. Widzimy pojawiające kalejdoskopowo postacie gangsterów, którzy wchodzą na scenę aby odegrać mniejszą bądź większą rolę, jednak schodzą z niej nieodmiennie w ten sam sposób – w krwawej orgii mordu i zniszczenia... Postacią spajającą wszystkie pięć części w całość i stanowiącą niejako zwornik cyklu jest oczywiście wspomniany Shozo Hirono, który w miarę upływu czasu zaczyna nabierać coraz więcej cech stoickich, czy może raczej (w końcu akcja filmu dzieje się w Japonii) – buddyjskich, i traktowany jest przez reżysera jako rodzaj osi dla przedstawianych na ekranie wydarzeń.

Podsumowując: „Jingi naki tatakai” to seria niezwykle ciekawa, dobrze wyreżyserowana i znakomicie nakręcona (na osobną pochwałę zasługują niezwykle dynamiczne zdjęcia autorstwa Sadajiego Yoshidy, umiejętnie operujące stopklatkami). Duży udział w jej sukcesie należy się – poza znakomitym aktorstwem, zdjęciami i diabelnie sprawną reżyserią Fukasaku – muzyce autorstwa Toshiakiego Tsushimy, która mocno zapada w pamięć, i której główny temat bez problemu nucę i dziś, mimo iż od obejrzenia przeze mnie recenzowanego cyklu minęło już sporo czasu. Omawiane dzieło odmieniło na zawsze cały gatunek filmów o yakuzie i jako takie winno być żelaznym punktem odniesienia dla wszystkich miłośników np. kryminalnych filmów Takeshiego Kitano, których ostatnimi laty zrobiło się w Polsce całkiem sporo. „Jingi naki tatakai” to dziś absolutna klasyka nie tylko japońskiego, ale i światowego kina gangsterskiego.

Skomentuj tę recezję
Napisz własną opinię

Przykładowe kadry


 

 

 

 

 

 

Twórcy

ReżyseriaKinji Fukasaku
ScenariuszKoichi Iiboshi, Kazuo Kasahara
MuzykaToshiaki Tsushima
ZdjęciaSadaji Yoshida
ProdukcjaTakatoshi Suzuki

Aktorzy

W  ROLACH  GŁÓWNYCH
Bunta SugawaraShozo Hirono
Hiroki MatsukataTetsuya Sakai
Tatsuo UmemiyaHiroshi Wakasugi
Tsunehiko WataseToshio Arita
Nobuo KanekoYamamori
W  POZOSTAŁYCH  ROLACH
Seizo FukumotoShimonaka
Goro IbukiUeda
Tamio KawajiKanbara
Takuzo KawataniRyoichi Enami
Toshie KimuraPani Yamamori
Asao KoikeNarrator
Mayumi NagisaAkiko Shinjo
Eiko NakamuraSuzue
Hiroshi NawaDoi
Harumi SoneShuji Yano
Kunie TanakaMakihara
Zapraszamy do rejestracji i logowania
(C) 2004-2008 Azunime.net  •  Wszelkie prawa zastrzeżone
Teksty zamieszczone w serwisie należą do ich autorów i są chronione prawem autorskim. Wykorzystywanie ich, w całości lub we fragmentach, bez zgody właścicieli jest zabronione, o ile regulacje w FAQ nie stanowią inaczej.
Zarejestruj