Pedantyczny Japończyk i Tajlandka wprowadzająca chaos i zamieszanie wszędzie, gdzie się pojawi... Losy tej dwójki, któregoś dnia się krzyżują i po prostu zostają ze sobą. Mimo że ich charaktery to dwa zupełne przeciwieństwa, nawiązuje się pomiędzy nimi nietypowe uczucie...
| inne tytuły | 地球で最後のふたり (japoński) Ruang rak noi nid mahasan (romanizacja) Chikyū de saigo no futari (romanizacja) Last Life in the Universe (angielski) | |
| ograniczenie wiekowe | (dozwolone od lat 12) | |
| czas trwania | 1 x 112 min - łącznie 112 min | |
| przypisania | dramat, romans | |
| produkcja | Tajlandia, Japonia | |
| ta recenzja | Pottero (2006-05-06) | |
Oryginalne love story made in Bangkok. Kenji, mieszkający w Tajlandii obywatel japońskiego pochodzenia, pracuje w bibliotece i jest wielkim pedantem – wszystko musi być u niego w najlepszym porządku, nawet heinekeny w lodówce są u niego równo ustawione. Kenji ma też skłonności samobójcze: podjął już kilka prób odebrania sobie życia, jednak wszystkie spaliły na panewce. Gdy któregoś dnia stoi na moście, aby się z niego rzucić, jest świadkiem wypadku samochodowego, w którym ginie młoda dziewczyna. Na miejscu zdarzenia Kenji poznaje siostrę zmarłej; Noi jest zupełnym przeciwieństwem Kenjiego – wszędzie, gdzie się pojawi, sieje zamęt i bałagan. Jak wiadomo, przeciwieństwa się przyciągają, co owocuje miłością tej nietypowej dwójki. Nie jest to jednak wszystko, ponieważ Kenjiego odwiedza jego powiązany z mafią brat, a później zaczynają szukać go członkowie yakuzy...
Film ten z pozoru wydawał się banalny, jednak – pomimo prawie dwóch godzin trwania i strasznie wolno rozwijającej się fabuły – potrafił zainteresować widza. Opowiedziana w nim historia jest naprawdę bardzo prosta i nieskomplikowana, nie trzeba doszukiwać się w nim jakiejś głębi. Sam do końca nie wiem, co sprawiło, że film tak mnie wciągnął. Mógłbym rzucić tutaj oklepane hasło „magia kina”, ale wszyscy wiemy, że będzie to nieszczere stwierdzenie.
Jak już powiedziałem, dwójka bohaterów z zupełnie innych biegunów potrafiła się przyciągnąć i nawiązać ze sobą jakąś relację. Użyłem na początku określenia „love story”, chociaż może do końca nie jest ono poprawne, ponieważ trudno jednoznacznie określić czy uczucie, które połączyło Kenjiego i Noi, to miłość. Kenji któregoś dnia po prostu pojechał do Noi, a gdy zapytał: „Mogę jeszcze zostać?”, ta nie zaprzeczyła. W ten oto sposób nasz bohater został u Noi, a pomiędzy tą dwójką powstało jakieś uczucie. Jak już powiedziałem, trudno powiedzieć, co ich połączyło: miłość? jakieś wyalienowanie? żal do świata? chęć bycia z kimś blisko?
Noi i Kenji są tutaj oczywiście dominującymi postaciami i to na nich koncentruje się film – to ich relacja (nie chcę używać słowa „związek”, żeby nie zostało ono odebrane w innym sensie, niż myślę) wychodzi tutaj na pierwszy plan.
Spodobała mi się przede wszystkim postać Kenjiego, bo znalazłem w niej sporo z własnej osoby. Zaskoczył mnie też jego upór w chęci odebrania sobie życia – w trakcie seansu naliczyłem sześć prób samobójczych, z których żadna jednak nie doszła do skutku, bo zawsze coś lub ktoś w decydującym momencie przeszkodziło Kenjiemu w skończeniu ze sobą. A gdyby nie ów przeszkadzający czynnik... czy Kenji ostatecznie zdecydowałby się na ten krok i pożegnał ze światem?
Kolejnym plusem filmu jest jego wykonanie. Gromkie brawa należą się przede wszystkim Tadanobu Asano i Sinitcie Boonyasak, czyli dwójce głównych bohaterów. Ich kreacje naprawdę bardzo mi się spodobały, wydaje mi się też, że gdyby nie oni, ten film zupełnie inaczej by wyglądał. Pogratulować należy także reżyserowi Pen-ek Ratanaruangowi. Co prawda jest to pierwszy jego film, który obejrzałem, ale jakoś od razu go polubiłem. Podoba mi się także to, że w czasie kręcenia filmu dał ekipie pewną swobodę, pozwalając np. aktorom improwizować. Czasami takie zabiegi okazują się lepsze, niż sztywno narzucone przez reżysera normy – a może gdyby Stanley Kubrick nie kazał powtarzać niektórych ujęć „Lśnienia” kilkadziesiąt razy, dopóki nie uznał, że jest dobrze (w jego mniemaniu), wyszłyby one inaczej, lepiej? Byłbym bez serca, gdybym nie wspomniał też o zdjęciach Christophera Doyle’a („2046”, „Happy Together”, „Spokojny Amerykanin”, „Hero”), tak dobrze przedstawiających nam te różne światy, m.in. hermetyczny porządek Kenjiego oraz bałagan Noi.
Trudno jest mi wydać ostateczny werdykt dla „Ostatniego życia we wszechświecie”. Mnie film się spodobał i od razu go polubiłem, nie brak jednak głosów krytyki wśród fanów kina azjatyckiego – zbyt wolno rozwijająca się fabuła, co w efekcie powoduje, że film jest nudny. Czy jednak filmy zawsze muszą być ciekawe? I co to w ogóle znaczy „ciekawe”? Dla jednych „Ostatnie życie...” będzie filmem ciekawym, dla innych po prostu zwykłą nudą. Ja jednak zachęcam do obejrzenia filmu, chociażby po to tylko, żeby przekonać się, która strona ma rację. Proszę nie oczekiwać jednak superinteligentnej i naszpikowanej filozofią fabuły oraz wielkiej miłości – proszę się raczej przygotować na samo życie, przedstawione w nietypowym i oryginalnym wydaniu.
![]() | ![]() |
![]() | ![]() |
![]() | ![]() |
| Reżyseria | Pen-Ek Ratanaruang |
| Scenariusz | Pen-Ek Ratanaruang, Prabda Yoon |
| Muzyka | Small Room |
| Zdjęcia | Christopher Doyle |
| Montaż | Patamanadda Yukol |
| Scenografia | Saksiri Chantarangsri, Wittaya Chaimongkol, James David Goldmark, Monchai Tongsrisuebasakul |
| Projekty kostiumów | Sombatsara Teerasaroch |
| Efekty specjalne | Thamrong Prinyaknit |
| W ROLACH GŁÓWNYCH | |
| Tadanobu Asano | Kenji |
| Sinitta Boonyasak | Noi |
| W POZOSTAŁYCH ROLACH | |
| Laila Boonyasak | Nid |
| Yutaka Matsushige | Yukio |
| Riki Takeuchi | Takashi |
| Takashi Miike | Członek yakuzy |
| Yoji Tanaka | Członek yakuzy |
| Sakichi Satō | Członek yakuzy |
| Thiti Rhumorn | Jon |