BanneryWebmasterFAQRedakcja
Anime i kino azjatyckieAnimeZajawkiKino azjatyckieSłowniczek pojęćLinkownia
GaleriaForumCzat

Menu

Przyjaciele

Tanuki
Aleja Komiksu
Anime Heaven
Vegepic Anime
Dragon Ball Nao
Kage
VWORLD
GTW
Anime Dream
Rei Official Website
Japonia Dream
bleachHEART
Ghibli
Banzai!

Ocena recenzenta

Ocena  8.0
Scenariusz
Ocena  8.0
Aktorstwo
Ocena  9.0
Zdjęcia
Ocena  9.0
Muz/dźwięk
Ocena  8.5
Ogółem

Zespół redakcyjny

Ocena  8.0
Reżyseria
Ocena  8.0
Scenariusz
Ocena  7.3
Aktorstwo
Ocena  8.2
Zdjęcia
Ocena  8.3
Muz/dźwięk
Ocena  7.7
Ogółem

Reklamy Google

Battle Royale

Battle Royale
premiera
2000
Typ produkcji
FILM
IMDbFilmwebPolska WikipediaAngielska Wikipedia

Wprowadzenie

U progu nowego millennium szerząca się wśród młodzieży anarchia sprawia, że dorośli decydują się na wprowadzenie ustawy Battle Royale. Na jej mocy raz do roku grupa licealistów zostaje odizolowana na wyspie, która staje się miejscem makabrycznej rozgrywki – młodzi muszą zabijać się nawzajem...

Dane podstawowe

inne tytułyバトル・ロワイアル (japoński)
Batoru rowaiaru (romanizacja)
ograniczenie wiekowedozwolone od lat 18(dozwolone od lat 18)
czas trwania1 x 114 min - łącznie 114 min
przypisaniadramat, akcja, thriller, przemoc, gore
produkcjaJaponia
związaneBattle Royale II: Requiem   (2003)  -  kontynuacja
ta recenzjaPottero   (2006-04-19)Ocena  8.5

Recenzja

Kiedy po raz pierwszy usłyszałem tytuł „Battle Royale”, pomyślałem o średniowiecznej bitwie morskiej – tak kojarzą mi się słowa „królewska bitwa”. Cieszę się, że w Polsce nadano filmowi angielski tytuł: jest to zgodne z oryginalnym zamierzeniem twórców, no i nie nasuwa błędnych skojarzeń. Dosłowne przetłumaczenie tytułu, jak miało to miejsce na przykład w Rosji (tam film znany jest jako „Королевская битва” – korolevskaya bitva), mogło by naprawdę trochę namieszać.

„Battle Royale” to brutalny, krwawy i wulgarny film na podstawie kontrowersyjnej powieści Kōshuna Takamiego, która w rodzimej Japonii okazała się bestsellerem (poza nią ukazała się w niewielu innych krajach, chyba tylko po angielsku w Ameryce i Wielkiej Brytanii). Powieść zaadaptowana została też na mangę, a film doczekał się w 2003 roku sequelu „Battle Royale II: Requiem”. Sporym zaskoczeniem dla Polaków zaznajomionych z japońskim filmem był fakt wydania filmu w Polsce na DVD – miało to miejsce w połowie 2005 roku, film dołączony został do magazynu „Kino Domowe” (w późniejszym czasie w magazynie zaczęły pojawiać się też anime).

Początek tysiąclecia przyniósł upadek państwa. Przy piętnastoprocentowym bezrobociu dziesięć milionów osób nie miało pracy, osiemset tysięcy uczniów bojkotowało szkołę. Niepewni siebie dorośli, w obawie przed młodzieżą, wprowadzili ostatecznie edukacyjną reformę milenijną, zwaną też jako BR – tym oto krótkim wprowadzeniem rozpoczyna się film. Aby jednak trochę wyjaśnić sprawę: w obawie przed szerzącą się wśród młodzieży anarchią, rząd japoński postanowił ostatecznie wprowadzić w życie projekt Battle Royale: raz do roku losowana jest klasa, którą spotyka kara za zachowanie całej młodzieży. Grupa uczniów zesłana zostaje na bezludną wyspę, a na niej wtajemniczona w zasady makabrycznej gry: przez trzy dni będą się nawzajem mordować, aż przy życiu pozostanie tylko jedna osoba. Na ich szyjach znajdują się obroże, przekazujące do centrali położenie oraz stan ciała graczy. Jeżeli w ciągu trzech dni nie zostanie wyłoniony zwycięzca, obroże na szyjach nastolatków zadziałają niczym te w filmie „Obroża” – eksplodują. Każdy otrzymuje ekwipunek, w którym znajduje się skromna racja żywnościowa, kompas i, oczywiście, broń.
Homo homini lupus est – mawiali starożytni. W obliczu zagrożenia przyjaciele ze szkoły zamieniają się w mniej lub bardziej sprawne maszyny do zabijania, nie cofnące się przed niczym, aby tylko wygrać grę i przeżyć. Specjalną „atrakcją” jest dwójka dodatkowych uczestników: Shōgo Kawada i Kazō Kiriyama (człowiek-maszyna do zabijania, przez cały film nie wypowiadający ani jednego słowa).

Motyw przetrwania na bezludnej wyspy nie jest nowy, w końcu starali się tam przetrwać Robinson Crusoe, bohaterowie „Władcy much” Williama Goldinga, a ostatnio uczestnicy wszelkich bzdurnych reality-show emitowanych w telewizji. Najbliżej „Battle Royale” jest chyba powieść Goldinga, gdzie grupa zaprzyjaźnionych nastolatków w obliczu zagrożenia jest w stanie posunąć się nawet do ludobójstwa, aby zdobyć niezbędne do przetrwania przedmioty, jak na przykład szkła z okularów. Tutaj bohaterowie nie zbierają jednak szkieł, a broń, która rozdana została bardzo nierówno: ktoś dostanie karabin maszynowy, browninga, granat czy siekierę, ktoś inny zaś pokrywkę od garnka, wachlarz, nadajnik GPS, paralizator albo minikosę.
Podobnie jak we „Władcy much”, także w „Battle Royale” bohaterowie dzielą się na mniejsze grupy, mające zapewnić im przetrwanie. Wiadomo jednak, że łatwiej jest wytłuc od razu całą grupę, niż polować na jedną osobę. Także wewnątrz grupy nie jest się bezpiecznym, ponieważ każdy wietrzy podstęp i obmyśla plan, jak by tu cichaczem pozbyć się reszty.

Wbrew pozorom, „Battle Royale” to nie film nastawiony na maksimum przemocy. Jeżeli ktoś, tak jak ja, jest fanem horrorów, zwłaszcza gore’owych, przemoc przedstawiona w filmie nie zrobi na nim większego wrażenia, ponieważ już się na nią uodpornił. Sądzę jednak, że także osoby na co dzień nie spotykające się z taką ilością przemocy stwierdzą, że – mimo iż przemoc i brutalność są – pokazane zostały w miarę oszczędnie. Po kilku zabójstwach widz po prostu przyzwyczaja się do śmierci, staje się ona czymś naturalnym dla tego filmu, jak mnożenie dla matematyka. Gdy widz już oswoi się z tym, że kolejni bohaterowie i tak zginą, zaczyna spoglądać na inne aspekty filmu – na relacje międzyludzkie i naturę człowieka. Zawsze jest to skomplikowany temat, tutaj przedstawiono to jednak w ciekawej otoczce.

Znajomi ze szkoły szybko orientują się, że to wszystko nie jest zabawą i że trzeba mordować, aby przeżyć – uczą się więc, że od teraz jego przyjaciel z ławki jest śmiertelnym wrogiem i trzeba go od razu zlikwidować, bo inaczej ten wsadzi mu nóż w plecy. Wielu bohaterów przeistacza się z wrażliwych nastolatków w bezdusznych gnojów, rozwalających koledze głowę bez zająknięcia. Prawo dżungli jest bowiem okrutne: przetrwa najsilniejszy. W tym świecie już nikomu nie można zaufać, można być zdanym jedynie na siebie i swoją broń. Jedni do końca nie potrafią się w tym odnaleźć, włócząc się bez celu, chowając po krzakach, płacząc, szukając sojuszu, mordując znienacka. Inni usiądą spokojnie na taborecie, zrobią makijaż, a później wyjdą na zewnątrz, aby mordować. Jeszcze inni od razu zakończą rozrywkę, odbierając sobie życie.

Ważną rzeczą jest także natura człowieka, która ma ogromne znaczenie dla przetrwania. Najlepiej widać to na dziewczynach: stworzyły one coś w rodzaju paktu, który utrzymać miały do końca. Nic z tego jednak nie wyszło, ponieważ jedno błahe wydarzenie spowodowało, że wszystkie zginęły. Powód? Jednej coś się nie spodobało i posunęła się do złego czynu. Spowodowało to wzajemne oskarżanie się, zakończone ostatecznie strzelaniną. Najgorsze jest to, że nie ma w tym żadnej fikcji – taka naprawdę jest natura dziewcząt!

Ten film skłonił mnie do zastanowienia się nad sobą. Gdy piszę tę recenzję, mam niecałe dziewiętnaście lat, uczęszczam do trzeciej klasy liceum i niedługo czeka mnie matura, jestem więc w podobnym wieku co bohaterowie filmu. A co by się stało, gdyby to mnie i moją klasę wysłano na bezludną wyspę i kazano się zabijać – co bym zrobił? Przypuszczam, że – pomimo iż jestem pacyfistą – parę osób byłbym w stanie zabić bez zająknięcia, bo przez całe trzy lata liceum zamieniłem z nimi raptem kilkanaście zdań, nie znam ich, niektórych nie lubię... Byłbym też w stanie zabić część tych, których znam lepiej. Nie mam za to pojęcia, co zrobiłbym w obliczu przyjaciół: został gnojem i zabił ich, czy oszczędził? Wydaje mi się, że nawet w sytuacji zagrożenia oszczędziłbym ich i dał się samemu zabić. To jednak gdybanie, bo sytuacja jest naprawdę ekstremalna... Może jednak moje pacyfistyczne przekonania wzięłyby górę? Ta druga opcja wydaje mi się bardziej prawdopodobna.

Film mógłbym porównywać do wielu innych tytułów. Był już „Władca much”, wspomnieć można też o „Roku 1984” George’a Orwella czy o reality-show jak „Big Brother”. Nie ma tu co prawda kamer i teleekranów, bohaterowie są jednak śledzeni przez GPS i podsłuchiwani przez ukryte mikrofony, przez co prowadzący grę znają każdy ich ruch. Nie ma tutaj miejsca na prywatność, reguły dyktują ci „z góry”. Są co prawda osoby mówiące fuck this system! i starające się przerwać tę jatkę, ale to, jak kończą, zobaczyć musicie sami. Ostatnim porównaniem, o jakim wspomnę, jest gra komputerowa „Manhunt”. Wydaje się, jakby ta gra powstała na podstawie tego filmu. Tutaj także mamy psychopatę obserwującego każdy ruch bohatera, który ma za zadanie – używając sprytu – wymordować wszystkich innych zawodników. Różnica jest taka, że James Cash, główny bohater gry, swoich przeciwników nie zna, a rozgrywka toczy się w mieście i jest transmitowana przez telewizję.

Z pozoru fabuła zdaje się zakręcona i zupełnie nierealna, ale pomyślmy logicznie: pomiędzy moim pokoleniem a pokoleniem moich rodziców jest już pewna przepaść, często nie potrafimy się ze sobą porozumieć. Pomiędzy moimi dziećmi a moimi rodzicami przepaść będzie jeszcze większa. Przepaść będzie się powiększała z każdym pokoleniem, tak więc prawdopodobne jest to, że za kilka pokoleń moi potomkowie – rodzice i ich dzieci – nie będą się mogli dogadać, młodzież zacznie szerzyć anarchię i brak poszanowania dla dorosłych. Wbrew pozorom nie jest to głupie, bo wiadomo, że podświadomie ludzkość dąży do samozagłady. Jest to jedna z możliwych wizji świata i, moim zdaniem, nie należy jej tak całkiem lekceważyć.

Pomimo iż całość jest dobra, nie uniknięto kilku błędów logicznych – o Battle Royale i jego zwycięzcach mówi się w telewizji, dlaczego więc uczniowie nie przeczuwają, co ich czeka? Dlaczego nie są bardziej ostrożni i tak łatwo zawierzają dorosłym, dając się namówić na szkolną wycieczkę?

O scenariuszu i warstwie fabularnej można by pisać jeszcze długo. Jak widać, z pozoru prosta i banalna historia staje się czymś, o czym napisać można rozbudowany referat, jednak nie to jest moim zadaniem.

„Battle Royale” jest filmem dopieszczonym technicznie. Większość zdjęć powstała na wyspie Hachijo-Kojima. Fakt, że zdjęcia często powstawały w plenerach, nie w studiu, sprawia, że film na pierwszorzędne scenografie – nic, tylko przyroda: drzewa, krzewy, urwiska, morze... Nic dodać, nic ująć: po prostu piękne plenery. Klimatyczne były przede wszystkim sceny nocne, których – niestety – było jednak mało.

Wiele hałasu robi się wokół osoby Takeshiego Kitano, który w filmie wcielił się w rolę wychowawcy nastolatków nazywającego się... Kitano. Cóż, jest to postać poboczna, aczkolwiek rola Takeshiego jest bardzo dobra, jedna z jego lepszych. To samo mogę powiedzieć o pozostałych aktorach – stworzyli oni rewelacyjne kreacje, świetnie pokazując to, co bardzo trudne jest do zagrania: ludzkie emocje, uczucia. Spore wrażenie robi już sam początek filmu, kiedy to widzimy młodą dziewczynę trzymającą w ręku zakrwawionego białego misia – jest zwyciężczynią jednej z edycji gry. Kilka dni wcześniej musiała być to spokojna i miła dziewczyna, teraz uśmiecha się jednak triumfalnie – zamordowała swoich przyjaciół, a sama przeżyła to piekło. Ten uśmiech trzeba zobaczyć samemu, ponieważ nie da się go opisać. W epizodycznych rolach pojawiają się między innymi Yuko Miyamura (Asuka Langley-Sōryū z anime „Neon Genesis Evangelion”; tutaj jako instruktorka z kasety treningowej) czy Chiaki Kuriyama („Kill Bill”, „Azumi II”; tutaj jako jedna z uczennic).

Na uwagę zasługuje pieczołowitość, z jaką reżyser przygotowywał aktorów do ich ról – prace nad ich zachowaniem, gestykulacją i mimiką trwały pół roku! Jako nastolatek Kinji Fukasaku sam miał dość traumatyczne przeżycia: był to czas II wojny światowej – wiadome było, że Japończycy nie mają szans z Amerykanami (bardzo antyamerykański jest sequel „Battle Royale”), dorośli nadal wmawiali jednak młodym, że owa wojna ma sens. W czasie jednego z nalotów bombowych zginęli wszyscy koledzy Fukasaku, a on przeżył tylko dlatego, że ukrył się pod ich zwłokami. Takie wydarzenie pozostawia piętno na człowieku do końca jego życia, reżyser wiedział więc, co przekazać ma aktorom. Innym ciekawym faktem jest to, że żaden z aktorów nie korzystał z pomocy kaskaderów.

Na plus zasługuje także muzyka Masamichiego Amano, potęgująca pozytywne wrażenie filmu. Jest ona bardzo dobrze wyważona i odpowiednio dobrana, przez co znakomicie podkreśla atmosferę filmu. Oprócz muzyki Amano pojawiają się także inne kompozycje, a mianowicie... klasyka. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że jest to pomysł zaczerpnięty z „Dnia apokalipsy”: tam był nalot i „Cwałowanie Walkirii” Wagnera, tutaj kwatera zarządu gry i między innymi walc czy muzyka Bacha – do żadnego z tych filmów, z pozoru, muzyka klasyczna nie pasuje, a jednak...

„Battle Royale”, mimo iż na pozór jest niezwykle krwawym filmem, tak naprawdę nie koncentruje się na przemocy. Najważniejszy w nim jest człowiek, jego dusza, zachowanie, natura. Przemoc służy jedynie jako „środek pomocniczy” do ukazania tego wszystkiego. Po seansie widz ma zadawać sobie pytania: dlaczego?, w jaki sposób?, jak można było inaczej?, do czego to prowadzi? itd. Dla mnie to bardzo dobry film, niezwykle szczery i prawdziwy, chociaż miejscami trochę przesadzony. Jeżeli masz słabe nerwy, możesz obejrzeć na własną odpowiedzialność – co prawda po jakimś czasie krew i śmierć stają się tu normalne i przyzwyczajamy się do nich, jednak na początku może być to szok.

Jako posłowie pragnę powiedzieć, że nieprawdą jest, iż „Battle Royale” zainspirowało Tarantina do nakręcenia „Kill Billa”. Pomysł na film Tarantino miał już podczas kręcenia „Pulp Fiction” (premiera w 1994 roku), w tym czasie rozmawiał o takim projekcie z Umą Thurman, razem kreślili zarys scenariusza. W Japonii pierwsza część „Kill Billa” zadedykowana została Kinjiemu Fukasaku, reżyserowi „Battle Royale”, a na premierę pierwszej części filmu („Kill Bill”) Tarantino ubrał T-shirt z logo „Battle Royale”, stąd też powszechne przekonanie, jakoby był on dla niego inspiracją.

Komentarze

Przykładowe kadry


 

 

 

 

 

 

Odnośniki

Twórcy

ReżyseriaKinji Fukasaku
ScenariuszKenta Fukasaku, Kōshun Takami
MuzykaMasamichi Amano
MontażHirohide Abe
ZdjęciaKatsumi Yanagishima
ScenografiaKyōko Heya

Aktorzy

W  ROLACH  GŁÓWNYCH
Tatsuya FujiwaraShuya Nanahara
Aki MaedaNoriko Nakagawa
Takeshi KitanoKitano
Taro YamamotoShōgo Kawada
Masanobu AndoKazuo Kiriyama
Kou ShibasakiMitsuko Sōma
Chiaki KuriyamaTakako Chigusa
Takashi TsukamotoShinji Mimura
Sousuke TakaokaHiroki Sugimura
Eri IshikawaYukie Utsumi
Zapraszamy do rejestracji i logowania
(C) 2004-2008 Azunime.net  •  Wszelkie prawa zastrzeżone
Teksty zamieszczone w serwisie należą do ich autorów i są chronione prawem autorskim. Wykorzystywanie ich, w całości lub we fragmentach, bez zgody właścicieli jest zabronione, o ile regulacje w FAQ nie stanowią inaczej.
Zarejestruj