Bez tematu
Cóż, też nie uznaję angielskiego dubbingu, ale może ktoś lubi sobie obejrzeć po angielsku, więc nie widzę przeszkód w umieszczaniu na płycie angielskiej wersji. Także skandaliczne wydaje mi się nakładanie lektora na wersję angielską – dlaczego nie na japońską, oryginalną? Ale nie będę sobie tym zaprzątał głowy, bo nigdy nie oglądam filmu z lektorem, jeśli do wyboru są napisy. No i jakoś mdli mnie, kiedy słyszę lektora nałożonego na przepiękny język Japończyków...
Dla mnie ten angielski dubbing ma jednak pewien plus w wydaniach anime na DVD: jak dowalą japoński z DTS-em (na moim odtwarzaczu stacjonarnym to nie przejdzie, słyszę wtedy cieszę; na komputerze da się odtworzyć, ale przy dwóch głośnikach to takie nic jest), to wybiorę ten angielski, zamiast lektora.
A jeżeli chodzi o reklamy: mnie najbardziej wkurza właśnie kazimierska, szczególnie ta z tym aktorem grającym w „M jak miłość” czy „Klanie” – nienawidzę kolesia, a jak go widzę, to mi się niedobrze robi. Wyobraźcie sobie więc, co czuję, kiedy wkładam do odtwarzacza oryginalne DVD i muszę oglądać jego gębę, a oprócz tego jeszcze parę innych reklam... Szlag może człowieka trafić. Okropne jest to, że w tych czasach już się w ogóle nie dba o klienta, a o własną kieszeń – jeśli kupisz „Propagandę PRL-u: Najzabawniejsze polskie kroniki filmowe” (przynajmniej te z lat 40. i 50.), to też będziesz musiał obejrzeć blok reklamowy. Cieszę się z tego, że mój stacjonarny odtwarzacz pomija reklamy po włożeniu płyty do napędu. Gorzej jest, jeśli uruchamiam z menu – wtedy już to, co umieszczono bezpośrednio przed filmem, muszę obejrzeć.
Pottero - 5.04.2006 17:35