Azunime: Dzień dobry, panie Sakurai. Jesteśmy przedstawicielami polskiego portalu internetowego www.azunime.net, poświęconego japońskiej sztuce filmowej w rozmaitych jej przejawach. Korzystając z pańskiej obecności w naszym kraju, chcielibyśmy zadać panu kilka pytań dotyczących anime.
Yoshiki Sakurai: Naturalnie, nic nie stoi na przeszkodzie. Mamy jeszcze dużo czasu do odczytu, więc jestem do państwa dyspozycji. Proszę śmiało pytać, odpowiem jak tylko potrafię najlepiej.
A: Zacznijmy więc od najbardziej znanej produkcji, w którą był pan osobiście zaangażowany. Proszę powiedzieć, skąd czerpał pan inspiracje do scenariuszy poszczególnych odcinków „Ghost in the Shell: Stand Alone Complex”?
YS: Cóż, to zależy od odcinka. Seria miała kilku scenarzystów; myślę, że razem ze mną było ich pięciu. Ja byłem odpowiedzialny za osiem scenariuszy z dwudziestu sześciu. Wiele z nich skupiało się na robotach – tachikomach lub cyborgach. Muszę wyznać, że wiele z rozmów toczonych przez tachikomy pochodzi z mojej pracy magisterskiej. Pisałem taką pracę na zakończenie studiów uniwersyteckich i dotyczyła ona właśnie robotów. W pracy magisterskiej przeprowadzasz jakieś badanie i musisz udowodnić jakąś tezę, żeby wyciągnąć wnioski. Ja chciałem napisać coś, czego nie mogłem udowodnić za pomocą testów. Nie mogłem tego zawrzeć w mojej pracy, więc sprawiłem, że powiedziały to tachikomy w serii. Są takie odcinki, w których tachikomy cały czas ze sobą gadają...
A: Jak ocenia pan prawdopodobieństwo urzeczywistnienia się wizji takich jak w „GitS: SAC”, nad którym pan pracował, tudzież w innych filmach futurologicznych, chociażby „Patlaborze II” czy „Taiyō no mokushiroku”?
YS: Wizje przyszłości w tych trzech filmach są całkiem różne i myślę, że obraz przyszłości zawarty np. w „GitS: SAC” częściowo powoli staje się rzeczywistością. Istnieje pewna organizacja powiązana z amerykańską armią, nazywa się bodajże DARPA (Defense Advanced Research Project Agency, amerykańska agencja rządowa zajmująca się rozwojem zaawansowanych technologii militarnych – przyp. red.), która produkuje pewien specjalny rodzaj wyposażenia wojskowego. Podłącza się za jego pomocą żołnierzy do systemu sieciowego tak, że odpowiednio mrugając okiem, mogą przybliżać obraz bądź mają dostęp do informacji zawartych w sieciowej bazie danych, podłączonej bezpośrednio do ich układu nerwowego. To już się dzieje i jest bardzo podobne do rozwiązań z „GitS”. Futurystyczna wizja zawarta w „GitS” jest więc w pewnych aspektach bardzo prawdopodobna. Z kolei jeśli chodzi o „Taiyō no mokushiroku”, to ten tytuł odnosi się do sytuacji międzynarodowej, której musi stawiać czoła Japonia. Dotyczy to sytuacji we wschodniej Azji, szczególnie w Korei Północnej i w Chinach. „Patlabor II” jest również znakomitym filmem science-fiction, ale myślę, że akurat ten obraz przyszłości nie ma szans na urzeczywistnienie się w najbliższym czasie. Aczkolwiek nie można wykluczyć, że może się pojawić coś w rodzaju power assist suit, które są już konstruowane w kilku japońskich laboratoriach naukowych, a i amerykańska armia przejawia zainteresowanie tą technologią.
A: Chcielibyśmy zapytać o najnowszą odsłonę z cyklu „GitS: SAC” – „Solid State Society”, ponieważ pojawia się tam pewien wątek międzynarodowy, a mianowicie porwania dzieci. W związku z tym proszę podzielić się z nami pańską osobistą opinią na temat obecnej i przyszłej sytuacji Japonii na arenie międzynarodowej. W kontekście „SSS” chodzi nam szczególnie o kontakty z Koreą Północną i Chinami...
YS: W „SSS” porwania były czymś zupełnie fikcyjnym, ale dziś mamy w Japonii sytuację, w której prawie milion osób to tzw. NEET, czyli Not in Education, Employment or Training. Są to w większości osoby młode, siedzące w domu, surfujące po Internecie, oglądające anime i nie zainteresowane podjęciem jakiejkolwiek pracy. Rok 2030, 
Yuchan, pan Sakurai oraz Argentum Astrumw którym osadzona jest akcja „SSS”, to czas, w którym będziemy mieli do czynienia ze szczytem kryzysu związanego z coraz mniejszą liczbą rocznych urodzeń dzieci. Właściwie to już mamy z tym wielki problem. Gwałtownie rośnie liczba ludzi powyżej 60. roku życia. W 2030 roku, o którym wcześniej wspomniałem, ludzie, którzy teraz są NEET, będą mieli sześćdziesiąt. Pojawi się więc paląca kwestia wielkiej grupy społecznej, która przekroczyła wiek emerytalny, nie zrobiła nic dla społeczeństwa a będzie najprawdopodobniej utrzymywana przez rząd. W istocie więc „SSS” skupia się na całkiem realnych problemach społecznych, z którymi Japonia boryka się już dziś. Co do bohaterów... Chcieliśmy uczynić Koshikiego, główny czarny charakter w „SSS”, postacią ważną i atrakcyjną. To przestępca, który porywa dzieci z patologicznych domów, w których narażone są na przemoc, i umieszcza je w domach starych ludzi, ażeby umożliwić im przetrwanie. Naturalnie jest to przestępstwo, ale wynika ono ze zrozumienia powagi sytuacji, której nie może zmienić ani rząd, ani obywatele. Taki jest oryginalny pomysł przesłania „SSS”.
A: Chciałbym zadać jeszcze jedno pytanie odnośnie „SSS”. Otóż pojawia się w nim wątek zautomatyzowanego systemu opieki zdrowotnej dla starych ludzi. Jak pan zapewne wie, w 1991 roku powstało anime zatytułowane „Rōjin Z”, w którym również pojawił się podobny system, choć sam film jest raczej czarną komedią. Czy te dwa tytuły są ze sobą w jakiś sposób powiązane?
YS: Raczej nie są ze sobą bezpośrednio powiązane, ale wydaje mi się, że ten rodzaj opieki zdrowotnej, zautomatyzowane łóżka, pojawi się w bardzo niedalekiej przyszłości. Już w tej chwili jest kilka takich łóżek, które potrafią budzić ludzi, kąpać ich, pomagają im wstać etc. „Rōjin Z” został zrobiony szesnaście lat temu, wówczas nie mieliśmy takich automatycznych łóżek, a teraz już je mamy. W 1991 roku były więc one elementem wizji fantastycznonaukowej, ale dziś nie są już wytworem wyobraźni, tylko czymś, co realnie istnieje. W „SSS” dodatkowo zautomatyzowany system opieki zdrowotnej podłączony jest do systemu sieciowego, poprzez który ludzie mogą podłączać się do mózgów innych osób.
A: Zmieńmy może teraz temat na nieco mniej technologiczny. Jest pan współtwórcą scenariusza do serii telewizyjnej pt. „Otogizōshi”. Proszę powiedzieć, czym się pan inspirował przy jej tworzeniu i jaka jest relacja między serią, a autentycznymi starojapońskimi tekstami znanymi pod nazwą otogizōshi?
YS: „Otogizōshi” oparte jest na legendach o autentycznej postaci historycznej – Minamoto no Raiko, o którym w tych legendach powiada się, iż zabijał shutendōjich, czyli rodzaj demonów pożerających ludzi. „Otogizōshi” jest dwudziestosześcioodcinkową serią TV, w której pierwszych trzynaście odcinków rozgrywa się w okresie Heian – japońskiej epoce historycznej między wiekiem IX a XII. Z kolei od odcinka 14. akcja przenosi się do współczesnego Tokio. Bohaterowie w obu częściach serii zasadniczo są ci sami, gdyż współcześnie stanowią reinkarnację, wcielenie tych dawnych. Japonia jest, jak wiadomo, krajem wyspiarskim; dzięki temu uniknęliśmy obcych inwazji w przeszłości. To, co istnieje w Japonii dziś, jest kontynuacją tego, co istniało w niej przed tysiącem lat. Wciąż potrafimy, choć jest to dość trudne, czytać starożytny język japoński. Tym, co chciałem przekazać japońskiej młodzieży w moich epizodach serii, jest idea, że my – współcześni Japończycy – jesteśmy kontynuatorami dzieła naszych przodków. Oczywiście przed tysiącem lat stolicą było Kioto na zachodzie, podczas gdy dziś jest nią Tokio na wschodzie, niemniej jednak w serii obie części i obie epoki są w pewien sposób powiązane. To połączenie przeszłości z teraźniejszością było właśnie głównym pomysłem, który chciałem przekazać w „Otogizōshi”. Drugi z pomysłów, który starałem się przedstawić, dotyczy shutendōjich, których legendy nazywają demonami, ale w rzeczywistości mogli być np. mniejszością etniczną, plemieniem, które zostało pokonane i znikło z mapy Japonii.