Menu

 
 

Zaprzyjaźnione strony

 
Tanuki
Aleja Komiksu
Anime Heaven
Vegepic Anime
Dragon Ball Nao
Kage
VWORLD
GTW
Anime Dream
Rei Official Website
Japonia Dream
bleachHEART
Ghibli
Banzai!
Okaeri
 
 

Reklama

 
 

Artykuły Azunime

 
Mechaniczny karnawał w 9 odsłonach
ROBOT CARNIVAL (ロボットカーニバル)
Strona: 1
Autor: Radosław Siedliński Data publikacji: 1.10.2006

Powyższy tytuł jest jednym z ciekawszych zbiorów krótkometrażowych animacji japońskich z jakim dane było mi się zetknąć. Co prawda nie jest tak spójny jak „Meikyū monogatari” czy „Memories”, lecz nie musi być to koniecznie odebrane jako jego wada. Robot CarnivalRównie dobrze widza zainteresować może właśnie wielorakość i różnorodność zawartych w nim dziewięciu opowieści filmowych. Wśród ich twórców spotkać możemy zarówno niekwestionowanych mistrzów animacji japońskiej (Katsuhiro Ōtomo, Yasuomi Umetsu), jak i postaci niemalże nieznane, by nie rzec – enigmatyczne (Mao Lando). Za oprawę muzyczną współodpowiedzialny jest Joe Hisaishi, a więc kolejna postać doskonale znana miłośnikom japońskiej animacji ze sztandarowych produkcji studia Ghibli.
„Robot Carnival” może być dla miłośnika dobrej animacji intrygujący z kilku powodów. Primo: spośród dziewięciu składających się nań historii, tylko dwie opatrzone są dialogami, w całej reszcie nie ma żadnych kwestii mówionych. Secundo: zebranie pod wspólnym szyldem większej ilości nie powiązanych ze sobą ani fabularnie ani stylistycznie produkcji każe szukać ich wspólnego mianownika, czegoś, co będzie spajać wszystkie opowieści na poziomie głębszym niż ten oczywisty, wynikający z prostego faktu, iż wszystkie one traktują – jak sugeruje tytuł – o robotach. Wreszcie tertio: rozmaitość użytych w nich środków artystycznych i czasami drastycznie odmienne estetyki pozwalają zarówno smakować jak i kręcić nosem w niezadowoleniu – zawsze jednak w poczuciu, że obcujemy z produktem niebanalnym i ze wszech miar nietypowym.
Niektórzy krytycy dopatrują się w „Robot Carnival” nawiązań do klasycznej produkcji Disneya z 1940 roku pt. „Fantazja”. Przyczyną tych skojarzeń jest z pewnością podobna konstrukcja obu dzieł: w obu mamy dziewięć niezależnych opowieści, w obu kwestie dialogowe zredukowane są do absolutnego minimum (po prawdzie u Disneya nie ma ich w ogóle), a prowadzenie narracji spoczywa w znacznej mierze na towarzyszącej obrazowi muzyce (aczkolwiek „Fantazja” oparta jest w całości na rozmaitych fragmentach z muzyki klasycznej, bez której w ogóle trudno sobie wyobrazić ten film; w „Robot Carnival” natomiast element muzyczny nie jest konstytutywnym dla całości). Można by więc próbować umieścić „Robot Carnival” wśród animowanych produkcji japońskich starających się nawiązywać dialog z klasycznymi pozycjami kina zachodniego (innym przykładem byłby tu „Metropolis” w reżyserii Rintaro ze scenariuszem Katsuhira Ōtomo nawiązujący do „Metropolis” Fritza Langa z 1927 roku). Tak czy inaczej, omawiana pozycja będzie z pewnością gratką dla miłośników dobrej, niekomercyjnej animacji. Przejdźmy więc ad rem i przypatrzmy się bliżej poszczególnym ogniwom tworzącym cały recenzowany cykl filmowy.

1. Otwarcie (tytuł umowny)

Miniatura autorstwa Katsuhira Ōtomo i Atsuko Fukushimy. Pierwszego z panów przedstawiać nie trzeba, drugi zaś jest animatorem, który pracował m.in. nad „Akirą” i „Kiki’s Delivery Service”. Pierwszy segment filmu jest kapitalną miniaturką (niecałe pięć minut) wprowadzającą w klimat całej produkcji. Historia zaczyna się w momencie, gdy mały chłopiec, mieszkaniec odludnej pustynnej osady, znajduje kawałek plakatu obwieszczający zbliżanie się tytułowego „karnawału robotów” i pędzi, by powiadomić o tym resztę jej mieszkańców. Filmik jest ładnie narysowany i zanimowany, uwagę zwraca wyszukany (choć bynajmniej nie dziwaczny czy szokujący) dobór kolorów. Da się w nim również wyczuć ducha surrealizmu w pomyśle karnawału robotów przedstawionego jako... monstrualny pojazd gąsienicowy (!), nadciągający złowieszczo nad zapomnianą przez Boga i ludzi osadę. Fabularnie i wizualnie otwarcie wiąże się z zamknięciem, które również jest dziełem tych samych twórców (o zamknięciu napiszę jednak na końcu).

Robot Carnival Robot Carnival
Robot Carnival Robot Carnival

2. Furanken no haguruma (Maszyna Frankena)

Animacja w reżyserii Kōjiego Morimoto (reż. m.in. „Magnetic Rose” z „Memories”, „Noiseman Sound Insect” oraz segment „Nawiedzony dom” z „Animatriksa”) to próba rekreacji starej historii Mary Shelley o tworze szalonego doktora Frankensteina. Tytułowy bohater bowiem – biegający z wielgachnym globusem przytroczonym do pleców – to szalony naukowiec usiłujący powołać do istnienia nowego stwora; w wersji japońskiej nie jest nim jednak pozszywany z kawałków ciał organiczny potwór, lecz potężny robot...
I tu zwraca uwagę oprawa graficzna, a w niej ciekawy dobór kolorów (w szczególności zaś użycie w części filmu kolorystyki monochromatycznej budzącej skojarzenia z prehistorią filmu animowanego). Przez większą część trwania tego epizodu na ekranie widzimy głównie ujęcia skomplikowanej plątaniny maszynerii wypełniającej laboratorium Frankena przeplatane z ujęciami jego szalonej twarzy pogrążonej w ekstatycznym oczekiwaniu na przebudzenie robota. Taki zabieg konsekwentnie buduje klaustrofobiczny, duszny nastrój izolacji i obłędu, którym zresztą najwyraźniej dotknięty jest tytułowy wynalazca.
Finałowa scena ożywienia robota, który niszczy swego twórcę, kończy się symbolicznym ujęciem roztrzaskanego globusa noszonego wcześniej przez Frankena na plecach...

Robot Carnival Robot Carnival
Robot Carnival Robot Carnival

3. Deprive (tytuł jedynie w języku angielskim)

Film w reżyserii Hidetoshiego Omori (animował m.in. „Gundam Seed”, „Zeta Gundam” i serię „Urusei Yatsura”). To pierwsza opowieść w interesującym nas cyklu, po której wyraźnie znać czas powstania. Rysunek, projekty postaci, estetyka całości – wszystko typowe dla anime lat 80. W parze z wizualiami idzie też muzyka rodem sprzed dwudziestu lat. Nie oznacza to bynajmniej, iż całość jest wykonana niechlujnie lub jest niedopracowana (np. zdecydowanie ponadprzeciętne są piękne i szczegółowe tła), po prostu sama estetyka „Deprive” trąci już myszką.
Niestety, od strony fabularnej ta część „Robot Carnival” to straszliwy knot – prostacki i banalny do bólu. Jest to po prostu kolejna odsłona historyjki o dobrych/złych typach walczących o uwolnienie/zniewolenie nieszczęsnej wielkookiej dziewuszki rysowaną w manierze typowej dla lat 80. W sumie więc jest to klasyczna historia o „damie w opałach”. Oczywiście dobre/złe typy są tu zaklęte pod postaciami robotów, zaś w projekcie głównego superherosa dopatrzyć się można nawiązań do jednego z klasycznych superbohaterów anime – Eightmana (bohatera serii o tym samym tytule, wyświetlanej w japońskiej telewizji w latach 1963-1964). Jak wspomniałem, historyjka jest płaska jak kartka papieru, pozbawiona wyraźnego początku i zakończenia, zaś większą jej część wypełniają efekciarskie walki, wybuchy, błyski i temu podobne „atrakcje”... Zdecydowanie jedno z dwóch (obok „Starlight Angel”) najsłabszych ogniw omawianego tytułu.

Robot Carnival Robot Carnival
Robot Carnival Robot Carnival
 
 
Strony:  1  2  3  >>
Skomentuj ten artykuł
 
Start
 »
Redakcja
,
FAQ
,
Zaprzyjaźnione strony
,
Wymiana bannerów

Anime
 »
Recenzje
,
Zajawki
,
Tytuły
,
Postacie
,
Seiyū
,
Twórcy
,
Studia
Słowniczek
 »
Katalog
,
Indeks

Artykuły
 •
Forum
 •
Galeria
Kino azjatyckie
 »
Recenzje
,
Tytuły
,
Aktorzy
,
Twórcy

Linkownia
 »
Katalog
,
Lista
,
Kategorie
,
Typy witryn