Wstęp
Na samym początku pragnę zaznaczyć, że tekst powstał na przełomie marca i kwietnia 2006 roku. Nie wiem, który jest rok,
gdy czytasz te słowa – sytuacja mogła ulec zmianie, ale w chwili, gdy piszę ten artykuł, sprawa ma się tak, jak napisano poniżej.
Historia
W 2005 roku w polskim światku anime trochę zawrzało, ponieważ na rynku zaistnieć miała firma specjalizująca się w wydawaniu japońskich animacji, filmów aktorskich oraz kina azjatyckiego ogólnie. Nie ukrywam, że sam byłem nieco podekscytowany – jakby nie patrzeć, to chyba pierwsze w Polsce tego typu przedsięwzięcie na taką skalę. Co prawda wcześniej też wydawano u nas anime, ale – według zapowiedzi Anime-Gate (taką nazwę przyjęła firma) – to przedsięwzięcie miało być rewolucyjne: nie zamierzano ograniczać się jedynie do będących na fali popularności filmów dla dzieci w rodzaju „Pokémonów”; chciano wydawać filmy dla widza w każdym wieku, także animowaną erotykę.
Najpierw na ekrany naszych kin trafiła „superprodukcja” na podstawie mangi Masamunego Shirowa „Appleseed”, później parę filmów na DVD: „Okręt podwodny 707”, „Casshern”, „Tristia: Błękitna wyspa” i „Elysium”. Gdy piszę ten artykuł, w zapowiedziach Anime-Gate znajdują się „Shin angyō onshi: Ostatni strażnik magii” oraz hentaje
„Czarna księga: Nowa historia” i „Renzu: Miłosne fotografie”. Na swojej stronie Anime-Gate umieściło także „Księżniczkę mononoke”, wydaną kilka lat wcześniej przez Vision, do którego firma należy.
Także w 2005 roku zaistniał u nas, dość niespodziewanie, inny dystrybutor anime – IDG, wydawca magazynu „Kino Domowe”. Do każdego numeru pisma dodawany jest film na DVD. Czasami nakładem wydawnictwa można było zakupić jakąś japońską produkcję aktorską, np. „Battle Royale”, ale dla wielu polskich fanów wstrząsem była wiadomość o wydaniu „Ghost in the Shell” – anime, które w świecie animemaniaków uznane zostało za kultowe. Na początku była niepewność odnośnie ścieżki dźwiękowej (japońska czy angielska) oraz tego, czy film w ogóle zostanie wydany. Ostatecznie na nasze półki trafiła wersja z japońskimi seiyū, angielskim dubbingiem, polskim lektorem oraz dwiema wersjami napisów – fansubem autorstwa Freemana dla wersji japońskiej oraz „tradycyjnymi” napisami dla wersji angielskiej. Nakład zapewne sprzedał się dobrze, ponieważ w lutym 2006 roku można już było zakupić „Akirę”, a pod koniec marca pierwsze odcinki „Ghost in the Shell: Stand Alone Complex”. Jeśli wierzyć krążącym pogłoskom, IDG nie zamierza spocząć na laurach i wkrótce wyda też „Sennen joyu” (Millennium Actress) oraz „Ghost in the Shell II: Niewinność” (wersja dla kin).
Pozostali dystrybutorzy anime w Polsce
Tak w chwili obecnej przedstawiają się fakty. Jest jeszcze parę innych firm wydających w Polsce anime, ale z różnych względów pozostały one raczej na uboczu. Anime Virtual mógłby dołączyć do stawki, gdyby nie to, że wielu przekreśliło go ze względu na horrendalnie wysokie ceny – około pięćdziesięciu złotych za płytę z czterema odcinkami serialu, co w przypadku dwudziestosześcioodcinkowego (lub więcej) serialu jest mało opłacalne. Monolith ma wydać filmy Ghibli, jednak na razie oglądać możemy jedynie „Spirited Away: W krainie bogów”,
„Ruchomy zamek Hauru” i „Narzeczoną dla kota”. Od czasu do czasu także Imperial i Warner Bros. coś wydają, jednak są to okazjonalne przypadki. Z tego też powodu na placu boju pozostają Anime-Gate i IDG. Firmy może nie są w stanie wojny, ale nie da się ukryć, że wśród fanów toczy się zażarta dyskusja: która z nich jest lepsza (ankieta na anime.com.pl). Ja spróbuję odpowiedzieć na to pytanie, ale proszę pamiętać, że to moja opinia i czytający nie musi się z nią zgadzać!
Start Anime-Gate
Pozwólcie nam się najpierw na dobre rozkręcić – my cały czas dopiero się rozpędzamy. Te słowa na internetowym forum wypowiedział 11 marca 2006, pół roku po rozpoczęciu działalności Anime-Gate, MrJedi – ojciec chrzestny firmy. W mojej opinii te pół roku to dość długi czas na rozkręcenie się i zaistnienie na rynku. Niestety, fakty są takie, że tytuły tego wydawnictwa może i znajdują nabywców, ale ci po obejrzeniu często (ale nie zawsze!) narzekają na nie. Firma ciągle szuka sposobu, który mógłby przyciągnąć i zachęcić potencjalnych odbiorców, jednak kolejne posunięcia firmy wydają się być mało trafionymi. Ostatni pomysł – dodawanie do filmów mangowych kart – został przyjęty z umiarkowanym zainteresowaniem. Jedni okropnie narzekają, inni ironizują, nie brakuje jednak takich, którym pomysł się spodobał (ankieta Anime-Gate, artykuł o mangowych kartach). Osobiście sądzę, że lepszy byłby jakiś plakat kolekcjonerski do każdego filmu lub coś w tym stylu, bo owe karty kojarzą mi się z pokémon tazo i kartami „Dragon Ball”, które parę lat temu mogliśmy wyciągnąć z laysów i chio chipsów.