Jeżeli znalazłeś się po tej stronie, po której są asy,
to i owszem, można grać, przyznaję.
Ale jeżeli trafiłeś na drugą stronę, gdzie nie ma ani jednego asa –
to co to za gra?
J. D. Salinger, „Buszujący w zbożu”
1.
3 lutego 2024 roku zapowiadał się zwyczajnie. Ranne programy telewizyjne jak zwykle zaprzątało przede wszystkim to, czy pogoda na dzień dzisiejszy będzie ładna, ludzie tłoczyli się w środkach komunikacji miejskiej zmierzając do pracy. Prognozy były pomyślne – zapowiadał się słoneczny poranek, przynajmniej do chwili, gdy ekrany telewizorów nie wypełniła burzowa chmura w postaci lufy pistoletu przytkniętej do skroni prezesa koncernu Serano Genomics.
2.
Rok 1984 był dla Japonii rokiem wyjątkowym, nawet pomijając fakt, że oto Kraj Kwitnącej Wiśni, w towarzystwie reszty świata, dowlókł się do symbolicznej daty z Orwellowskiego kalendarza. Nie wywoływało to już od dawna żadnych przepełnionych lękiem konstatacji, 
Człowiek Śmiechu i prezes Seranogdyż świat był na tę datę przygotowany, wzorcowo wypełniając literackie proroctwo. Jednym słowem – świat dojrzał i sprostał wyzwaniu. Rok 1984 zastał świat podzielony na dwa wrogie względem siebie obozy, zaciekle walczące o supremację, równie bezwzględne w konstruowaniu scenariuszy dających pretekst do ograniczania kolejnych swobód obywatelskich, jak i nakręcania „spirali strachu”, której wymiernym skutkiem były ciągle rosnące nakłady na zbrojenia, czy podszyte apokaliptycznym lękiem kinowe przeboje (sic!) pokroju „Gier wojennych”.
Zawężając tę globalną perspektywę, rok 1984 był dla Japończyków wyjątkowy również w skali ich wyspiarskiej ojczyzny, gdyż to właśnie w tym roku został porwany prezes spożywczego koncernu Glico Ezaki – Katsuhisa Ezaki. Nigdy nie dowiedziano się, kim był lub kim byli porywacze przez siedemnaście miesięcy przetrzymujący Ezakiego. Jakie idee wyzwoliły ducha terroru, nie zostało nigdy do końca rozpoznane. Ostatnie z zarzutów wysuwanych wobec osoby/organizacji ukrywającej się pod nazwą Potwór o 21 Obliczach przedawniły się w roku 2000. Japończycy jednak na zawsze zachowali w pamięci dramatyczne wydarzenia, skrupulatnie utrwalane przekazami telewizyjnymi, zamykające się w pamiętnych ujęciach, na których widać znikający okup w otworze studzienki kanalizacyjnej. Tak, dzięki telewizji, 
Policjant pod kontrolą Człowieka Śmiechujak nigdy dotąd, publiczność stała się częścią spektaklu, żeby przywołać klasyczne sformułowanie Guya Deborda, powtórzone przez szefa Sekcji 9, Aramakiego, oglądającego telewizyjną transmisję z dramatycznych zajść z prezesem Serano oraz Człowiekiem Śmiechu w roli głównej.
Ale to jeszcze nie koniec.
Dużo wcześniej, bo w roku 1976, społeczeństwo japońskie musiało zmierzyć się z innym „potworem”. W tymże bowiem roku miała miejsce największa afera korupcyjna w powojennych dziejach kraju. Amerykański gigant lotniczy Lockhead zapłacił dwa miliony dolarów łapówki liniom lotniczym All Nippon Airways w zamian za preferencyjny kontrakt, w ramach którego japoński przewoźnik miał nabyć dużą partię maszyn amerykańskiego producenta. Afera oparła się o najwyższe kręgi władzy, posadę premiera stracił, pełniący dotychczasowo tę funkcję, Kakuei Tamaka. Jak wspomina Kenji Kamiyama, reżyser „Stand Alone Complex”, był to prawdziwy wstrząs. Coś, co po prostu nie mieściło się w głowie. Zaledwie trzydzieści lat po atomowej hekatombie, która miała w sensie symbolicznym odkupić zaangażowanie Japończyków podczas II wojny światowej, afera wybucha w trakcie budowy nowego ładu moralnego społeczeństwa. Jak się okazało, biblijna w swoim wymiarze kara wcale nie przemieniła ludzi w cnotliwe anioły, kierujące się w życiowych wyborach praworządnością i dobrem ogółu. 
Major na czacie Człowieka ŚmiechuŚwiat nadal obracał się po dotychczasowej trajektorii, wprawiany w ruch siłą społecznej nikczemności, przyzwolenia na prywatę, chciwości i cynizm rządzących. Słowo „niewinność” nie miało szansy nabrać mocy słowa pozytywnie nacechowanego, wciąż będąc synonimem nieporadności i życiowej klęski. W końcu przecież, jak wspominaliśmy – świat dojrzał.
Oba opisane tu zdarzenia stanowiły niezrozumiały i niezawiniony w ogólnym odczuciu cios, wymierzony znękanemu wojenną zawieruchą społeczeństwu ze strony cynicznego świata, wulgarne „fuck you” nagryzmolone na świeżym tynku mozolnie odbudowywanego gmachu społecznego optymizmu i szczytnych celów. Oba zdarzenia, oraz wiele, wiele innych, składają się na klasyczny przykład emergencji, w wyniku której musiał narodzić się Człowiek Śmiechu. Jedyna w swoim rodzaju figura zbiorowej świadomości, w pojedynczym losie opisująca klęskę niewinności.