W końcu jednak oswajamy się z tym, czym nas raczą twórcy serii, przyjmując to do wiadomości i wtedy pojawia się zasadne w takiej sytuacji pytanie: czemu to ma służyć? Dobrym tropem może być tu odwołanie się do innych produkcji anime, gdzie także spotykamy mniej lub bardziej udane zabawy formalne, choć nie aż na tak wielką skalę. Wygaszanie barw, rozmywanie 
Boogiepop Phantom i Echo konturów postaci, uproszczenia szczegółowości kadrów, itp., standardowo stosuje się w momencie, gdy chce się w sposób plastyczny zobrazować stany psychiczne bohaterów (przywołam wspomniany na wstępie „Hitsuji no uta”). Najbardziej powszechnym z tych zagrań, jest „wycinanie” postaci wprost z rozgrywającej się obecnie sceny w pustą przestrzeń kadru, skierowanie na nią punktowego reflektora i oddanie głosu. Jak widać od czasów teatru, z którego powyższy zabieg wprost się wywodzi, w tej dziedzinie nie wymyślono niczego specjalnie nowego.
Tego jednak nie uświadczymy w „BP”. W tym serialu nie ma chwilowych zawieszeń narracji, nie ma chwilowego gaszenia barw i rozmywania ostrości obrazu, ponieważ tutaj stan ten jest stanem permanentnym, normalnym. Jedyny wniosek, jak płynie ze stwierdzenia tego faktu, to pogodzenie się z myślą, że „BP” jest anime, w którym przedstawione są wyłącznie stany psychiczne bohaterów i one stanowią pierwszy plan fabularny (dialogi, rozmyślania, wspomnienia, marzenia), natomiast dopiero w planie drugim a może i trzecim mieści się cała reszta (tzw. „dzianie się”). Ma to zasadnicze przełożenie na budowę filmu. Jak w sposób atrakcyjny i wciągający skonstruować fabułę, której zasadniczą tematykę stanowią ludzkie myśli?
Pamiętamy, a może jedynie słyszeliśmy, jak to zagadnienie rozwiązane zostało w „Ulissesie” Joyce (Lynch jest w tym momencie mniej adekwatnym przykładem). Starając się nadać odpowiedni kształt formalny myślom swoich bohaterów, pisarz posłużył się wymyśloną przez 
Oficer Moritasiebie metodą zapisu literackiego, znaną później „swobodnym strumieniem świadomości”. Polegał on na tym, że w imię jak najwierniejszego opisu stanu świadomości bohatera powieściowego, autor zrezygnował z pokusy selekcjonowania myśli postaci, pozostawiając pozbawiony interpunkcji oraz gramatycznych zasad, czysty zapis płynących nieprzerwanym strumieniem mniej lub bardziej adekwatnych wyrażeń, skojarzeń, pojedynczych słów, itd. – tak jakby pisarz był jedynie medium, zapisującym na papierze zasłyszane słowa. Autonomia powieściowych bohaterów wydawała się w tym ujęciu absolutna.
Podobnie rzecz ma się w „BP”. Oczywiście istnieje w serii nienaruszalny, fabularny szkielet, który organizuje poszczególne wątki w spójną (powiedzmy, że spójną) całość, tak samo, jak i istniał u Joyce'a. Ale jako że materiałem wyjściowym są wewnętrzne stany psychiczne poszczególnych bohaterów, fabuła w „BP” jest maksymalnie zagmatwana, rozbita na atomy, prowadzona nielinearnie. Oglądanie „BP” odbywa się na zasadzie gromadzenia pojedynczych, często wydaje się, że przypadkowych, krótkich odsłon (events) w sceny, które składają się na dany odcinek serii. W przykładowym schemacie odcinka pierwszego wygląda to następująco:
Odcinek 1
bohater odcinka: Tonomura Moto
scena 1 (jedna odsłona)
scena 2 (pięć odsłon)
scena 3 (dwie odsłony)
scena 4 (pięć odsłon)
scena 5 (trzy odsłony)
Pierwszy odcinek poświęcony jest losom jednego, głównego bohatera – w tym przypadku uczennicy gimnazjum Moto Tonomury. To jest ta sztywna rama fabularna. Natomiast w odsłonach poszczególnych scen panuje daleko idąca swoboda (jak w „swobodnym strumieniu świadomości”). 
Poom Poom zaprasza do zabawyTutaj chronologia nie ma żadnego znaczenia, często kolejne odsłony odnoszą się do treści, niekoniecznie występujących w danym odcinku. Kolejne ciągi odsłon wprowadzają także wątki innych bohaterów. Na dodatek ich losy również nie podlegają chronologicznym rygorom: nowych bohaterów poznajemy np. poczynając od końcowych wątków z nimi związanych, które dopiero zostaną opowiedziane w dalszych odsłonach kolejnych odcinków „BP”. Można się w tym pogubić, prawda? Radzę zapomnieć podczas oglądania serii o przerwie na deser czy trzeciej z kolei kawie. Podczas obcowania z tą produkcją bardziej przydaje się kartka i długopis.
Zapytacie zatem, dlaczego to wszystko musi być tak bardzo zagmatwane? Cóż, na pewno nie w celu świadomego gnębienia odbiorcy, ma to po prostu swoje głębokie, logiczne uzasadnienie. Rzecz jasna, można to było zrobić inaczej: każdy z odcinków poświęcić historii tylko i wyłącznie jednego bohatera, nie rozpraszać się i nie wprowadzać odsłon poświęconych innym postaciom „BP”. Tyle, że w taki sposób umysł nie funkcjonuje, taka konstrukcja charakteryzuje proces twórczy, gdzie materiał wyjściowy podlega ostrej obróbce i w formie czytelnego, zwartego komunikatu trafia do odbiorcy. Swoją drogą, jest to przekleństwo trapiące wszelkiej maści artystów, którzy jednocześnie próbują dotknąć „prawdziwego życia” a z drugiej strony są skazani na dyktat formy, która automatycznie ich od tego pragnienia oddala, wprowadzając nieuchronnie element kreacji i sztuczności.
Jednym z najbardziej powszechnych zabiegów radzenia sobie z tym problemem, że tak powiem - formą przechytrzenie formy, jest metoda zaburzenia odbioru dzieła, maksymalnego skomplikowania komunikatu. Taką metodę stosował Joyce, tak postępuje w swoich filmach Lynch (np. „Lost Highway”), tak w końcu jest pomyślany „BP”. W obliczu napotkania nietypowej struktury formalnej, umysł odbiorcy kapituluje, dając się ponieść obrazom, przetwarzanym już nie poprzez umysł i logikę, tylko skojarzenie, odczucie, emocje. Zaczyna funkcjonować na poziomie mniej świadomym. I o to właśnie chodzi. Obrazy w takiej sytuacji nie układają się w przejrzysty wzorzec, wszystko staje się równie ważne albo tak samo mało istotne. Odwołując się do przykładu „BP” - tak samo kluczowe dla zrozumienia fabuły są spotkania, rozmowy, monologi poszczególnych bohaterów jak i scena mycia rąk w łazience czy oglądania przez nich wystawy sklepowej. Proces myślenia to bowiem strumień, który zamieszkują zarówno wspaniałe okazy ryb, ale którym płyną również zwykłe śmieci. Tę zasadę budowy formalnej, zdają się stosować twórcy „BP”, pod czujnym okiem Takashiego Watanabe. Serial jest właśnie takim strumieniem i to do odbiorcy należy zadanie przefiltrowania natłoku płynących z ekranu 
Nagi Kirima ratuje potencjalną samobójczynię informacji i ułożenia ich w spójny, czytelny komunikat. A że każdy z potencjalnych odbiorców serialu robi to przy użyciu własnych, indywidualnych narzędzi pojęciowych, „BP” może być obrazem o niekończących się wariacjach interpretacyjnych.
Swoją drogą, to właśnie w moim odczuciu czyni z „BP” serię, w opinii wielu miłośników kultową. Rozumiem tych, którzy na dźwięk słowa „kultowy” dostają nagłego ataku migreny, szafowanie tym określeniem bowiem tak naprawdę nic nie znaczy, ale w przypadku serii „BP” jestem skłonny przywołać to wyświechtane określenie. Poprzez swoją konstrukcję, nie dla wszystkich łatwą do zaakceptowania, roztaczając aurę dzieła nieprzystępnego i bardzo „subiektywnego”, „BP” daje poczucie uczestniczenia w czymś niepowtarzalnym. Sieć pełna jest boogiepopmaniaków dopisujących coraz to nowe poziomy interpretacji „BP”, mogące rozjaśnić ciemne treści serialu, wzbogacić i tak już bardzo rozległe uniwersum tego anime. Nic tak bowiem nie napędza „kultowości” danego dzieła, jak roztaczający się wokół niego nimb tajemnicy.
Innym, zawsze doskonale się sprawdzającym wabikiem, przyciągającym wszelkiej maści poszukiwaczy ukrytych sensów i znaczeń jest wszechobecna w serii kontekstowość. Osobiście nie przepadam za tego typu zabawami, często serwowanymi z czystego wyrachowania, mającego przesłonić miałkość danego scenariusza, ale jeśli ktoś jest wyczulony na tego typu ścieżki interpretacyjne, w świecie „BP” poczuje się jak w domu. Nie jest to tematem tego artykułu, ale powiem tylko, że w zasadzie prawie wszystko w „BP” ma jakieś zakorzenienie w rzeczywistości pozafilmowej – literackiej, muzycznej, religijnej, teatralnej i rzecz jasna, na powrót filmowej.