BanneryWebmasterFAQRedakcja
Anime i kino azjatyckieAnimeZajawkiKino azjatyckieSłowniczek pojęćLinkownia
GaleriaForumCzat

Menu

Przyjaciele

Tanuki
Aleja Komiksu
Anime Heaven
Vegepic Anime
Dragon Ball Nao
Kage
VWORLD
GTW
Anime Dream
Rei Official Website
Japonia Dream
bleachHEART
Ghibli
Banzai!

Artykuły Azunime

strona 2
Ayakashi: Japanese Classic Horror
„Tokaido Yotsuya kaidan”, „Tenshū monogatari”, „Bakeneko”
data: 14.06.2007
autor: el doctore

„Tenshū monogatari” – na zamku księcia Draculi

Drugi z epizodów wchodzących w skład „Ayakashi” – „Tenshū monogatari”, nie wytrzymuje porównania z „Yotsuya kaidan”. Ekipa pod reżyserskim okiem Hidekika Kadoty, mając za zadanie nadać plastyczny kształt sztuce Kyōki Izumiego, skupiła się na czysto wizualnej stronie projektu. Tenshū monogatariByć może, uznając, że sama opowieść przepełniona nastrojem niesamowitości doskonale wkomponuje się w tematyczne założenia cyklu. Aczkolwiek i tu posłużono się pewną formą artystycznej manipulacji. W pierwotnej wersji „Tenshū monogatari” księżniczka Tomi nie była władczynią Zapomnianych Bogów. Motyw „boskości” księżniczki został luźno zaczerpnięty z wierzeń shintōistycznych. Zabieg całkiem sensowny, znacząco pogłębiający efekt zagrożenia, jakie otacza postać sokolnika Zusho no Sukego, gdy ten wstępuje w świat nieznany zwykłym śmiertelnikom. Owa relacja człowiek-bóstwo stanowi o sile „Tenshū monogatari”, gdyż ani przez moment nie jesteśmy w stanie przewidzieć zachowania księżniczki, której nieznane są czysto ludzkie pojęcia zaufania, miłości, oddania, itp. Będąc bóstwem, Tomi kieruje się tylko sobie znanymi racjami, w myśl których akurat życie ludzkie nie stanowi jakiejś szczególnej wartości. Motyw ten jest dosyć dobrze rozgrywany przez wszystkie odcinki cyklu, utrzymuje widza w napięciu i niepewności.
Jednak to, co najbardziej zafrapowało mnie w „Tenshū monogatari”, a o czym wspominałem już przy okazji opisu „Yotsuya Kaidan”, to jeszcze wyraźniejsze poczucie analogii międzykulturowych pomiędzy tekstami kabuki a spuścizną literacką kultury europejskiej. Czym bowiem jest opowieść o bóstwie egzystującym na pograniczu dwóch światów, żywiącym się ludzkim mięsem, wabiącym swoje potencjalne ofiary na zamek Shirasagi? Kim jest istota rozkochująca w sobie śmiertelnika, zahipnotyzowanego pocałunkiem bogini, usidlonego na tyle, by porzucić swoje obecne życie, dotychczasową miłość? Czy nie mamy tu do czynienia z typowym motywem wampirycznym? Aż sprawdziłem – Bram Stoker napisał „Draculę” w 1897 roku, natomiast „Tenshū monogatari” powstało w roku 1917. Przeszło od dwudziestu lat dzieło Stokera funkcjonowało w obiegu kulturowym, gdy Izumi zdecydował się napisać „Tenshū monogatari”. Niestety, ostatecznie nie udało mi się ustalić, czy Izumi mógł znać dzieło Stopera, nie o to zresztą chodzi. Po prostu sam fakt możliwości przeprowadzenia takiej analogii wydaje mi się intrygujący, świadcząc o wielkiej żywotności motywu wampirycznego, funkcjonującego pod niemal każdą szerokością geograficzną.

Tenshū monogatariTenshū monogatariTenshū monogatariTenshū monogatari

Pod względem plastycznym „Tenshū monogatari” jest o klasę słabsze od „Yotsuya kaidan”. Dosłowność czystej, prostej kreski, pozbawionej jakichkolwiek formalnych eksperymentów, pozostawiała mnie kompletnie obojętnym wobec plastycznej strony epizodu. Zresztą, mógł to być zabieg zamierzony, o czym już wspominałem: zbytnia ekspozycja zakłócała by odbiór treści, która tutaj wydaje się być wartością nadrzędną. W sumie szkoda, ponieważ powołując się na przykład „Yotsuya kaidan”, można było przy zastosowaniu niewielkich środków uzyskać o wiele korzystniejszy rezultat końcowy. W odcinku pierwszym kreska też nie była jakoś szczególnie oryginalna, wystarczyło, że twórcy obdarzyli bohaterów charakterystycznym, wydłużonym konturem oczu, przez co uzyskali niesamowity efekt złowrogiej aury, roztaczanej przez każdą z postaci. Wrażenie tłumionej wewnętrznej agresji, emanującej nieprzerwanie z bohaterów, towarzyszy nam nieustannie.

„Bakeneko” – opowieść jako wybawienie

Najtrudniejsze zadanie powierzono zespołowi kierowanemu przez Kenjiego Nakamurę. Nie było to jednak zadanie ponad jego siły, Nakamura ma bowiem na swoim koncie pracę przy takich produkcjach jak „Perfect Blue”, „Wirtualna Lain” czy „Cowboy Bebop”. Były to co prawda prace koordynujące proces produkcyjny powyższych tytułów, Bakenekoale ranga wymienionych anime oraz ich charakter na pewno pozostawiły w Nakamurze jakieś piętno. Chociażby skłonność do eksperymentów.
O ile pomysłowość ekip pracujących przy dwóch pierwszych epizodach „Ayakashi” w zasadzie mogła sprowadzić się do wiernej adaptacji materiału literackiego, o tyle twórcy epizodu „Bakeneko” stanęli przed nie lada wyzwaniem. Na bazie oryginalnego scenariusza mieli stworzyć anime nie odbiegające tematyką, klimatem i konwencją od dwóch pozostałych. Nie zapominajmy, że ekipie „Bakeneko” przyszło zmierzyć się z klasycznymi tekstami kultury japońskiej, więc wyzwanie było trudne w dwójnasób.
Kanwę fabularną osnuto wokół rytualnych egzorcyzmów, wywodzących się z odmiany buddyzmu mikkyō, a zwących się san himitsu” (trzy tajemnice). Kolejno, składają się na nie: katachi (forma demona, pod jaką się ukazuje), makoto (przyczyna, która spowodowała przywołanie demona) oraz kotowari (prawda ukryta w sercach opętanych). Jak łatwo zauważyć, czerpiąc inspirację z tradycji Bakenekoegzorcyzmów, w naturalny sposób twórcy uzyskali podział epizodu na trzy wyraźne części. Każda z nich wyczerpuje temat jednej z tajemnic. Warto może jeszcze wspomnieć, że po figurę bakeneko – kociego demona/potwornego kota – dosyć często sięgali twórcy do mangi i anime. Zapewne dlatego, że w folklorze japońskim, z którego przypowieści koci demon się wywodzi, występuje jako istota wielowymiarowa, o złożonych motywach działania, formach egzystencji, co czyni z niego niewyczerpalny obiekt twórczych inspiracji. „Bakeneko” jako bohater pojawia się na przykład w tak znanych tytułach jak „Mój sąsiad Totoro” czy „Naruto”.
Akcję epizodu rozpoczyna retrospekcja, w której tajemniczy, wędrowny znachor, przybywa do domu rodziny Sakai w momencie zaślubin pani Mao z panem Shiono. Jak to w życiu bywa, jest to typowy interes, mający na celu wyciągnięcie rodziny Sakai z finansowych długów. Widząc w kuchni całe stosy pustych pułapek na szczury, znachor pyta służącą, czy nie lepiej byłoby postarać się o kota. W odpowiedzi słyszy, że w tym domu nie lubi się kotów. Tymczasem orszak z panną młodą rusza w kierunku wyjścia.
Tak zaczyna się „Bakeneko”, prawdziwa uczta dla oczu i uszu, trzecia część cyklu „Ayakashi”, gęstością i ciężarem nagromadzonych emocji naprawdę zasługująca na miano horroru. Bez chwili na złapanie oddechu, nasze zmysły poddane są ostrej opresji, rodząc poczucie autentycznego zaszczucia. Z ręką na sercu – nie Bakenekopamiętam anime tak konsekwentnie stosującego metodę całkowitego usidlenia widza, może poza początkowymi odcinkami „Higurashi na naku koro ni”. Składa się na to wiele elementów, z których najważniejszą rolę odgrywa bardzo oryginalny obraz i doprowadzona do perfekcji praca z głosami aktorów. Nic w tym epizodzie nie jest „pośrodku”, „Bakeneko” rządzą skrajności: jeśli mamy dłuższy fragment, w którym jedyne tło dźwiękowe zapewniają niemożliwie głośne cykady, możemy być pewni, że przerwie je histeryczny wrzask przekrzykujących się w nagłym wybuchu paniki ludzi albo kompletna cisza.
„Bakeneko” stanowi kapitalną klamrę, logicznie puentując główną tematykę serii, którą jest opowieść o opowieści. O ile „Yotsuya kaidan” była misterną pułapką, zastawioną przez sztukę kabuki na życie (autora, odbiorców, postaci z innych opowieści), o tyle w „Bakeneko” jej kontynuowanie jest jedyną szansą na pozostanie przy życiu. Poprzez kolejne traumatyczne zwierzenia członków rodziny Sakai, powoli docieramy do mrocznej tajemnicy, która była powodem sprowadzenia z zaświatów kociego demona. Wędrowny znachor, jak wytrawny psychoanalityk, posługując się całą serią rytualnych gestów, wymusza na Bakenekoposzczególnych osobach zwierzenia, mające odsłonić prawdę o zbrodni, jaka dokonała się wiele lat temu. Prawda natomiast jest jedyną siłą mogącą pokonać demona.
Animacja w „Bakeneko” jest wybitna, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że nie wszystkim przypadnie do gustu. Ci, którzy szukają w anime czystej, klarownej kreski, zdecydowanie narysowanych postaci, wyraźnie wyodrębnionych teł, nie mają tutaj czego szukać. Animacja w trzecim epizodzie „Ayakashi” jest bowiem ściśle związana ze stanami psychicznymi, którym ulegają bohaterowie tej części serii. Jako że akcja „Bakeneko” rozgrywa się w zamkniętej przestrzeni domu Sakaiów, skala emocji towarzyszących zagrożeniu ze strony demona zdaje się wypełniać całą tę przestrzeń. Natomiast emocje są tutaj przedstawione poprzez środki plastyczne. Ich rozpiętość jest ogromna, w zasadzie niemożliwa do nakreślenia jest wyraźna granica pomiędzy tym, gdzie kończą się wyrażone przy pomocy środków plastycznych emocje, a gdzie zaczynają tła scenografii, kontury postaci. Percepcję utrudnia dodatkowo zabieg nałożenia na obraz filtru, który pozbawia film głębi i perspektywy, czyniąc go całkowicie płaskim. Akcję w „Bakeneko” obserwujemy jakby rozgrywała się przed nami na kartce papieru, w rolach głównych zaś występują Bakenekopapierowe wycinanki o zgaszonych, pastelowych kolorach. Brak możliwości wejścia „głębiej” w obraz wzmaga dodatkowo efekt osaczenia i odizolowania postaci oraz wrzask stanowiący barierę trudną do sforsowania. Ludzie w środku są więc zamknięci w potrzasku, a my, zrezygnowani, możemy się temu przyglądać z boku.
Twórcy znaleźli jednak na to sposób. Jedyną sensowną opcją pozwalającą odzyskać czytelność animacji, pozostała praca kamery, zabawy z rytmem poszczególnych ujęć oraz zmyślnie wykorzystany dźwięk. Składa się na to cały arsenał sztuczek: poprzez nagłe najazdy kamery na wybrane fragmenty scenografii, zbliżenia twarzy bohaterów, przyśpieszanie, opóźnianie ujęć, stopklatki, różne perspektywy i kadrowanie. Są tu też całkiem udane próby nawiązania do estetyki kina niemego. Doprawdy, wymieniać można by długo. Wszystko to ma za zadanie przykuć nas do ekranu, przekonać do kontynuowania przygody z „Bakeneko”. Twórcy dają nam wyraźny sygnał: jesteście zaproszeni, ale tylko jako postronni obserwatorzy. Odrębnym zagadnieniem jest wykorzystanie w „Bakeneko” dźwięku jako elementu budującego strukturę filmu. Trzeci epizod „Ayakashi” jest swoistą psychodramą. Nie będąc w stanie przyznać się do popełnionych win, bohaterowie epizodu poprzez wrzask, histerię, wybuchy agresji, próbują przed tą prawdą się bronić. Bardzo chciałbym zobaczyć dokument o pracy aktorów nad udźwiękowieniem „Bakeneko”, gdyż musiało to być niepowtarzalne doświadczenie. W zasadzie, jak już wspominałem, nie ma tu stanów pośrednich – skala doznań dźwiękowych ogranicza się do dwóch środków wyrazu: ciszy i wrzasku. Oprócz zrozumiałych emocjonalnych konsekwencji, wynikających z przebiegu akcji, dźwięk pomaga w lepszej percepcji samego obrazu: w momentach, gdy obraz staje się zbyt szczegółowy lub zbyt uproszczony (w obu wariantach – mało czytelny), dźwięk dopowiada istotne kwestie. Jest to jednak zarazem kolejna pułapka zastawiona na odbiorcę, bo rozumiejąc więcej, dajemy się głębiej wciągnąć w ponury świat rodziny Sakaiów.

Czas na podsumowanie. Próbowałem, poprzez analizę poszczególnych epizodów serii „Ayakashi: Japanese Classic Horror”, pokazać trzy różne sposoby podejścia twórców do tematu, jakim, w moim przekonaniu, wcale nie jest treść poszczególnych tekstów źródłowych, lecz opowieść jako temat sam w sobie. W mojej ocenie najciekawsze efekty dało to w przypadku „Yotsuia kaidan” i „Bakeneko”, epizodach przełamujących konwencjonalne myślenie, oparte na praktyce wiernej adaptacji. Na ich tle epizod środkowy – „Tenshū monogatari” – wypada dość blado, chociaż poprzez swoje niespodziewane analogie z wampiryzmem, wydaje się równie godny uwagi.
I jeszcze jedna uwaga na koniec. Nie bierzcie zbyt serio określenia Japanese classic horror, oczekując po bliskim spotkaniu z „Ayakashi” wrażeń bliskich stanom lękowym. Akurat w przypadku tego anime akcent zdecydowanie pada na słowo classic, co, jak wiemy, niewątpliwie zapewnia emocje, ale raczej tylko natury estetycznej.

Strony:  1  2
Skomentuj ten artykuł
Zapraszamy do rejestracji i logowania
(C) 2004-2008 Azunime.net  •  Wszelkie prawa zastrzeżone
Teksty zamieszczone w serwisie należą do ich autorów i są chronione prawem autorskim. Wykorzystywanie ich, w całości lub we fragmentach, bez zgody właścicieli jest zabronione, o ile regulacje w FAQ nie stanowią inaczej.
Zarejestruj