Nieodłącznym partnerem podróży Kino jest mówiący motocykl imieniem Hermes. I znów można by zadać pytania: dlaczego mówiący? I dlaczego Hermes? Cóż, w postaci Hermesa jest w ogóle coś greckiego - i nie tylko o imię tu idzie, ale o pełnioną przezeń funkcję. Od pierwszych chwil wiadomo, iż nie jest to zwykły motocykl - zwykłe motocykle nie gadają…
W filmie ucieleśnia on ideał "spojrzenia z zewnątrz"; jest istotą niewinną - bo stworzoną rękoma człowieka, więc zwolnioną z odpowiedzialności za bezeceństwa swych twórców. Hermes wprowadza więc w skomplikowany i okrutny świat jaki przyszło przemierzać Kino element niemalże dziecięcej naiwności, spojrzenie "dzikusa", który nie potrafi uchwycić sensu dziejących się wokół niego wydarzeń. Tłumacząc mu wiele kwestii, Kino tłumaczy je de facto widzowi i w ten sposób motocykl staje się w rękach twórców filmu narzędziem refleksji nad dziejącymi się na ekranie wydarzeniami i pozwala zakomunikować oglądającemu wiele ważkich treści.
Wracając do rzeczonej greckości Hermesa - momentami zdaje się on pełnić rolę analogiczną do roli chóru w tragedii greckiej
komentując niejako "z zewnątrz" dziejące się na ekranie/scenie wydarzenia. Poza tym jego imię jest znaczące. Hermes był bowiem bóstwem specyficznym - pełniąc funkcję posłańca innych bogów pośredniczył między światem niebiańskim a ziemskim; w jednej ze swych ról pomagał zaś duszom ludzkim odnaleźć pośmiertną drogę do Elizjum… W jaki sposób (i czy w ogóle!) owe greckie elementy można znaleźć w postaci uroczego motocykla musi czytelnik sprawdzić sam - do czego gorąco namawiam.
Zwróćmy jeszcze tylko uwagę na szczególną cechę Hermesa - brak jakichkolwiek elementów antropomorficznych. Wydają się one nie być potrzebne w epoce, w której symbioza człowieka z maszyną postąpiła tak dalece, iż jesteśmy niemalże idealnymi "konstruktami organicznymi" wieszczonymi przez Ernsta Jüngera jeszcze przed wojną. Żyjemy wśród maszyn, posługujemy się nimi, kontaktujemy poprzez maszyny, z nimi płaczemy, z nimi się cieszymy, wiec nie ma potrzeb przydawania Hermesowi cech ludzkich przez domalowanie oczu na kierownicy albo ust na reflektorze.
Wróćmy teraz do naszych pytań wyjściowych. Powiedzieliśmy sobie co nieco o bohaterze tytułowym, powiedzieliśmy też o jego motocyklu. Sądzę, iż pokusić się więc można o próbę podsumowania całości.
Wydaje mi się, że nie będzie specjalną nadinterpretacją potraktowanie podróży Kino jako wielkiej metafory ludzkiego żywota, zaś świata przedstawionego w serialu jako symbolicznego portretu świata ludzkiego, tego jaki znamy z podręczników historii, z ekranów telewizorów, wreszcie - z osobistych doświadczeń. Mówiąc krótko - Kino może być każdym z nas niezależnie od płci, wieku etc., zaś przemierzany przezeń świat, to nasz szalony, okrutny ale i piękny świat. Tak, właśnie piękny - pięknem niedoskonałym, absurdalnym, ale jednak pięknem.
W tym miejscu pozwolę sobie jeszcze na małą dygresję. Otóż na oficjalnej stronie internetowej serialu www.kinonotabi.com umieszczono przewrotne motto: Sekai wa utsukushiku nanka nai. Soshite sore yue ni utsukushii.
Znajdujące się tuż poniżej tłumaczenie angielskie ("The world is not beautiful; therefore it is") nie oddaje jednakże w pełni subtelności oryginału. Znajdujące się w tekście japońskim słówko "nanka" ma bowiem specyficzne, nieco ironiczne zabarwienie. Pierwsze zdanie przetłumaczyć by więc można jako: "Świat nie jest po prostu (zaledwie, w błahy sposób - to właśnie owo "nanka") piękny". Całość dawałaby więc sens następujący: Świat nie jest, ot tak sobie, banalnie piękny - i właśnie dlatego jest piękny. Pytanie o jakie piękno chodzi w drugim zdaniu pozostawiam do rozstrzygnięcia tym, którzy dadzą się namówić na obejrzenie Kino no Tabi.
Kończąc tekst chciałbym jeszcze wspomnieć o specyficznym egzystencjalnym nastroju całości. Widz podróżuje wraz z Kino przez krajobrazy rozpadu i zniszczenia. I nie idzie tu naturalnie o ich cechy wizualne. Oglądamy bowiem świat, w którym wszystko to, co przez wieki stanowiło fundamenty państw i społeczeństw legło w gruzach. Nie istnieje idealny, czy choćby optymalny, ustrój społeczno-polityczny, nauka i technika nie są narzędziem człowieczego szczęścia lecz raczej śmierci i zniszczenia, zawodzi nawet religia, na której mógłby chcieć się wesprzeć osamotniony człowiek. Wszystko zostało bezlitośnie obnażone i zdyskredytowane. Przemierzając kolejne obszary ludzkiego szaleństwa Kino coraz bardziej zdaje się dostrzegać, iż bezmiar zła wyrządzony przez człowieka w przeszłości i wciąż wyrządzany w teraźniejszości może być zrekompensowany jedynie przez przyszłość, której jeszcze nie ma. Mówiąc inaczej - Kino dostrzega sens własnego życia jedynie w przyszłości, gdyż od przeszłości został odcięty - i to w sensie podwójnym: primo - przez bycie Nomadą,
który nie ma w życiu ani swojego miejsca, ani swoich bliskich oraz secundo: przez bezmiar ludzkich okrucieństw jakie ciążą na nim jako przedstawicielu gatunku homo sapiens. Dlatego też Kino, nagabywany przez Hermesa w epizodzie dwunastym o przyczyny swej wędrówki konstatuje, iż kontynuuje ją wbrew wszystkiemu mając nadzieję W PRZYSZŁOŚCI uchwycić jej elementarny sens. Mamy tu więc do czynienia z teleologicznym (celowościowym) postrzeganiem wydarzeń: nie ma sensu mówić o PRZYCZYNACH wędrówki Kino, gdyż zawierają się one w jej CELU - a ten nie został jeszcze osiągnięty. Jedynym więc co pozostało, aby ów sens uchwycić, jest kontynuować podróż…
Odpowiedź na pytanie wyjściowe: "jaki sens przyświeca całej serii?" skłonny jestem zatem sformułować krótko: Kino jako metafora człowieka szukającego sensu własnej egzystencji, jego podróż - jako metafora człowieczego losu.
Mam świadomość, iż wielu kwestii tu nie poruszyłem, wiele z pewnością pominąłem, wiele moich tez można również uznać za dyskusyjne. Jednakże jeśli za sprawą powyższej recenzji ktokolwiek sięgnie po Kino no Tabi i choć przez chwilę się nad nim zaduma, to cel przyświecający recenzentowi zostanie osiągnięty.