Menu

 
 

Zaprzyjaźnione strony

 
Tanuki
Aleja Komiksu
Anime Heaven
Dragon Ball Nao
Kage
VWORLD
GTW
Anime Dream
Onsen Podcast
Rei Official Website
Japonia Dream
bleachHEART
Ghibli
Banzai!
Dairokkan
 
 

Reklama

 
 

Artykuły Azunime

 
Kino no tabi
czyli anim(e)owana filozofia
Strona: 2
Autor: Radosław Siedliński Data publikacji: 28.03.2006

Przerobiliśmy więc obowiązkowe elementy każdej recenzji anime, wszakże dalej nie wiadomo na czym miałaby polegać wybitność Kino no Tabi. Najwyższa więc pora przejść do subiektywnego, recenzenckiego wyjaśnienia wysokiej oceny wystawionej temu tytułowi. Jeżeli nie fabuła, nie grafika i nie muzyka kazały Kino no tabimi przyznać najwyższą możliwą ocenę, to co? Mówiąc najkrócej: to co kryje się za nimi, to wobec czego obraz, dźwięk i fabuła pełnią funkcję służebną – nastrój, wielorakość opowiadanych mikrohistorii, bogactwo i waga przekazywanych w nich treści. I tu od razu muszę potencjalnego widza uprzedzić: Kino no Tabi jest pozycją wybitną, nie tyle przez wzgląd na walory czysto filmowe, ile raczej konceptualne i intelektualne. O nietypowej, epizodycznej, koncepcji całości była już mowa, spójrzmy więc teraz na przekazywane w filmie treści. Wspomniałem, iż całość składa się z następujących po sobie mikroopowieści. Każdy kolejny odcinek tworzy zamkniętą i spójną całość do zrozumienia której nie jest wymagana znajomość innych (wyjątek stanowią epizody 6 i 7 będące zamkniętą całością, która winna być odbierana jako jeden duży epizod). Kino no tabiCałe bogactwo omawianego tytułu, to wszystko co sprawia, iż zasługuje on na najwyższe noty kryje się właśnie w owych mikroopowieściach oraz w stylu ich opowiadania. Mamy w nich do czynienia z niezwykłym wprost bogactwem przekazywanych treści i problemów. Problemów, dodajmy, natury wybitnie filozoficznej. Pod względem nasycenia treściami filozoficznymi Kino no Tabi jest tytułem bodaj nie do pobicia zarówno w dziedzinie anime, jak i filmów aktorskich. I piszę to z pełną świadomością znaczenia powyższych słów. Wachlarz poruszanych problemów i subtelność ich przekazania są najzupełniej wyjątkowe! O każdym z epizodów serii można by toczyć długie i zawiłe dywagacje, na które jednak nie ma miejsca w ograniczonej formule recenzji. Spróbuję wszakże choć troszkę wspomnianego bogactwa pokazać czytelnikowi mając nadzieję, iż skłoni go to do obejrzenia omawianego tytułu. Rzućmy więc okiem, choć pobieżnie, na skalę i wagę problemów poruszanych w poszczególnych epizodach/mikroopowieściach.

Oto w epizodzie 1 oglądamy społeczeństwo w stanie totalnego rozpadu wynikłego z zastosowania na masowa skalę preparatu, który miał umożliwić – i umożliwił! – wzajemne odczuwanie myśli i emocji przez wszystkich jego członków. Jednostki poddane działaniu preparatu muszą utrzymywać stosowną odległość, gdyż jeśli zbytnio się do siebie zbliżą, Kino no tabi to zaczyna się niekontrolowana wymiana myśli i emocji rodząca wzajemny ból, lęk, zawiść – słowem potęgująca wszelkie złe odczucia. Społeczeństwo takie – co oczywiste – jest społeczeństwem jedynie z nazwy. De facto nie ma tu mowy o jakimkolwiek życiu grupowym, o wspólnych rozmowach, zabawach, wspólnym spędzaniu czasu itd. Wszyscy ludzie muszą wszakże utrzymywać dość spory dystans, siedzą więc głównie zamknięci we własnych domach. Z konieczności „społeczeństwu” temu grozi również wymarcie, gdyż nie bardzo wiadomo jak płodzić dzieci… Pojawienie się w owej krainie bohatera tytułowego stanowi dla jednego z jej mieszkańców, który zaoferował mu gościnę, szansę pierwszego od lat normalnego kontaktu z drugim człowiekiem. Szansę rozmowy, spojrzenia z bliska w ludzką twarz, szansę zwyczajnego dotknięcia… Waga i subtelność tego kontaktu zostały pokazane z niespotykaną w anime głębią i autentycznością. Zadajmy jednak pytanie: czy pomysł ów, choć niezmiernie ciekawy, jest oryginalną inwencją twórców serialu? Otóż okazuje się, że nie. Dokładnie tę samą historię opowiedział dużo wcześniej nieodżałowany Stanisław Lem, wszakże w jego wydaniu miała ona charakter wybitnie komiczny, podczas gdy w Kino no Tabi jest niezwykle smutna i przygnębiająca. Przyjemność ewentualnego ustalenia o jaki tekst Lema chodzi pozostawiam dociekliwemu czytelnikowi.

Historia naszkicowana w epizodzie 2 przypomniała mi z kolei pewne opowiadanie autorstwa Rolanda Topora, oparte zresztą na autentycznej historii, traktujące o grupie mężczyzn, którzy utknąwszy zimą wysoko w górach dopuścili się aktów kanibalizmu aby przeżyć. Spotykamy się tu również z kwestią wagi życia – i przeżycia – ludzkiego oraz dopuszczalnych kosztów jego utrzymania. Słowem – problematyka etyczna w najczystszej postaci.

Serial nie unika również podejmowania kwestii natury politycznej. I tak w epizodzie 3 natrafiamy na melancholijne westchnienie za utraconą królewskością i obserwujemy postępujące szaleństwo społeczeństwa, które ważyło się na wygnanie swojego króla. Na tym tle snuty jest – jakże aktualny! – wątek poszukiwania utraconej tradycji, dziedzictwa, od którego coraz bardziej się oddalamy. Nie chciałbym jednak Kino no tabiaby czytelnik niniejszego tekstu wysnuł mylny wniosek, iż twórcy Kino no Tabi dają w filmie wyraz swemu konserwatywnemu światopoglądowi. Nic bardziej mylnego! Oto bowiem w epizodach 6-7 natykamy się na postać krwawego i bezlitosnego króla-tyrana, którego jedyną rozrywką jest obserwowanie okrutnych pojedynków toczonych przez własnych poddanych na wielkiej arenie, do złudzenia przypominającej rzymskie Koloseum.

Epizod 10 – tu natykamy się na problem znany choćby z takich klasyków jak Blade Runner, Ghost in the shell czy seria Armitage III. Co różni człowieka od doskonałego robota, mechanicznej lalki? Czy można zapomnieć o własnym człowieczeństwie? Czy człowiek może stać się robotem i vice versa? Czy maszyna może „przeżywać” dramat własnej egzystencji? Perfekcyjna „mechaniczna iluzja”, w jakiej żyją bohaterowie tego odcinka ostaje zdemaskowana chłodnym, niezaangażowanym spojrzeniem przybysza z zewnątrz, wędrowca – Kino.

Problemy i nawiązania do różnych motywów i dzieł kulturowych występujące w Kino no Tabi można by mnożyć. W epizodzie 8 mamy nawiązanie do mitu o Ikarze. Epizod 9 przynosi opowieść, Kino no tabi która sprawia wrażenie wyjętej żywcem z opowiadania maestro Borgesa. Oglądamy w nim społeczeństwo żyjące w niewoli książek – dosłownie i metaforycznie – w państwie, którego centrum wyznacza gigantyczny gmach biblioteki przechowującej książki zakazane. Część członków owej społeczności do tego stopnia ulega czarowi książek, iż nie potrafi odróżnić ich treści od otaczającej rzeczywistości i utożsamia się z bohaterami czytanych powieści. Czy jednak tylko część? A czy ktokolwiek potrafi odróżnić książkową fikcję od otaczającej rzeczywistości? Obserwujemy społeczeństwo żyjące w fikcji wykreowanej przez władzę za pomocą cenzurowania dostępu do informacji. Rodzi się więc w nim ruch oporu wobec tej władzy jednakże dążąc do wolności popada on – o ironio! – w inną fikcję, kto wie, czy nie głębszą od tej oficjalnej. Na końcu nie wiadomo już co jest mniej, a co bardziej „fikcyjne”: czy fikcja stworzona przez władzę, czy fikcja, w której żyją członkowie ruchu oporu. Epizod zamyka znacząca scena pożaru biblioteki, której towarzysza przerażone okrzyki: „świat płonie!”… Mamy więc tu zgrabne nawiązanie do współczesnych filozoficznych dyskusji z dziedziny epistemologii, czyli teorii poznania. Na marginesie – w tymże samym odcinku trafiamy na cudownie złośliwą definicję krytyka literackiego: „szaleniec, który swoją krytyką rujnuje przyjemności innych”. Nic dodać, nic ująć.

 
 
Strony:  1  2  3  4  >>
Skomentuj ten artykuł
 
 

Komentarze

 
Start
 »
Redakcja
,
FAQ
,
Zaprzyjaźnione strony
,
Wymiana bannerów

Anime
 »
Recenzje
,
Zajawki
,
Tytuły
,
Postacie
,
Seiyū
,
Twórcy
,
Studia
Słowniczek
 »
Katalog
,
Indeks

Artykuły
 •
Forum
 •
Galeria
Kino azjatyckie
 »
Recenzje
,
Tytuły
,
Aktorzy
,
Twórcy

Linkownia
 »
Katalog
,
Lista
,
Kategorie
,
Typy witryn