Ostatnia część symfonii
I tak oto doczekaliśmy rzeczonego końca spotkań z bohaterami „Nodame Cantabile”. Garść uwag tyczących się ostatnich dwóch sezonów tej serii już została wypowiedziana i powtarzać jej w zasadzie nie ma potrzeby. Chiaki Kon nie podołała zadaniu zamknięcia wielu wydarzeń w spójnym i utrzymanym w odpowiednim tempie ciągu narracyjnym. Twórcy gonili za partyturą gubiąc wiele dźwięków po drodze. To zaś niestety zbudowało tak nieprzyjemne wrażenie podczas oglądania europejskich przygód Chiakiego i Nodame. Wedle słów tego pierwszego bowiem, nie ma w symfonii zbędnych nut, a twórcy anime wyraźnie zajęli się wybiórczą aranżacją spisanej w formie komiksu formy.
Ostatnie ruchy dłoni nie były więc niespodzianką, pozostając niewprawne i chaotyczne. Co do treści zaś, to ciężko mi zweryfikować ją z zawartością komiksu. Te ostatnie 22 odcinki produkcji animowanej były dla mnie jednak czymś całkowicie zbytecznym, epilogiem, który nie powiedział mi absolutnie nic o fenomenie muzyki, ani też o samych bohaterach „Nodame Cantabile”. Twórcy pierwszego sezonu oddali wszystko to, co najlepsze miał do zaoferowania ten tytuł i kilka chwil szczerego, rubasznego, paryskiego śmiechu nie jest w stanie przesłonić mi tej oceny.
Zgodnie z klasycznymi normami ostatnia część symfonii powinna przebiegać w dynamicznym tempie. Twórcy zaś z takowych w ostatnich odcinkach upodobali sobie niekoniecznie udane wariacje. Oby ścigająca własne pragnienia Nodame, nie brała przykładu z twórców anime i odnalazła w muzyce znacznie więcej harmonii. Au revoir.