Buddyjskie Haibane Renmei
Kończy się pierwszy odcinek, moje myśli: boszsz, w co ja się wpakowałem? Zaraz zwymiotuję od tej ilości słodziutkich kolorków i wielgaśno-maślanych oczu! To jest tak dziwne, że nie może być głupie - to jakaś prowokacja! O co tu chodzi? Ktoś mnie w coś wkręca!

A dalej to już poooszło...
Napiszę krótko: bajeczna seria! Naprawdę dobre, głębokie kino.
Dark Rael napisał(a): Twórcy przedstawili fabułę bez jakiegoś szczególnie przemyślanego wątku głównego, ze scenariuszem, który na pewno można było lepiej napisać i elementami nie do końca pasującymi do siebie
No cóż, niektórzy mają podobne zarzuty do genialnego Haibane Renmei, a wynikają one po prostu z niezrozumienia istoty filmu. Air oceniam na równi z Haibane Renmei, jednak w HR poruszono tematykę grzechu i odkupienia w sposób niemal tożsamy ze znaną większości z nas wiarą judeochrześcijańską, AIR natomiast nie ma z nią nic wspólnego - jest przesycony duchem buddyzmu i taoizmu. Niestety religie wschodu znam gorzej niż "rodzime", dlatego miałem obniżoną przyjemność oglądania z braku możliwości zrozumienia wszystkich elementów - wyławiałem symbole, odwołania do filozofii i część ich powiązań, natomiast zdaję sobie sprawę, że dostrzegłem jedynie czubek góry lodowej, choćby ze względu na abstrakcyjność taoizmu, który jest raczej nie do zrozumienia dla "statystycznego" obywatela kultury zachodu.
Oglądając Air miałem wrażenie obcowania z czymś wielkim...
30 minut po seansie daję 8/10, ale myślę, że gdy postudiuję
solvery w internecie to ocena podskoczy o oczko

filippiarz - 26.09.2006 0:31