Menu

 

Zaprzyjaźnione strony

 

Reklama

 

Komentowany artykuł

W zasadzie nie przepadam za opowieściami o wampirach i innych tego typu potworach, ale zdarzało mi się oczywiście takowe oglądać. Dowiedziałem się jednak, że „Witch Hunter Robin” jest bardzo dobrze zrealizowanym serialem. Cóż było robić...

Po obejrzeniu pierwszego odcinka zapaliłem się do oglądania następnych. Już od pierwszych chwil widać, że serial jest poważniej potraktowany niż większość anime. Twarze są narysowane w bardziej naturalny sposób, postacie nie mają wielkich oczu, a bohaterowie wydają się wyglądać na swój wiek. Animacja jest dokładna, zadbano o szczegółowy wygląd scenerii. Muzyka brzmi tak jakby została napisana do poważnego filmu i jest bardzo dobra, choć zbyt często powtarzane są tematy główne. Jest ich po prostu zbyt mało.

Pomysł serii nie jest w sumie zbyt oryginalny, ot organizacja STN tropi wiedźmy (i wiedźminów). Wiedźmy w tym wypadku oznaczają kogokolwiek, kto ma paranormalne zdolności. Nie spodziewajmy się jakichś wstrętnych potworów. STN poluje na wiedźmy, ale nie zabija ich, tylko oddaje do miejsca zwanego tajemniczo „fabryką”. Historia rozpoczyna się kiedy główna bohaterka, zostaje przysłana przez kwaterę główną do japońskiego oddziału łowców, aby zastąpić kogoś kto niedawno zginął. Robin jest 15-letnią dziewczyną o cichym usposobieniu i zarazem wiedźmą władającą ogniem. Z początku nie bardzo wychodzi jej używanie swoich mocy, ale w końcu staje się perfekcyjnym tzw. craft userem. Niewielu członków zespołu ma jakieś paranormalne zdolności. Poza Karasumą, potrafiącą wyczytać emocje towarzyszące zdarzeniom z miejsc, w których się wydarzyły, nie wydaje się aby ktokolwiek jeszcze posiadał jakieś niezwykłe zdolności. Większość ludzi w oddziale ma jednak w sobie krew wiedźm (niekiedy wiedźmy dziedziczą zdolności po rodzicach). Szefem oddziału jest Amon, o którym trudno coś powiedzieć, ponieważ jest milczący, a na jego twarzy nie można dostrzec zbyt wielu emocji. Karasuma jest poważną, odpowiedzialną agentką, natomiast Dojima chyba dostała posadę po znajomości, ponieważ nie liczy się szefostwem i często jej praca polega na czytaniu kobiecych pism. Ciekawą postacią jest wiecznie przesiadujący w biurze Michael, który zajmuje się komputerami. Dawniej był hackerem, ale pewnego razu włamał się do nieodpowiedniej firmy... i już w niej został.

Mimo że seria jest świetnie wykonana i ma klimat, z każdym obejrzanym odcinkiem coraz mniej mi się podobała. W każdym odcinku polują na kolejną złą wiedźmę, za bardzo było to podobne do „Hellsinga”. Jednak po kilkunastu odcinkach sytuacja ulega zmianie. Następuje zwrot akcji i w pewnym momencie nie jesteśmy niczego pewni, trudno zgadnąć co wydarzy się dalej.

Autorzy serialu ukazują nam drugą stronę medalu stawiając pytanie, czy aby na pewno oddział, który zdążyliśmy już polubić robi słuszną robotę. Niektóre wiedźmy to normalni spokojni ludzie nie robiący złego użytku ze swej mocy, ich dzieci to przecież również potencjalne wiedźmy. Czy są temu winne? Ten problem można było już zaobserwować w „Vampire Princess Miyu”, w „Hellsingu” natomiast nikt nie „bawił” się w tego typu dylematy, zapewne ze względu na długość i charakter tamtej serii. Przypomniano też fakty z historii. W pewnym momencie jedna ze starych wiedźm przytacza fakty ze średniowiecza, kiedy w imieniu Boga torturowano i stracono na stosach tysiące kobiet podejrzanych o czarownictwo. Wytyka im: „robicie to samo”.

Reasumując, seria z początku wydaje się być bardzo dobra, w pewnym momencie staje się jednak nudna. Natomiast przez dziesięć ostatnich odcinków napięcie rośnie, konwencja jeden odcinek – jedna wiedźma zostaje przerwana. Właściwa intryga rusza z miejsca i zaczyna robić się ciekawie.

 

Napisz komentarz

Twój nick lub imię i nazwisko:



Temat komentarza:



Ciężka, ogromna i pot z niej spływa?


Musisz odpowiedzieć na pytanie lub uzupełnić zdanie, pomożesz nam w ten sposób walczyć ze spamem.

:smile::kawaii::bgrin::polzart::cool::jezor::readman::ziew::sad::sceptyk::cry::bad::angry::zabije::cross::zmiesz::shock::niewzrusz::niepowiem::uhoh::azu:


 

Regulamin

 
Jeśli chcesz napisać komentarz, musisz przestrzegać pewnych zasad:
  • Komentarz musi dotyczyć opisywanego tytułu lub recenzji i musi być w miarę sensownie napisany (nic nie wnoszące jednolinijkowce lecą od razu do kosza).
  • Oceniamy tytuł lub recenzję, a nie recenzenta i komentujących.
  • Nie obrażamy użytkowników, recenzentów, ani twórców.
  • Nie używamy słów powszechnie uznanych za wulgarne lub obraźliwe.
  • Nie nadużywamy emoticon i piszemy czytelnie.
  • Zabronione jest zamieszczanie linków nie związanych z opisywanym tytułem lub recenzją.
  • Zabronione jest podawanie linków p2p umożliwiających ściąganie plików muzycznych, skanlacji lub fansubów.
  • Jeśli zdradzamy w komentarzu zdarzenia psujące oglądanie widzom nie znającym opisywanego tytułu (tzw. spoilery), należy ukryć je korzystając z przycisku "OZNACZ SPOILER".
  • Pamiętajmy, że komentarze mają służyć przede wszystkim jako pomoc w podjęciu decyzji przez ogół użytkowników, czy warto po opisywany tytuł sięgnąć. Dogłębne dyskusje i analizy powinny znaleźć się na forum dyskusyjnym.
  • Redakcja ma prawo poprawić komentarze, w których jedna z powyższych zasad została złamana.
  • Redakcja ma prawo usunąć komentarz, który nie dotyczy opisywanego tytułu, recenzji lub innego komentarza.
  • Moderacja bezdyskusyjnie będzie usuwać komentarze dotyczące kwestii odmiany japońskich nazw własnych.
Dodając komentarz akceptujesz automatycznie powyższe zasady.
Jeśli uznasz, że Twój tekst został potraktowany ostrzej, niż wynika to z wymienionych zasad, prosimy zgłosić ten fakt na forum.
Start
 »
Redakcja
,
FAQ
,
Zaprzyjaźnione strony
,
Wymiana bannerów

Anime
 »
Recenzje
,
Zajawki
,
Tytuły
,
Postacie
,
Seiyū
,
Twórcy
,
Studia
Słowniczek
 »
Katalog
,
Indeks

Artykuły
Forum
Galeria
Kino azjatyckie
 »
Recenzje
,
Tytuły
,
Aktorzy
,
Twórcy

Linkownia
 »
Katalog
,
Lista
,
Kategorie
,
Typy witryn