Chyba każdy fan anime w Polsce słyszał o „Cowboy'u Bebopie”, w końcu była to jedna z najlepszych serii anime emitowanych w naszym kraju. Opowiadała o grupie kompletnie nie pasujących do siebie łowców nagród, którzy tropili różne indywidua w naszym układzie słonecznym. Akcja serialu osadzona była niedalekiej przyszłości, w latach siedemdziesiątych obecnego wieku. Lata te nie były dobrane przypadkowo, bowiem „Cowboy Bebop” to wyraźny ukłon w stronę kultury, a szczególnie kina akcji, lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Już sama czołówka wskazywała cofnięcie się czasu o ponad dwadzieścia lat. Anime to było mimo wszystko dosyć oryginalne, zmieszano w nim elementy kultury japońskiej, kina amerykańskiego, filmów kung-fu z Hongkongu, oraz włoskich westernów Sergio Leone (Spike to połączenie stylu walki Bruce'a Lee oraz antybohaterstwa Clinta Eastwooda). Tamto anime miało swój niepowtarzalny klimat, który idealnie uzupełniała muzyka Yoko Kanno.
Reżyser Shinichiro Watanabe wraz ze scenarzystką Keiko Nobumoto oraz resztą ekipy postanowili nakręcić kinową wersję „Bebopa”. Można ją oglądać nie znając zupełnie serii telewizyjnej. Jest to tak jakby jeden długi odcinek dodatkowy, zawierający jedną poważniejszą sprawę z groźniejszym poszukiwanym i większą nagrodą. Jeśli jednak ktoś koniecznie chciałby umieścić go w obrębie serialu, wypadałby on w okolicach odcinka 22.
Głównymi bohaterami serialu były cztery postacie o kompletnie różnych charakterach oraz innym podejściu do życia. Spike, niegdyś członek mafijnej grupy Red Dragon, musiał uciekać przed starymi przyjaciółmi i obrał drogę, która nadal gwarantuje mu intensywne życie na krawędzi ryzyka (oraz poza nią), a jednocześnie jest odskocznią od przeszłości, od której uwolnić się jednak nie może. Spike to człowiek, którego nie obchodzą cudze sprawy, żyje wyłącznie dla siebie, a słowa bohater nie ma nawet w jego słowniku.
Jet w swoim poprzednim życiu ścigałby zapewne dawnego Spike. Był detektywem starej daty, pracującym w kosmicznej policji ISSP. Wycofał się po bardzo poważnym wypadku, w którym stracił rękę. Do niego należy statek Bebop, który jest bazą naszej czwórki. Jet jest człowiekiem spokojniejszym i rozsądniejszym niż pozostali członkowie załogi. Jako gospodarz zajmuje się na statku wszelkimi pracami natury kobiecej.
Dla Faye prace tego typu byłyby natomiast nie do przyjęcia. Jeśli nie wnikniemy w jej osobowość, wyda się nam kompletną egoistką, mającą obsesję na punkcie pieniędzy. Nałogowo gra na wyścigach, lubi ryzyko. Jest ciężko zadłużona, ponieważ ciąży na niej ogromny rachunek za kilkuletni pobyt w szpitalu w stanie zamrożenia, po wypadku, który wywołał u niej amnezję. Wie bardzo niewiele o swojej przeszłości.
Na pokładzie Bebopa znaleźć mogliśmy także dziewczynkę o imieniu Ed oraz psa wabiącego się Ein. Oboje to oryginały swojego chowu. Ed jest hakerką, ale proszę się nie krzywić, w życiu nie widziałem tak niesamowitego i oryginalnego, żeby nie powiedzieć stukniętego, hakera. Wystarczy popatrzeć jak wyglądają i działają jej programy do włamywania, żeby paść ze śmiechu. Jest trochę dzika, ale świetnie dogaduje się z Einem, który jest psem o niezwykłej inteligencji, wyhodowanym zapewne w jakimś laboratorium.
Wszystkie te postacie, mimo poważnych różnic zdań, posługując się zupełnie odmiennymi metodami potrafiły jednak zdziałać całkiem sporo. Tropili głównie niegroźnych przestępców i nigdy nie wiodło im się najlepiej. Zawsze brakowało im pieniędzy, często walczyli z głodem, ale tworzyli coś w rodzaju „rodziny”...
Tym razem twórcy filmu postawili przed naszymi bohaterami zadanie znacznie trudniejsze i niebezpieczniejsze od tych, które na co dzień wykonywali. Przypadkiem wplątali się w sprawę ataku terrorystycznego na Marsie. Faye, ścigając nieletniego przestępcę, stała się świadkiem wybuchu cysterny, zawierającej dużą porcję zawansowanej broni biologicznej. Ofiarą eksplozji padło 500 osób, a Faye jako jedyna widziała człowieka, za ten atak odpowiedzialnego. Kiedy wyznaczono za jego schwytanie nagrodę 300.000.000 woolongów, nie było już wątpliwości, że jest to zadanie w sam raz dla naszej zgranej ekipy.
Poszukiwany Vincent Volaju to człowiek pozbawiony skrupułów. Nie liczy się z niczym, ale nie wygląda na terrorystę, ani na psychopatę. Nie działa według schematów i trudno odgadnąć jego motywy i cele działania. Spike podczas poszukiwań spotka także piękną tajemniczą dziewczynę o imieniu Electra, która pracując dla firmy Cherious Medical, wydaje się posługiwać bronią dalece sprawniej niż regularny pracownik firmy farmaceutycznej ma w zwyczaju.
Tyle celem wprowadzenia do fabuły, natomiast scenariusz zawiera wszystkie elementy potrzebne dobrym filmom sensacyjnym. Mamy dużo dynamicznych i trzymających w napięciu akcji, dobrą intrygę, sporo inteligentnego humoru, ale zadbano także o osobowości postaci, które przedstawiono dosyć wyraźnie. Szczególnie dopracowaną postacią wydaje się być Vincent, który nie jest typowym złym bohaterem dzisiejszego kina. Zadbano o wyjaśnienie jego postawy, pozwolono widzowi go poznać i zrozumieć.
Ekipa, której powierzono wyprodukowanie filmu, stanęła nie tylko na wysokości zadania, ale stworzyła coś, co mogłoby być wzorem dla producentów hollywoodzkich, którzy poza kilkoma wyjątkami, zapomnieli jak robi się doskonałe kino akcji. Do jego powstania przyczyniło się mnóstwo kooperantów, ich długa lista wcale nie dziwi, jeśli zwrócimy uwagę na niesamowicie dokładną animację, oraz bardzo szczegółowe tła. Już czołówka filmu, zapowiada niezwykłą produkcję animowaną. Jest zrobiona w stylu często spotykanym w normalnych filmach, co ciekawe Watanabe powierzył jej reżyserię nie byle komu, bo Hiroyukiemu Okiurze (Jin-Roh). Jeszcze jeden uznany reżyser pomagał Watanabe w tworzeniu tego obrazu. Tensai Okamura odpowiedzialny był w filmie za wyprodukowanie wstawki starego westernu oglądanego w kinie przez Jeta i jego starego policyjnego znajomego.
Wracając jeszcze do animacji, wykorzystano tu wiele grafiki komputerowej, co jednak absolutnie nie rzuca się w oczy – jest tak doskonale wpasowana w obraz. To prawdziwy ewenement, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że kręcono go kilka lat temu, kiedy technika ta nie była jeszcze tak dobrze opanowana. Reżyser często stosuje w filmie symulację różnych soczewek kamer, co w filmie animowanym jest efektem niezwykle czasochłonnym. Tak jak serial, film również posiada swoistą atmosferę. Poza typowym Bebopowym klimatem, znajdziemy tu odrobinę humoru rodem z filmów Quentina Tarantino, a Vincent jako czarny charakter dodaje mrocznych elementów. Jeśli chodzi o muzykę to Yoko Kanno także wywiązała się ze swej roli znakomicie, znowu tworząc utwory w wielu stylach muzycznych, i tym razem świetnie pasujące do tego obrazu.
Krótko mówiąc, nie powinno być fana anime, który filmu tego nie zna. Jest dobrze wykonany pod każdym względem i co ważniejsze scenariusz napisał ktoś, kto wie na czym polega jego zawód. Bez problemu można ten film postawić obok najciekawszych produkcji światowego kina akcji i zdecydowanie ponad setkami bezsensownie głupich filmideł produkowanych dziś w Hollywood.