...
End of Evangelion jest swoistą nową Ewangelią. Ma to jednak miejsce wtedy, gdy odbiorca poszukuje i choć w połowie poprawnie zinterpretuje to anime. Sprawa nie jest prosta. Dokonując tego należy znać Kabałę, Pismo Święte, demonologię, dawne wierzenia, no i interesować się futurystyką. Wszystko to, wymieszane starannie z masą wewnętrznych pytań, kontemplacji i emocji - winno przynieść ubłagany efekt. Evangelion jest stosunkowo prosty (seria TV). Pod tą prostotą natomiast, ukrywa się masa problemów i refleksji. Obcowanie z nim jest jak spacer po kruchym lodzie. Wszystko wydaje ci się takie gładkie, ale pod naporem myśli lód pęka, a ty wpadasz w ciemną głębię. Nie ma ratunku... Podobnie jest z END'em. Dla ludzi bojących się dostrzec - wydaje się "psychiczne". Dla ludzi dostrzegających - staje się chlebem... Może moje słowa są proste. Nie mniej, zanim obejrzałem Evangeliona - spędziłem 3 lata na jego studiowaniu... Przez trzy lata żyłem jedynie opisami, słownikami pojęć, bo nie miałem dostępu do samego anime. Myślę, że to dało mi tę namiastkę emocjonalnego przeżycia, jakim jest to dzieło...
Dresiarz ze Stolicy - 21.06.2006 1:49