Co jakiś czas na rynku anime pojawiają się tytuły, które parodiują i wyśmiewają schematy tkwiące w japońskiej animacji od kilku dziesięcioleci. Najstarszym anime o tej tematyce jakie pamiętam jest „Project Ako”, mający już ponad 15 lat. Od chwili wydania tamtego tytułu trochę się zmieniło, technika komputerowa zrewolucjonizowała przemysł, rysownicy zmienili styl, ale tamte dawne schematy pozostały. Parodie nadal mają więc rację bytu. W ostatnich czasach jedną z najpopularniejszych była „Excel Saga”, w której wyśmiano tyle wytartych motywów, że trudno je policzyć. W „Jungle Wa Itsumo Hale Nochi Guu” również można znaleźć wiele elementów parodystycznych, ale przede wszystkim jest to odrobinę zwariowana komedia, komentująca oczami inteligentnego dziesięciolatka, nie zawsze zgodne z normą zachowania osób go otaczających.
Jest to serial bez żadnego wątku głównego, pokazujący codzienne życie bohaterów. Anime jak ze schematu, obserwujemy życie w domu, w szkole, poznajemy przyjaciół i zainteresowania głównej postaci. Wszystko tak jak zwykle, tyle że w zamiast Japonii, wszystko dzieje się w dżungli i to wcale nie betonowej. Hale mieszka z matką w wiosce razem z innymi tubylcami. Nie wyobrażajmy sobie jednak, że żyją z dala od zdobyczy nowoczesnej cywilizacji. W ich chacie znajdziemy dobrze wyposażoną kuchnię, łazienkę, telewizor i konsolę do gier. Matka chłopca to kompletnie nieodpowiedzialna, mająca dwie lewe ręce postać, dla której nawet przygotowanie bento kończy się zużyciem całej domowej apteczki. Weda, bo tak ma na imię, lubi także porządnie wypić i każdy dzień zaczyna tak jak Misato Katsuragi z „Neon Genesis Evangelion” – od spożycia puszki piwa zakończonego charakterystycznym okrzykiem. Czy Weda ma jakieś dobre strony? Nawet Hale długo musi się zastanawiać, zanim takowe znajdzie. Jego matka robi po prostu to, na co ma ochotę i trudno odmówić jej uroku osobistego, ale jedną z jej pożytecznych przyjemności są polowania, na których Weda wykazuje się niezwykłą sprawnością.
Hale chodzi do szkoły, która z zewnątrz wyglądem odpowiada naszym dżunglowym wyobrażeniom, ale w środku jest w zasadzie normalną japońską szkołą. Znajdziemy w niej jednak garstkę uczniów w różnym wieku oraz jednego nauczyciela, który osiemdziesiąt procent swego życia spędza oddając się swemu ulubionemu hobby – spaniu. Nie znaczy to wcale, że pozostałe dwadzieścia procent przeznacza na kształcenie swoich pupilków, przeciwnie – na lekcjach śpi mu się najlepiej... Hale ma tu koleżankę w swoim wieku imieniem Mari, którą wydaje się lubić bardziej niż innych. Dziewczynka jest bardzo miła, czasami nawet za bardzo, ma talent do kreacji przeróżnych strojów, a także jedno marzenie – mieć prawdziwą rodzinę, nawet już sobie jedną upatrzyła...
Jak w każdej szkole, znajdziemy tu gabinet lekarski, w którym zazwyczaj rezydować powinna miła pani doktor. Tym razem trafiło na lekarza rodzaju męskiego, nie przepadającego za dziećmi, szczególnie takimi, które przejrzały go na wylot. Dr Clive jest niepoprawnym playboyem i niestety jego zainteresowania objęły matkę Halego. Ten ostatni, znając naturę doktora, stara się za wszelką cenę nie dopuścić do urzeczywistnienia jego niecnych planów. Ci dwaj nie są w stanie dojść do porozumienia, każde ich spotkanie kończy się z reguły potworną kłótnią. Dr Clive dostanie swoją nauczkę, kiedy w celach matrymonialnych zacznie go ścigać pewna szalona i nieobliczalna starsza kobieta.
Dżungla zawsze była fajna, a potem przybyła Guu... Oczywiście w każdym serialu parodiowanym przez „Jungle Wa Itsumo Hale Nochi Guu” twórcy dodają zawsze coś niezwykłego, aby urozmaicić trochę fabułę i żeby w ogóle zainteresować widza, który do wyboru ma dziesięć innych tego typu nowych produkcji. W tym anime tą rzeczą niezwykłą jest Guu, którą można by określić jako anty magical girl. Zwykle takie postacie są bardzo miłe, zawsze uśmiechnięte, pomagają innym i dają się polubić od pierwszego z nimi kontaktu.
Guu, która zamieszkała z Hale i jego matką, po tym jak Weda ją pewnego dnia „adoptowala”, potrafi zachowywać się jak z powyższego schematu, jednak preferuje swoją zbolałą wersję. Potrafi być bardzo złośliwa, często drażni się z głównym bohaterem, a dzięki swej „mocy” stawia go w niezwykle niedorzecznych sytuacjach. Jednym słowem często doprowadza Halego do białej gorączki. Niezwykłość Guu trudno jednoznacznie zdefiniować. Jej żołądek, a właściwie dwa, to odrębny świat, pełen dziwactw połkniętych przez Guu w ciągu jej tajemniczej przeszłości i niekoniecznie pochodzących z naszej planety... Guu potrafi zmieścić w sobie wiele rzeczy, nawet tak dużych jak ocean. Faktycznie świat w jej wnętrzu żyje własnym życiem, mieszkają tam nawet ludzie. Guu jest więc dziwna, choć właściwie słowo „dziwna” nie wystarcza nawet w połowie na określenie tej postaci. To oczywisty przytyk do coraz to wymyślniejszych postaci tego typu występujących w anime.
Zwyczaj połykania wszelakich rzeczy żywych i mniej żywych przyprawia Halego, który nie raz sam zagości w Guulandii, o nerwowe drgawki, a niestety Guu nie zna umiaru, ani granic przyzwoitości, że nie wspomnę o dobrym smaku. Hale pohamowując wielki apetyt Guu, nie raz uratuje od zagłady wiele osób (jak na przykład wszystkich uczniów szkoły) i przedmiotów (jak niezbędny przyjaciel Halego – telewizor).
To nie wszystko co potrafi nasza magiczna dziewczyna. Śnieg padający w dżungli? Czemu nie? Hale odkryje jednak, że dziwactwa autorstwa Guu mają jakiś cel i zwykle uświadamiają coś ważnego naszemu bohaterowi. Guu ma tendencję do spełniania życzeń swego przybranego brata, oczywiście na swój niepowtarzalny sposób, co nie zawsze kończy się według przewidywań i wyobrażeń Halego. W każdym razie zawsze przebywają w swoim towarzystwie (Hale boi się zostawić ją samą ze względu na jej wilczy apetyt), możemy więc obserwować kolejne niezwykłe wybryki Guu i przezabawne reakcje chłopca na wyczyny przybranej siostry.
Czytając ten tekst można dojść do wniosku, że jest to serial dla dzieci. Z pewnością młodzi widzowie będą mogli go polubić, ale nie sądzę żeby w pełni docenili humor zawarty w tym anime. Bardziej rozerwą się przy nim starsi, którzy w animacji japońskiej siedzą już od dłuższego czasu, ponieważ tylko oni spostrzegą wszystkie nawiązania do wyświechtanych motywów w anime (i nie tylko anime). Nawiązań do konkretnych produkcji nie ma tak wiele, jak np. w „Excel Saga”, ale wymienić należy chociażby „Neon Genesis Evangelion”, czy „Millennium Actress”. Nie zabrakło także delikatnego wykpienia mechów (w roli mecha oczywiście Guu). Nieśmiertelnej Godzilli też się oczywiście dostało. Niezmiernie zabawna była wizja Halego, w której potężna Guu przechadzając się wśród wieżowców, zieje ogniem i strąca rękami samoloty...
Od strony wykonawczej serialu sprawa wygląda dosyć przeciętnie. Tła skromne, animacja ujdzie w tłumie, a projekt postaci nie jest nadzwyczajny. Jednak temu anime nie potrzeba więcej, to co w nim najważniejsze, czyli kretyński i niedorzeczny humor, jest na swoim miejscu i z pewnością nie będziecie się drodzy czytelnicy przy nim nudzić. Jeśli podobała wam się „Azumanga Daioh”, czy „His And Her Circumstances”, to nie sądzę żeby ten tytuł was rozczarował.