Zgoda z powyższą recką + garść przemyśleń
Cieszy mnie, że nie jestem sam w swoim przekonaniu, iż anime przewyższa w tym wypadku mangę, sądzę że to pierwsze właśnie oddało właściwy hołd koncepcji Hellsinga. Jestem też pod wrażeniem możliwości adaptacyjnych twórców japońskich jeśli idzie o historie w odmiennych niż ich rodzinne klimaty, wydaje mi się najlepszym przykładem na to jest Monster, Claymore (choć Awakened Beings dodają trochę wschodniego klimatu przez "problem" fizjonomiczny, to ich dylemat mentalny jest zbliżony bardziej do pewnych europejskich pociągnięć), no i Hellsing.
Co do tego o czym traktuje sama opowieść, to nie ograniczałbym się do stwierdzeń wprowadzających blade'owskie motywy. Jasne, zabijanie wampirów przez inne wampiry, motyw demona, który z jakiegoś powodu buntuje się przeciwko własnej rasie i staje się niejako aniołem, i jest częściowo w taki sposób postrzegany, tak jest, niewątpliwie znajdziemy coś takiego i tu.
Niemniej dla mnie Hellsing pokazał swój ukryty atut przez jedną zdecydowaną retrospekcję, która sprzężona została z dramatyczną sytuacją jednej z postaci - wszystko w odcinku dwunastym, Master Of Monster. Dopiero tutaj dociera do nas, moim zdaniem, najciekawsza i najpiękniejsza płaszczyzna postrzegania serii - relacja Alucarda i Integry. Dla mnie tak zbudowane przymierze i przyjaźń, jakby na to nie spojrzeć, jest czymś niezwykłym jeśli rozegrane w subtelny, acz zdecydowany sposób, nie metodą prymitywnej rzezi dla zabawy.
Jestem w pełnej zgodzie z recenzją Arkhama, uważam że manga nie mając zbyt dużo do zaoferowania pod względem estetycznym nakłada pewne pozerstwo klimatyczne (jacy to jesteśmy straszni, patrz jak robimy dziwne miny i wycinamy w pień tysiące trupów na ulicach miast, jest mrocznie... mrrrocznie.... MRRRROCZNIE!) no i bohaterów. O ile anime ograniczyło się do przedstawienia w sumie pięciu postaci dosyć mocno, na tyle żeby się zidentyfikować z kimś, wsiąknąć w pewne manieryzmy itd, o tyle manga jest jakimś powykręcanych panteonem niewydarzonych stereotypowych bohaterów, do których nie czuje się przywiązania w żadnym stopniu.
No i oczywiście wśród innych, pomniejszych problemów adaptacji mamy problem zgodności fabularnej. Uważam, że mimo wszystko jeśli twórcami są doświadczeni i zdecydowani ludzie, nie powinni być skazani na ograniczniki w postaci chociażby storyline'a gry komputerowej. "Podkręcanie" i przemodelowywanie, jeśli istnieje taka potrzeba, jest kluczem do osiągnięcia efektu ratującego taki statek przed pójściem na dno. Oczywiście są też sytuacje odwrotne, teraz na przykład wychodzi Devil May Cry, na którego wersję anime czekałem już czas jakiś, ale, niestety, zamiast podążać ścieżką rozwoju historii pierwszej gry (tak, uważam to za słuszny sposób postępowania w tym wypadku), zostaliśmy uraczeni jakimś pseudoironicznym, pseudokomediowym, pseudostrasznym, pseudowzruszającym (pseudo do nieskończoności) tworem.
Kończąc swoje wywody, których już zapewne macie teraz dość, chciałbym tylko wyrazić radość, że znalazłem porządną polską stronę poświęconą twórczości naszych azjatyckich braci. Recenzje uważam za profesjonalne i wskazujące na obycie piszącego, no i są zdecydowanie bardziej wnikliwe niż większość radosnych czy też agresywnych eksklamacji, z jakimi miałem wątpliwą przyjemność się spotykać.
Tyle ode mnie,
miłego dnia.
Grey Fox - 6.08.2007 14:03