W opozycji do recenzji
Powyższa recenzja wydaje się dość klarowana i rzetelna, choć muszę przyznać, zupełnie mija się z moją opinia na temat serii.
Po pierwsze mangę uważam za zdecydowanie bardziej prymitywną niż anime. Wszystkie postaci ograbione zostały z subtelności jaką widać w anime.(Czy raczej to w anime ową subtelność im zaimplementowano). Choćby Maxewll w anime był bardziej jakiś...stabilny emocjonalnie, mimo, że straszliwy dupek. Sam Alucard, mimo iż wybitnie pławiący się w odmętach swoistej manii w anime ukazany jest zdecydowanie ciekawiej. Jako elegancki, dystyngowany, dość dekadencki, a jego obsesja na punkcie znalezienia kogoś potężniejszego od siebie jest widoczna tylko w momentach...no powiedzmy podekscytowania. W mandze zaś jest zwykłym paskudnym "badass" potworem na smyczy.
Zaś głównym elementem który sprawia, że Hellsing nosi dumnie miano mojego ulubionego anime jest muzyka właśnie. Powiedzmy sobie szczerze, Hellsing nie jest najambitniejszym anime świata. Wątek wampira eliminującego "swoich" nie jest ani odkrywczy ani ambitny. Niemniej muzyka tworzy klimat. Delikatna jazzująca muzyczka podczas masakry, gdzie Alucard tapetuje ściany oddziałami wojska sprawia, że widzimy dystans do opowiedzianej historii. Widać wszystko z leciutkim przymrużeniem oka i dzięki temu wszystko nie jest tak cholernie mHroczne i gotHyckie.
Dla fanów mniej oczywistej konwencji i klimatu, zestawienie straszliwej brutalności i takiej lekkiej, optymistycznej czy odrobinkę czasem nostalgicznej wręcz muzyki jest niepowtarzalnym i niebanalnym doznaniem estetycznym.
Muzyka nawet bez tych kontrastowych scen jest świetna. Soundtrack polecam gorąco i z całego serca. Na szczególną uwagę zasługuje utwór "Bodhisttva Cathedral" oraz opening ("World Without Logos").
Teraz kilka słów o OAV. Które to uważam za niesmaczny żart. Wkurzyłem się, przyznaje, nie jestem k... z kamienia. To co zrobili z OAV to zabranie wszystkiego co było piękne w anime i zastąpienie tego klasycznym, kiczowatym i banalnym mrocznym jak annus Lucyfera. Mamy wiec podniosłe gotyckie chóry na przemian z oczywistą i ograną elektroniką. Mamy durny humor z udziałem panny Victorii (W recenzji była wzmianka o humorze raczej niskich lotów z jej udziałem. Co jasno dowodzi tego, ze autor podówczas nie znał OAV). Mamy Alucarda w super deformed (lubię rozładowanie mrocznego klimatu ale w jakiś ciekawy sposób. Bardziej banalne moglo być tylko przewrócenie się na skórce od banana). Wszelkie przejawy lekkiego, ironicznego humoru z orginalnej serii szlag trafił.
Choćby scena z drugiego odcinka, jedna z moich ulubionych, gdzie wielki Inkwizytor Watykańskiej XIII Dywizjii Papieskiej im. Judasza Iskarioty przerywa w połowie walkę z diabelskim pomiotem kiedy dostaje odpowiednie "papiery" zabraniające mu działalności na terytorium Wielkiej Brytani jako kraju protestanckiego. W tej samej scenie Inkwizytor ów wrzeszczy z opętańczym uśmiechem, ze nie przyjmuje rozkazów od protestanckich świń i rusza do ataku. Całą pointę szlag trafia.
Alucard nie ma tak cynicznych i celnych komentarzy jak wcześniej. Wydaje się bardziej prymitywny, a osobie o jego pozycji społecznej to się nie godzi wszak, prawda?
Jedynym co odrobinkę(tylko odrobinkę) ratuje OAV to cześć (tylko część) rysunków. Bo naprzeciw świetnych efektów mamy koszmarki. Z tych lepszych trzeba wymienić choćby kultowy pistolet Alucarda który przez to, ze jest namalowany nie narysowany prezentuje się wręcz niesamowicie. Tego typu połączenie dało świetny efekt. Innym ciekawym rozwiązaniem graficznym jest ślad jaki zostawia po sobie Luc kiedy używa Akceleracji...pardon, przyspiesza. Wszak to nie Maskarada.
Z koszmarnych elementów zaś musze wymienić wspomniane już super deformed. Alucarda który utraciwszy Hellsingowy znak rozpoznawczy czyli wielkie, orkągłe odbijające światło (świecące) okulary zyskał jedno (czemu u licha jedno!?) świecące na czerwono oko. Nie muszę mówić, że wygląda to jak tania parodia Terminatora? Są też sceny któych braku nie mogę przeboleć. Alucard w jednym z pierwszych odcinków gdzie pokazuję pełnie swoich możliwości, walczy w piwnicach. Jest tam scena gdzie światło i cień są jakby zamienione. Postać idąc obok ściany, zupełnie zaciemnionej, rzuca "cień" na którym widać cegły i fakturę. Efekt trudny do opisania ale znany choćby z Sin City Millera. Niestety sceny tej brakuje.
Nie wiem jak inne OAV, które jeszcze nie wyszły, ale ja jestem przerażony...
Tyle mojego. Dziękuję.
Arkham - 20.05.2007 0:33