Vampire knight
Uch... z wysiłkiem przetrawiłam czwarty odcinek i czuję, że jest mi nieco niedobrze. Wszędobylske "ochy i achy", główna bohaterka - typowa, wzruszająca dziewczynka z shoujo, ktora absolutnie nie wnosi nic nowego. Najwyraźniej brakuje mi coś z nastolatki, bo schemat "zwykła panienka otoczona wianuszkeim bishonenów" mnie nie kręci, mimo lat piętnastu. No, ale kto by wymagał ogromnego nowatorstwa od tego gatunku? Nie bądźmy zbytnio optymistyczni.
Kaname-senpai niezmiernie mnie ityruje ze swoimi gadkami "Yuuki to, Yuuki tamto". Okay, nie mam nic przeciwko shoujo w dobrym stylu, a nawet jakieś bishonieństwo nie będzie mnie tak raziło, jeżeli twórcy znajdą "złoty środek" i nie przesadzą ze wzruszeniami i tragizmem. Najgorszy jest ten potworny dramatyzm! Każda sytuacja jest tragiczna i albo wywołuje tumieńce, albo płacz Yuuki. Czy ona ma ograniczoną mimikę?! A mnie we "wzruszających" momentach dziwnym trafem chce się śmiać. Chciałabym dostać od tej serii tylko jedno - lekką rozrywkę. Póki co, jest to irytacja. Gdyby nie to, że po prostu lubię sobie posłuchać Mamoru Miyano i Jun'a Fukuyama to już koło drugiego odcinka darowałabym sobie dalsze oglądanie. Mama nadzieję, że coś mnie jeszcze w tej serii pozytywnie zaskoczy.
Lena100 - 3.05.2008 1:14