Menu

 

Zaprzyjaźnione strony

 

Reklama

 

Komentowany artykuł

„Cat Soup”, czyli „Kocia zupa” – już sam tytuł zdaje się wyraźnie dawać do zrozumienia, że nie mamy do czynienia z produkcją dryfującą beznamiętnie środkiem nurtu. I rzeczywiście, o braku oryginalności i brnięciu według utartych schematów mowy w tym przypadku być nie może. „Cat Soup” powstała bowiem w oparciu o mangi Chiyomi Hashiguchi, autorki o oddającym jej zamiłowanie do rysowania kotów pseudonimie Nekojiru. Prace zmarłej samobójczą śmiercią Nekojiru posłużyły za podstawę najpierw składającego się z dwuminutowych odcinków serialu „Nekojiru gekijō”, a następnie właśnie „Nekojiru-so”, surrealistycznego anime w reżyserii Tatsua Sata. A jeśli dodać do tego fakt, że osobą współodpowiedzialną za scenariusz jest Masaaki Yuasa, późniejszy reżyser „Mind Game”, trudno nie oczekiwać prawdziwie wybuchowej mieszanki.

Głównymi bohaterami filmu są młody kociak Nyātta oraz jego nieco starsza siostra Nyāko. Już na wstępie beztroska Nyāko topi się w basenie; jak się jednak okazuje, nie umiera definitywnie. Rezolutnemu braciszkowi udaje się bowiem w porę dostrzec znikającą w oddali Śmierć i (dosłownie!) wyrwać z jej objęć połowę duszy Nyāko. Kotka zostaje przywrócona do życia, jednak bez brakującego fragmentu duszy pozostaje pogrążona w całkowitej apatii. Rodzeństwo wyrusza więc w obfitującą w przygody i niezwykłe wydarzenia podróż w poszukiwaniu nietypowej zguby. Wkrótce okaże się, że siłowanie się ze Śmiercią to tylko wierzchołek lodowej góry niesamowitości serwowanych nam przez twórców.

„Cat Soup” łapami i wąsami opiera się próbom wepchnięcia do gatunkowej szufladki. Mamy tu niby-przygodę, ale już cały film na określenie go mianem przygodowego nie zasługuje. Mamy tu podróż dwójki bohaterów, ale i niewiele wspólnego z filmem drogi. Mamy tu nieco elementów fantastycznych, ale to nie one kształtują charakter filmu. Mamy w końcu elementy humorystyczne – i chyba właśnie do groteskowej, miejscami absurdalnej komedii „Cat Soup” najbliżej. Jednak żadna etykietka nie odda do końca charakteru tej hybrydy. Jest to film nietypowy, o dziwacznej, amorficznej wręcz konstrukcji, przez co z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu. Samą fabułę trudno miejscami posklejać w spójną całość, zaś cała reszta wydaje się być wręcz stworzona po to, by jeszcze bardziej skonfundować widza. Gdy tylko zdążymy uchwycić rytm opowieści, wczuć się w sytuację bohaterów, zostajemy zaskoczeni zwrotem akcji niczym szesnastotonowym odważnikiem z „Latającego cyrku Monty Pythona”. Porównanie z legendarną brytyjską grupą pojawia się zresztą nieprzypadkowo, ponieważ „Cat Soup”, choć stężenie absurdu w niej znacznie mniejsze, momentami przypomina mi klimatem właśnie animowane wstawki Terry’ego Gilliama. Gdyby ktoś spytał, czym w końcu ta „Cat Soup” jest, nazwałbym ją surrealistycznym koktajlem Mołotowa. Albo Floydowską maszynką do mięsa.

Wystarczy rzut oka na plakat, by mieć pewne wyobrażenie o oprawie graficznej „Cat Soup”. Miłośnicy realizmu, naturalizmu (jeśli są tacy) lub ładnego, szczegółowego rysunku w anime (tych na pewno nie brakuje), zapewne wiedzą w tym miejscu, że oglądają film na własną odpowiedzialność. Już projekt postaci wystarczy, by niejednego zniechęcić do tej produkcji – szczerze mówiąc, sam początkowo dałem się na to nabrać. No bo co tu właściwie mamy? Główny bohater to wypisz, wymaluj kot Filemon w southparkowej stylizacji, zaś pozostali członkowie rodziny to wypisz, wymaluj główny bohater. Warstwa wizualna „Cat Soup” jest niezwykle prosta, oszczędna, sprawia wrażenie niedbałej. Cały film utrzymano w wyblakłej, suchej kolorystyce. Scenografii mamy tu jak na lekarstwo, choć tam, gdzie się pojawia, nie wygląda źle. Tła nierzadko zieją pustką, ale jako zabieg zamierzony (a takim niewątpliwie jest) sprawdza się to, moim zdaniem, znakomicie – odrealnia i tak już przerysowany świat oraz podkreśla dynamikę animacji. Ta zaś jest płynna i niezwykle plastyczna. „Cat Soup”, pomimo wszystkich uproszczeń, prezentuje się naprawdę ciekawie. Twórcy zastosowali tu całe mnóstwo sztuczek wywołujących u widza poczucie dziwności. Niezwykła jest plastyczność, z jaką „Cat Soup” deformuje, zakrzywia przestrzeń. Zdarza się nam obserwować akcję z nietypowych kątów, raczeni jesteśmy dziwaczną kompozycją kadru – momentami postacie stoją nieco ukośnie, podobnie jak nienaturalnie nachylone nad ulicą latarnie. Horyzont płaski w jednym ujęciu w innym uwypukla się na kształt piłki. Cień wybiegającego z domu Nyātty wydłuża się bardziej niż dyktowałby to rozum. Podobne deformacje spotykają najróżniejsze obiekty – od stołu w namiocie cyrkowym, po dom na pustyni. Wszystkie te elementy składają się na surrealistyczną całość. Dźwięk w „Cat Soup” zdaje się spełniać podobną rolę. Dobiegające nas odgłosy są bardzo wyraziste, prowokują skojarzenia. Wypowiadane z rzadka kwestie pojawiają się w formie komiksowych dymków, czasem nawet obrazków, zawsze w akompaniamencie dziwnych odgłosów mogących przywodzić na myśl czytnik zmagający się z porysowaną płytą, popisy początkującego DJ-a lub piski próbującej w przyspieszonym tempie recytować Goethego myszy. Muzyka pojawia się rzadko, a choć niezbyt nadaje się do słuchania na co dzień, świetnie uzupełnia nastrój poszczególnych scen; można uznać, że dobrze wywiązuje się ze swojej roli.

Oś filmu stanowi podróż pary kociąt, ale zarówno sama natura tej podróży jak i sposób jej przedstawienia sprawiają, że trudno odbierać ją dosłownie. Aż prosi się ona o jakieś wyjaśnienie, o znalezienie drugiego dna, a mnogość płaszczyzn, na których może być interpretowana, jest ogromna. Jedna z sensownych interpretacji traktuje tę podróż jako widzianą oczami dziecka próbę poznania świata. Można dostrzec tu pewne podobieństwo do przygód Małego Księcia. Obaj bohaterowie odwiedzają niezwykłe miejsca i spotykają postacie mogące uchodzić za alegorie pewnych postaw; obaj nie rozumieją jeszcze zasad rządzących tym (tamtym) światem. Nyātta patrzy na nowe zjawiska z niesłabnącą ciekawością, jednak, w przeciwieństwie do Małego Księcia, nie ocenia ich, pozostaje bezstronnym obserwatorem. Okrucieństwo złego człowieka fascynuje go w równym stopniu co niezwykły pokaz cyrkowy. Jest to jedna z wielu możliwych interpretacji „Cat Soup”. Film operuje całą paletą trudnych do jednoznacznego odczytania symboli. Część z nich, jeśli nie większość, mogła nie mieć w zamyśle twórców żadnego ukrytego znaczenia. Można się w tym miejscu pokusić o hipotezę, że równie dobrze cały film może być takiego znaczenia pozbawiony, a wszystko, co widzimy, to nic więcej jak żart twórców, interesujący wizualny kalejdoskop. Jest to najprostsze i jednocześnie chyba najciekawsze wyjaśnienie sensu (czy może bezsensu?) „Cat Soup”. Moim zdaniem właśnie ta niejednoznaczność to jeden z jej największych atutów. Nie sztuką jest stworzyć obraz absurdalny. Nie sztuką jest stworzyć obraz z głębokim przesłaniem. Ale stworzyć film, któremu da się przypiąć obie etykietki i który w obu prezentuje się równie okazale – to prawdziwa sztuka.

„Cat Soup”, podobnie jak każda inna zupa, jednym smakuje bardziej, innym mniej – kwestia gustu. Dla mnie to film wyjątkowy, prawdziwe dzieło sztuki i jednocześnie najbardziej zakręcone anime, z jakim miałem przyjemność się spotkać. Nie dajcie się zwieść jego pozornej hermetyczności – to narkotyczna, rozciągająca wyobraźnię wizualna miazga, a jednocześnie świetna zabawa. Gdyby Witkacy żył w XXI wieku, z pewnością oglądałby „Cat Soup”...

 

Napisz komentarz

Twój nick lub imię i nazwisko:



Temat komentarza:



Czy jesteś człowiekiem?


Musisz odpowiedzieć na pytanie lub uzupełnić zdanie, pomożesz nam w ten sposób walczyć ze spamem.

:smile::kawaii::bgrin::polzart::cool::jezor::readman::ziew::sad::sceptyk::cry::bad::angry::zabije::cross::zmiesz::shock::niewzrusz::niepowiem::uhoh::azu:


 

Regulamin

 
Jeśli chcesz napisać komentarz, musisz przestrzegać pewnych zasad:
  • Komentarz musi dotyczyć opisywanego tytułu lub recenzji i musi być w miarę sensownie napisany (nic nie wnoszące jednolinijkowce lecą od razu do kosza).
  • Oceniamy tytuł lub recenzję, a nie recenzenta i komentujących.
  • Nie obrażamy użytkowników, recenzentów, ani twórców.
  • Nie używamy słów powszechnie uznanych za wulgarne lub obraźliwe.
  • Nie nadużywamy emoticon i piszemy czytelnie.
  • Zabronione jest zamieszczanie linków nie związanych z opisywanym tytułem lub recenzją.
  • Zabronione jest podawanie linków p2p umożliwiających ściąganie plików muzycznych, skanlacji lub fansubów.
  • Jeśli zdradzamy w komentarzu zdarzenia psujące oglądanie widzom nie znającym opisywanego tytułu (tzw. spoilery), należy ukryć je korzystając z przycisku "OZNACZ SPOILER".
  • Pamiętajmy, że komentarze mają służyć przede wszystkim jako pomoc w podjęciu decyzji przez ogół użytkowników, czy warto po opisywany tytuł sięgnąć. Dogłębne dyskusje i analizy powinny znaleźć się na forum dyskusyjnym.
  • Redakcja ma prawo poprawić komentarze, w których jedna z powyższych zasad została złamana.
  • Redakcja ma prawo usunąć komentarz, który nie dotyczy opisywanego tytułu, recenzji lub innego komentarza.
  • Moderacja bezdyskusyjnie będzie usuwać komentarze dotyczące kwestii odmiany japońskich nazw własnych.
Dodając komentarz akceptujesz automatycznie powyższe zasady.
Jeśli uznasz, że Twój tekst został potraktowany ostrzej, niż wynika to z wymienionych zasad, prosimy zgłosić ten fakt na forum.
Start
 »
Redakcja
,
FAQ
,
Zaprzyjaźnione strony
,
Wymiana bannerów

Anime
 »
Recenzje
,
Zajawki
,
Tytuły
,
Postacie
,
Seiyū
,
Twórcy
,
Studia
Słowniczek
 »
Katalog
,
Indeks

Artykuły
Forum
Galeria
Kino azjatyckie
 »
Recenzje
,
Tytuły
,
Aktorzy
,
Twórcy

Linkownia
 »
Katalog
,
Lista
,
Kategorie
,
Typy witryn