„Banner of the Stars”, znany również jako „Battle Flag of the Stars”, to druga część prezentowanej w kanale Hyper space opery zatytułowanej „Crest of the Stars”, zrealizowanej na podstawie serii opowiadań, których autorem jest Hiroyuki Morioka. Opisał on w swoich książkach przyszłość, w której przestrzeń kosmiczna jest dość rozlegle skolonizowana. Było to możliwe dzięki wynalezieniu sposobu na przemierzanie kosmosu w tzw. przestrzeni płaszczyznowej, która – złożona z dwóch wymiarów przestrzennych i jednego czasowego – pozwala na bardzo odległe podróże w krótkim czasie.
Wszechświat rządzony jest więc przez dwa imperia. Pierwsze to Zjednoczona Ludzkość złożona z czterech narodów (Federacja Hanii, Republika Alconu, Unia Ludzkości, Niezależna Unia Planet). Drugim mocarstwem jest Imperium Ludzkości Abh o ustroju monarchistycznym. Niebieskowłosi Abhowie to rasa przystosowana genetycznie do życia w kosmosie i jej członkowie rzeczywiście uważają przestrzeń kosmiczną za swój dom, wręcz źle czując się na stałym gruncie.
Od ludzi z pozostałych narodów różni ich wiele, wyglądem przypominają Tolkienowskie elfy i prawdę powiedziawszy odziedziczyły po nich bardzo wiele z pozostałych cech. Nie tylko mają wystające uszy, są piękne i długowieczne, ale jak elfy zamieszkujące Śródziemie, są dumne, mądre i szlachetne. Od ludzi odróżnia ich jeszcze posiadanie urządzenia sensorycznego przestrzeni kosmicznej, znajdującego się na czole każdego biologicznego Abha, który zawiera100 milionów urządzeń sensorycznych, przekazujących do mózgu informacje o przestrzeni znajdującej się w zasięgu tego trzeciego oka Abha. Jeśli urządzenie połączy się z siecią informacyjną statku kosmicznego, każdy niebieskowłosy jest w stanie „czuć” to co się w tym pojeździe dzieje. Pozwala to także na wykorzystanie obszaru mózgu, nie występującego u ludzi, do kierowania statkiem myślami.
Jak pamiętamy z pierwszej części serialu, Zjednoczona Ludzkość bez wypowiedzenia wojny zaatakowała statek, na którym przebywali Jinto i Lafiel, rozpoczynając w ten sposób konflikt między oboma mocarstwami. Główni bohaterowie, po kilku niebezpiecznych przygodach zdołali dotrzeć w końcu do stolicy imperium, gdzie Jinto wstąpił do akademii wojskowej, a Lafiel kontynuowała swą ledwo rozpoczętą karierę wojskową.
Od zdarzeń w tamtej serii minęły trzy lata. W międzyczasie konflikt zbrojny między obiema stronami skończył się rozejmem po wyczerpujących bitwach, w których dotkliwe straty poniosły obie strony. Jednak było oczywiste, że kiedy obie strony odbudują floty wojna rozgorzeje na nowo. Ten czas właśnie nadszedł. Abhowie rozpoczęli operację odwetową „Renibu” mającą na celu rozgromienie wroga. Tym czasem nieprzyjaciel nie spał i przygotował się do wojny, być może nawet lepiej niż kosmiczne elfy.
Młodzi zostali wcieleni w skład floty, mającej wykonać plan ataku. Lafiel otrzymała do swej dyspozycji niewielki okręt szturmowy, nazwany Basroil i dzielną załogę, w której Jinto pełni obowiązki szefa zaopatrzenia. Oboje stali się odrobinę poważniejsi, ale nadal pozostają tylko w bliskiej przyjaźni. Basroil to dla Jinta nowy i jedyny dom, a swoją kajutę dzieli z kotem Diavo, podarowanym mu przez Lafiel w ostatnim odcinku „Crest of the Stars”. Kabinę pilotów dzielą z nimi jeszcze trzy osoby. Samsonn, który pełni obowiązki inżyniera, tak jak Jinto nie urodził się Abhem. Jest bardzo rozmowny i lubi pożartować, dobrze zjeść i wypić. Ekuryua jest odpowiedzialna za komunikację oraz za obsługę ruchomych dział na statku. Małomówna, rzadko okazująca emocje jest zainteresowana w jakimś sensie Jintem, często pomaga mu opiekować się Diavo. Zastępcą kapitana statku i pilotem jest natomiast najstarszy (nie ma pewności co do jego płci) z całej załogi Sobash, który ma niski, jak na swoje lata, status w armii, dlatego że większość życia poświęcił handlowi, dzięki czemu zebrał majątek. To postać rzadko pokazywana w serialu, czasami towarzyszy Samsonnowi w jego pijackich maratonach, ale co zabawne na jego organizm, tak jak na każdego naturalnego Abha alkohol wcale nie działa!
Załoga statku zostanie rzucona na linię frontu, gdzie razem z częścią floty dowodzoną przez braci Bibos, z nie małym trudem będzie bronić bramy czasoprzestrzennej przy planecie Aptik, czekając na przybycie sił głównych pod dowództwem znudzonej pani admirał Spoor. Tutaj także będzie miała swoje 5 minut. W tej serii poznamy także bezpośrednią przełożoną Lafiel, siostrę barona Febdasha, którego nasza główna bohaterka wyeliminowała w poprzedniej części. Przyjrzymy się dowódcy sił Abh - Imperatorowi Dusan, który wprost uwielbia drażnić się ze swoją doradczynią taktyczną i doprowadzać ją tym do białej gorączki. Będziemy się także przysłuchiwać inteligentnym rozmowom braci Bibos, których styl działania określa się w imperium jako „piękna niepoczytalność”.
Wykonanie „Banner of the Stars” jest identyczne, jak w przypadku pierwszej części serialu. Muzyka stoi na wysokim poziomie, a animacja pojazdów kosmicznych jest równie niedokładna, ale prawdę mówiąc wolę to niż jakąś grafikę komputerową niezbyt dobrej jakości. Fabuła jest mniej różnorodna niż w „Crest of the Stars”, ponieważ twórcy skupili się na wojnie i praktycznie albo uczestniczymy w kolejnych starciach z wrogiem, albo przysłuchujemy wielu rozmowom zarówno służbowym jak i prywatnym na przeróżne tematy. Być może fani akcji zawiodą się trochę i uznają serial za przegadany. Jednak ci, którzy pokochali pierwszą serię nie będą zawiedzeni, bowiem dzięki tym właśnie rozmowom dowiadujemy się wiele o kulturze i sposobie życia Abhów, różniących się nieco od standardów ludzkich i prawdę mówiąc do tej serii przyciąga chyba właśnie ta inność elfopodobnej rasy. Zastanawiam się, czy autor opowiadań nie pokazał Abhów takimi, jakimi chciałby widzieć ludzi przyszłości, ponieważ w kontraście z Abhami dokładnie zobrazował i wyeksponował wady ludzi należących do Zjednoczonej Ludzkości. Przedstawił ich jako chorych na władzę, chciwych głupców, którzy za wszystkie swe niepowodzenia obwiniają innych. Jeśli dobrze przyjrzymy się dzisiejszej ludzkości, a szczególnie ludziom sprawującym władzę, to niestety w rzeczywistości tacy właśnie jesteśmy...