Drugiego "Do you remember love?" nie będzie!
No cóż. Miło i w ogóle, ale - no właśnie - drugiego DYRL nie będzie. Macross Frontier mimo pewnej dozy efektowności (szkoda, że od czasów Macross Zero nie popracowali nad wypełnieniami, przecież to już nie taka znowu nowość... No i o tradycyjnym rysunku nie wspomne, w końcu to budżet też mają nie najniższy) ma w najlepszym razie szansę być przyzwoitą space operą dla nastolatków z maluteńką nowością (macrossową naturalnie) w postaci bardziej szekspirowskich zagrań vel. komercyjny kasowicz "Code Geass". Nie ma co sie spinać i płakać. Film od pierwszych sekund pokazuje, że poezją nie będzie próbował dorównywać nawet wspomnianemu "Macross Zero", a co dopiero monumentalnemu "Do you remember love?".
P.S Ale ending naprawdę przyprawia o melancholię. Najmocniejszy punkt Macross Frontier
Pozdrawiam
Daldow - 27.12.2007 1:42