Skąd takie zachwyty?...Na dzień dobry powitała mnie koszmarna animacja, podobna do tej, jaką zafundowano widzom w „Paradise Kiss”. Postacie stoją bez ruchu przez kilka-kilkanaście sekund chyba tylko po to, by rozciągnąć czas trwania odcinka do wymaganych 2X minut. Wszystkie ruchy wykonywane są w zwolnionym tempie, jakby bohaterowie parli pod prąd rzeki o wyjątkowo silnym nurcie – karykaturalnie wygląda to w scenach bójek… Z drugiej strony chara desing, choć niewyszukany, jest dość oryginalny; nie nastręcza trudności odróżnienie od siebie poszczególnych postaci. Może przetrwałabym seans, gdyby nie irytujące zachowania bohaterów.
Rozumiem już, co czuli niektórzy widzowie „Claymore” na widok Rakiego albo oglądający „Gankutsuou”, patrząc na Alberta (choć nie podzielam ich zdania)… Prawdopodobnie takie same uczucia wzbudzał we mnie Koyuki, główny bohater „Beck”. Chciałabym móc napisać, że to przewrażliwiony fajtłapa niespełna rozumu, ale to nie takie proste – był tak płaską postacią, że krzywdą dla, choćby, skomputeryzowanej Lain byłoby posądzać go o głębsze przemyślenia i przeżycia natury emocjonalnej… Jego zachowania wydały mi się zupełnie wyzute z realizmu, problemy zaś, choć realistyczne, zostały przedstawiony pusty, a przy tym nieco patetyczny sposób i wzbudzały tylko ironiczny uśmiech…
Nieznajomi chłopcy z radością się naparzają, Główny Bohater patrzy na to w napięciu, przerażony, choć reszta traktuje bójke z przymrużeniem oka, zbiera się w sobie, zaciska pięści, ach, zaraz, głęboki oddech, poczekajmy jeszcze pięć sekund, by dodać sytuacji dramatyzmu… I heroiczny krzyk „Przestańcie!”. Wszyscy zamierają, koleżanka patrzy na Głównego z bezbrzeżnym zdumieniem w oczach, zaciemnienie obrazu, koniec odcinka. Czemu ta scena, jak i wiele innych, miała służyć? ![[/ukryj]](images/backspoiler.gif)
Inne postacie także nie grzeszą głębią, a ich mniejsze lub większe problemy nie wzbudzały we mnie żadnych uczuć. Do pewnego momentu najciekawiej i najwiarygodniej zachowywał się antagonista Głównych, Eiri - ale może moje odczucia wynikają z faktu, że nie poświęcono tej postaci zbyt wiele czasu, w związku z czym zabrakło też chwil, w których można by ją ośmieszyć.
Za plus mogę uznać dobór seiyuu – głosy miłe dla ucha, dziewczęta nie przepalają głośników piskami ani niepotrzebnymi wrzaskami.
Zastanawia mnie, skąd Japończycy czerpali przekonanie, że zdanie nie brzmi po angielsku, dopóki nie okrasi się go kilkoma przekleństwami? ![[/ukryj]](images/backspoiler.gif)
Natomiast piosenki i melodie… Rzecz gustu, ale mimo całej sympatii, jaką darzę niemal wszystkie gatunki muzyki, w tych wypocinach nie mogłam znaleźć żadnego kawałka, który skora bym była uznać za oryginalny i wart przesłuchania więcej niż jeden, dwa razy. Głosy piosenkarzy, choć w animowym świecie sprawiały, że słuchacze robili z zachwytu wielkie oczy, były nijakie i z pewnością nie wybitne – trudno mi nawet stwierdzić, że dobre. Nigdy nie przewijałam openingu, ale tylko ze względu na kilka dość oryginalnych ujęć i wiarygodną animację ruchu ust; piosenka była poprawna, nic ponad to.
W moim odczuciu tylko częściowo jest to anime o powstawaniu zespołu muzycznego. „Beck” bliżej do serii opowiadającej o dojrzewaniu – ale w porównaniu z „H&C” albo „Nodame…” to tylko bure (także dosłownie, patrząc na kolorystykę) popłuczyny, na które szkoda mi było czasu. Można oczywiście stwierdzić, że to produkcja skierowana do grupy wiekowej 10-16 lat, ale dobra produkcja powinna się w moim odczuciu bronić także jako produkt dla starszego widza.
Perpette - 23.03.2008 15:02