Menu

 
 

Zaprzyjaźnione strony

 
Tanuki
Aleja Komiksu
Anime Heaven
Vegepic Anime
Dragon Ball Nao
Kage
VWORLD
GTW
Anime Dream
Rei Official Website
Japonia Dream
bleachHEART
Ghibli
Banzai!
Okaeri
 
 

Reklama

 
 

Komentowany artykuł

Jeśli na dzień dobry mamy scenę, w której matka zabija własne dziecko, po czym sama popełnia samobójstwo, spodziewać możemy się wszystkiego. Albo raczej – niczego więcej, bo co może dziać się dalej po tak bluźnierczym akcie, dokonanym dodatkowo na poświęconej ziemi w cieniu kościelnego ołtarza?
W tym krótkim wprowadzeniu od razu zderzamy się z zasadniczym problemem, jaki nastręcza obcowanie z „SoulTakerem”. Przynajmniej ja czułem się z lekka niepewnie, w pierwszych minutach przytłoczony tą nieomal grecką w swoim wymiarze tragedią, rozgrywającą się na moich oczach. Chcąc nie chcąc, automatycznie zacząłem przeskakiwać w bardziej ambitne rejony interpretacji, próbując chwycić, o co w tym wszystkim chodzi, jednocześnie mając dziwne wrażenie, że coś jest tu grubymi nićmi szyte.
No dobrze, ale po kolei.
Chłopak imieniem Kyōsuke nie urodził się pod szczęśliwą gwiazdą. Trudno się temu dziwić, zważywszy na powyższy passus o dość specyficznych relacjach z matką. Ojca nie zna w ogóle, ale może to i lepiej, dość bowiem rodzinnych zawodów. Nie zmienia to jednak faktu, że do skandalicznego dzieciobójstwa dochodzi i nasz bohater już w pierwszej scenie żegna się z nami na dobre. Pewnie uznałbym to za absolutnie genialne posunięcie fabularne, gdybym nie widział „Bulwaru Zachodzącego Słońca” B. Wildera z 1950 roku albo, pozostając w kręgu anime, chociażby zeszłorocznej produkcji „O dziewczynie skaczącej przez czas”. Więc z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że zaskoczony byłem tylko trochę. I słusznie. Gdyż oto w dalszym rozwoju fabuły, wskutek nagłych splotów wydarzeń, nie dane było Kyōsukemu poczuć smaku wieczności. Nad ciałem zamieniającego się we wspomnienie bohatera pojawia się niejaka Maya Misaki, rzekoma siostra Kyōsukego, która wyrywa zdezorientowanego bohatera z objęć jeszcze bardziej zdziwionej niż nasz bohater śmierci. I wszystko mogłoby skończyć się tym szczególnym happy endem, gdyby nie przedstawiciele Korporacji Kirihara, którzy przerywają sielankę, ceniąc sobie mocne wejścia – porywają siostrę ledwo żywego bohatera. Roztrzęsionego Kyōsukego bierze pod swoja opiekę tajemniczy Shirō Mibu, którego altruizm jest bliżej nieokreślonej proweniencji. Dlaczego pomaga chłopcu, jaki ma w tym cel? Nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że Shirō jest wielce wprawny w operowaniu różnego rodzaju bronią i sporo wie o siostrze Kyōsukego, Korporacji Kirihara oraz.... Szpitalu, kolejnej organizacji meldującej się na planie „SoulTakera”. Problem w tym, że dziewczynka wzbudza silne zainteresowanie zarówno Kirihary jak i Szpitala, a są to – niestety – śmiertelni antagoniści. Żeby tego było mało, okazuje się, że Kyōsuke w chwilach wielkiego wzburzenia potrafi zmienić się w siejącego spustoszenie mutanta, SoulTakera, a Maya okazuje się flickerem – widmowym klonem jego prawdziwej siostry Runy. Gdzie w takim razie jest Runa? I czy naprawdę istnieje?

Próbowałem w miarę przejrzyście nakreślić główną linię fabularną, posiłkując się dość lekkim tonem, bo z w przypadku „SoulTakera” żartów tak naprawdę nie ma (sic!). Jest to jak najbardziej poważna opowieść o bardzo ciężkim, onirycznym klimacie, rozgrywająca się w postapokaliptycznej scenerii. Jeśli miałbym szukać jakichś porównań, to jest to bardzo daleki kuzyn kultowej OAV „Vampire Princess Miyu”, lecz niestety tylko w atmosferze, jaką emanuje omawiana tutaj produkcja. Z resztą jest już zdecydowanie gorzej, poza oprawą wizualną serii, która z kolej ociera się o wybitność. Pod tym względem „SoulTaker” może stawać w szranki z najjaśniejszymi dokonaniami anime. Mamy tu bowiem podróż przez wszystkie klasyczne wzorce, jakie wypracował gatunek na przestrzeni lat, aż do ery powszechnego renderingu, z którego owoców – na szczęście – „SoulTaker” w ogóle nie korzysta. Sekwencje walk są tak dynamiczne i pomysłowe, że mogą wpędzić w kompleksy najlepsze produkcje studia Gainax, kadrowanie obrazu łamie „skostniałe” przyzwyczajenia odbiorcy, rozmiłowanego w obrazach typu „Dead Leaves”, zaś operowanie kolorem graniczy z szaleństwem i zasadza się na ciągłym szukaniu ryzykownych kontrastów. Widać, że pan Akiyuki Shinbo, reżyser tak obecnie chwalonego „Sayōnara Zetsubō-sensei”, nie od dzisiaj może pochwalić się „specyficznym” postrzeganiem rzeczywistości. Żeby jakoś przybliżyć ewentualnemu odbiorcy, chcącemu sprawdzić się w konfrontacji sam na sam z „SoulTakerem”, powiem tylko, że kluczem do interpretacji tego oryginalnego obrazu może być scena z pierwszego odcinka, w której zostaje rozbity kościelny witraż. Rozpada się on na tysiące kolorowych fragmentów, i tak też „SoulTaker” w sumie wygląda. Jedynym elementem plastycznym, który pozostawia po sobie średnie wrażenie, jest projekt postaci – dość sztampowy i nie wykraczający ponad poprawność. Ale to jedyny zauważalny feler tego oszałamiającego patchworku.

O oprawie muzycznej nie da się powiedzieć w przypadku „SoulTakera” zbyt wiele. Jest ona na tyle poprawna, że nie wyłamuje się z funkcji wiernego akcentowania co bardziej dramatycznych wydarzeń, jakie rozgrywają się na naszych oczach. Dla jednych będzie to zaletą, ponieważ muzyka w żadnym momencie nie odciąga od wartkiej akcji, dla innych może być to natomiast spory mankament, biorąc poprawkę na to, jak wysoki poziom prezentuje sobą wizualna strona produkcji. Na plus można natomiast zaliczyć opening, będący całkiem udaną trawestacją motywów space rocka, z dość rozbrajającym chórem żeńskim skandującym „SoulTaker!”. Ending jest z kolei, co ciekawe, dalekim echem spokojnych utworów takiego np. Stinga. I to też zdecydowanie trafne posunięcie, zważywszy na to, że film jest mocno klaustrofobiczny i serio serio. Łyk świeżego powietrza jest w tym przypadku niemal na wagę złota. Dźwięki towarzyszące licznym sekwencjom walk również pozostawiają po sobie pozytywne wrażenie.

Do kogo zatem przeznaczony jest „SoulTaker”? – wypada zadać sobie to pytanie, mając na względzie wszystkie poczynione tu do tej pory spostrzeżenia? Nie ukrywam – mam z tym niejaki problem, gdyż jest to bardzo nierówny i dość specyficzny twór. Z jednej strony grzechem byłoby zlekceważyć tę serię, w końcu, jako się rzekło, jest to wizualny majstersztyk, o czym przekonają się ci, których nie odstraszy fabularny chaos początkowych odcinków. Zacisnąwszy zęby, można czerpać bowiem niejaką satysfakcję z karkołomnej podróży poprzez roztrzaskane obrazy. Z drugiej strony, fabuła oscyluje w rejonach ledwo akceptowalnej poprawności, pomimo tego, że jest pokręcona jak włosy w wilgotny poranek. Peany pod adresem fabularnych aspektów dzieł pana Shinba zdają się dopiero nadchodzić wraz z „Sayōnara Zetsubō-sensei”. I dobrze, nie można mieć wszystkiego naraz.
P.S. Jeśli ktoś z was wysoko sobie ceni inną znaną produkcję Shinba, „Portret małej Cossette”, to śmiało, w „SoulTakerze” poczuje się jak w domu.

 

Napisz komentarz

 
Twój nick lub imię i nazwisko:



Temat komentarza:



Zamienił stryjek siekierkę na .....


Musisz odpowiedzieć na pytanie lub uzupełnić zdanie, pomożesz nam w ten sposób walczyć ze spamem.

:smile::kawaii::bgrin::polzart::cool::jezor::readman::ziew::sad::sceptyk::cry::bad::angry::zabije::cross::zmiesz::shock::niewzrusz::niepowiem::uhoh::azu:


 
 

Regulamin

 
Jeśli chcesz napisać komentarz, musisz przestrzegać pewnych zasad:
  • Komentarz musi dotyczyć opisywanego tytułu lub recenzji i musi być w miarę sensownie napisany (nic nie wnoszące jednolinijkowce lecą od razu do kosza).
  • Oceniamy tytuł lub recenzję, a nie recenzenta i komentujących.
  • Nie obrażamy użytkowników, recenzentów, ani twórców.
  • Nie używamy słów powszechnie uznanych za wulgarne lub obraźliwe.
  • Nie nadużywamy emoticon i piszemy czytelnie.
  • Zabronione jest zamieszczanie linków nie związanych z opisywanym tytułem lub recenzją.
  • Zabronione jest podawanie linków p2p umożliwiających ściąganie plików muzycznych, skanlacji lub fansubów.
  • Jeśli zdradzamy w komentarzu zdarzenia psujące oglądanie widzom nie znającym opisywanego tytułu (tzw. spoilery), należy ukryć je korzystając z przycisku "OZNACZ SPOILER".
  • Pamiętajmy, że komentarze mają służyć przede wszystkim jako pomoc w podjęciu decyzji przez ogół użytkowników, czy warto po opisywany tytuł sięgnąć. Dogłębne dyskusje i analizy powinny znaleźć się na forum dyskusyjnym.
  • Redakcja ma prawo poprawić komentarze, w których jedna z powyższych zasad została złamana.
  • Redakcja ma prawo usunąć komentarz, który nie dotyczy opisywanego tytułu, recenzji lub innego komentarza.
  • Moderacja bezdyskusyjnie będzie usuwać komentarze dotyczące kwestii odmiany japońskich nazw własnych.
Dodając komentarz akceptujesz automatycznie powyższe zasady.
Jeśli uznasz, że Twój tekst został potraktowany ostrzej, niż wynika to z wymienionych zasad, prosimy zgłosić ten fakt na forum.
 
Start
 »
Redakcja
,
FAQ
,
Zaprzyjaźnione strony
,
Wymiana bannerów

Anime
 »
Recenzje
,
Zajawki
,
Tytuły
,
Postacie
,
Seiyū
,
Twórcy
,
Studia
Słowniczek
 »
Katalog
,
Indeks

Artykuły
Forum
Galeria
Kino azjatyckie
 »
Recenzje
,
Tytuły
,
Aktorzy
,
Twórcy

Linkownia
 »
Katalog
,
Lista
,
Kategorie
,
Typy witryn