Menu

 

Zaprzyjaźnione strony

 

Reklama

 

Komentowany artykuł

Co ma zrobić ta marność, recenzent, który jest świadom tego, że obejrzane przez niego dziełko jest, mówiąc delikatnie, dość niskich lotów, a jemu się akurat podobało? Wbrew pozorom ma przed sobą ogromny wybór, co mógłby z tym fantem zrobić. Najłatwiej byłoby nie pozostawić na nim suchej nitki, bo argumentów, na dodatek solidnych, znajdzie w bród. Może też wychwalić pod niebiosa, rzucając samymi ogólnikami – fan dziełka będzie zadowolony, że oto wredny recenzent też czasem się z nim zgadza. Ten recenzent uważa jednak, że powinien być obiektywny – wybrał fatalnie. Oto czwarta wersja jego recenzji...

„ef” jest adaptacją dwuczęściowej gry erotycznej firmy Minori, przypominającą takie tytuły jak „Air” czy „Kanon”. Jest jednak jedną z pierwszych adaptacji visual novels, w której zastosowano ciekawsze środki artystyczne, co w połączeniu z kilkoma niezłymi pomysłami sprawia wrażenie czegoś nowego i świeżego. Postaram się napisać, jak to się ma do rzeczywistości.

Hiro Hirono jest licealistą, który już w tak młodym wieku jest zawodowym mangaką. Z powodu trudnych do dotrzymania terminów wydawniczych często jest nieobecny w szkole, za co grozi mu pozostanie w tej samej klasie na następny rok. Bardzo martwi to jego przyjaciółkę z dzieciństwa, Kei Shindō, która co rano budzi go i próbuje siłą wyciągnąć do szkoły. Obawia się jednak złego wpływu jego nowej koleżanki, Miyako Miyamury, która ma w szkole bardzo złą reputację, głównie właśnie z powodu opuszczania lekcji.
W tym samym mieście mieszka Renji Asō, inny licealista, który obecnie zastanawia się nad wyborem tego, co chciałby robić zawodowo. Bardzo lubi czytać i dlatego myśli o zostaniu pisarzem. Zawsze ma ze sobą jakąś książkę i poszukuje cichych miejsc, w których mógłby spokojnie poczytać. Pewnego razu trafia na opuszczoną stację kolejową, gdzie samotnie siedzi na ławce smutna dziewczyna z opaską na oku. Przedstawia się jako Chihiro Shindō i nieśmiało zapytuje Renjiego, czy chciałby zostać jej przyjacielem, na co chłopak chętnie przystaje i obiecuje codziennie się z nią spotykać.

Wszyscy zapewne przypuszczają, jak potoczą się te historie. W pierwszej opowieści mamy do czynienia z dość zwyczajnym trójkątem miłosnym, w drugiej zaś widz już od początku może spodziewać się sporej dawki dramatyzmu. W tym jednak wypadku mamy do czynienia z dobrym pomysłem. Chihiro ma bardzo smutną przypadłość, która wzruszyłaby nawet osobę o sercu z kamienia. Nie ma innej rady, jak tylko wczuć się w jej los i poczuć, jak bardzo ją skrzywdził. Jednak na tym nie koniec. Pomysł ten wspomagają scenarzyści, którzy nie tylko wkładają w usta bohaterów banalne kwestie o przyjaźni, miłości, samotności i tragizmie życia, ale umieją także pokazać sceny, które swą metaforycznością wzbudzić mogą w widzu bardzo intensywne emocje. Nie musimy się więc wstydzić łez, które czasami same cisną się do oczu.

Historia z trójkątem miłosnym jest już całkiem zwyczajna. Tu jednak pomaga niezwykła kreatywność studia Shaft, które od dawna bawi się formą w produkowanych przez siebie anime. Opowieść ta byłaby niczym ciekawym bez wstrząsającej sceny z serią rozmów telefonicznych, w której obraz jest przynajmniej tak ważny, jak dźwięk. Scena ta, trwająca kilka minut, powoduje całkowitą zmianę poglądu widza na ten serial. Jeśli do tej pory uśmiechał się z politowaniem nad tandetnymi pomysłami twórców, po tej scenie złapie się na tym, że właśnie przestał to robić i natychmiast ze zniecierpliwieniem sięga po kolejny odcinek. To chyba dobrze obrazuje, jak bardzo wstrząsająca musiała być ta scena.

Niestety kolejne sceny tego wątku szybko sprowadzają widza na ziemię. Powraca banał, a nawet telenowelowe chwyty. Nie to jednak jest w tym serialu istotne. Jego siłą jest to, że jest na tyle wiarygodny, aby kupił go nawet widz wiedzący, iż twórcy poprzez tanie chwyty, dążą do wywołania u niego mocnego wzruszenia. Wiedząc nawet o tej manipulacji, trudno nie poddać się urokowi tego serialu, choć sprawczyniami tego są zaledwie dwie sceny...

Bohaterowie, jak w wielu innych adaptacjach eroge, są stereotypowi. Można choćby wymienić tu archetyp rannej dziewczynki, który, co zabawne, wyśmiewany jest w innym równolegle emitowanym serialu Shaftu. Ale to nie jest bynajmniej zarzut dla opisywanej produkcji, gdyż dla amatora anime na podstawie visual novels nie ma to większego znaczenia.
Należy jeszcze odnieść się do pomysłu zastosowania kilku protagonistów zamiast jednego, jak do tej pory bywało w takich adaptacjach. W oryginalnej grze mamy czterech protagonistów, którym przypisane są konkretne bohaterki i cztery, w zasadzie odrębne, historyjki. Z nich odbiorcy anime dostali trzy, choć ta trzecia nie została w moim przekonaniu dokończona i nie poświęcono jej tyle czasu, co dwóm głównym. Prawdę mówiąc, nie dziwi mnie to. Była kiepska...

Duże uznanie należy się Shaftowi za formalne urozmaicenie serialu, widoczne niemal na każdym kroku. Nie jest to może wybitnie twórcze urozmaicenie, ale ze względu na pewną cechę tego anime, było dla niego zbawienne. „ef” opiera się prawie wyłącznie na dialogach, prowadzonych w formie spokojnych rozmów. Gdyby zabrać obraz, prawdopodobnie nie stracilibyśmy nic z treści. Właściwie taka jest domena visual novels: dużo tekstu na tle ładnych, ale nieruchomych obrazków. W anime takie coś nie może mieć miejsca, tu potrzebny jest ruch, jakieś zmiany. Adaptatorzy udowodnili, że można zrobić ciekawy obraz z nieruchomej grafiki. Mamy więc sporą gamę stylów graficznych, jak i mnóstwo pomysłów na sceny i ujęcia. Są rysunki pozbawione koloru lub nawet samego wypełnienia. Innym razem postaci towarzyszy ciemna, jakby maźnięta poświata konturu. Czasami widzimy sam kształt postaci wypełniony tłem. Twórcy posiłkują się także digitalizacją zdjęć o zdegradowanej szczegółowości. Jeśli ktoś oglądał inne anime Shaftu, ten wie, o jakich technikach piszę. Nie znaczy to oczywiście, że w „ef” jest jakaś dziwaczna grafika. Są to urozmaicenia delikatne, o miłej dla oka estetyce, nie utrudniające w żaden sposób odbioru.

Oczywiście w anime tym dominuje rysunek i kolorystyka zupełnie konwencjonalna. Zaskakująca jest tu jej jakość, co dla Shaftu nigdy nie stanowiło elementu bardzo istotnego. Podejrzewam, że wymusiła to nieprzeciętna jakość grafiki w grze. Mamy przepiękne tła, bardzo ładnie narysowane i zanimowane postacie. Wszystko w cukierkowej kolorystyce, która jednak bardzo pasuje temu serialowi. Mówiąc krótko, wykonaniem graficznym anime to w niczym nie ustępuje produkcjom studia Kyoto Animation, a z pewnością przewyższa je pomysłowością. Denerwować może jedynie renderowane ruchome niebo, które pojawia się co jakiś czas. Jest zbyt płynne i nienaturalne, co wyraźnie odcina je od innych elementów obrazu.

Nie pozostawiono również przypadkowi kwestii muzyki. Tak się szczęśliwie składa, że kompozytorem w Minori jest znany ze współpracy z Makotem Shinkaiem (także należącym do tej grupy) Tenmon. W filmach Shinkaia niejednokrotnie potrafił chwycić za serce, co czyni i tutaj. Muzyka w „ef” chyba lepiej dobrana być nie mogła. Jest bardzo skromna i delikatna, dominuje w niej fortepian, czasem towarzyszą skrzypce. Wprawia w nastrój odpowiedni do chwili – Tenmon jest po prostu do tego stworzony i powinien częściej ozdabiać adaptacje visual novels.
Twórcy nie zaniedbali nawet kwestii seiyū, która w anime opartym głównie na dialogach była bardzo ważna. Bohaterki „ef” mają idealnie dopasowane głosy, choć to znowu zasługa Minori, bowiem zatrudniono tu oryginalny cast gry.

Pora na krótkie podsumowanie. Jeśli tylko widz lubi wzruszać się przed ekranem i są mu obojętne środki, jakie zastosowano w tym celu, serial ten absolutnie musi zobaczyć. Jeśli lubisz, drogi czytelniku, takie seriale jak „Kanon” czy „Air”, możesz „ef” brać w ciemno. Nie oczekuj jednak dzieła wybitnego.

 

Napisz komentarz

Twój nick lub imię i nazwisko:



Temat komentarza:



Zna się jak kura na .......


Musisz odpowiedzieć na pytanie lub uzupełnić zdanie, pomożesz nam w ten sposób walczyć ze spamem.

:smile::kawaii::bgrin::polzart::cool::jezor::readman::ziew::sad::sceptyk::cry::bad::angry::zabije::cross::zmiesz::shock::niewzrusz::niepowiem::uhoh::azu:


 

Regulamin

 
Jeśli chcesz napisać komentarz, musisz przestrzegać pewnych zasad:
  • Komentarz musi dotyczyć opisywanego tytułu lub recenzji i musi być w miarę sensownie napisany (nic nie wnoszące jednolinijkowce lecą od razu do kosza).
  • Oceniamy tytuł lub recenzję, a nie recenzenta i komentujących.
  • Nie obrażamy użytkowników, recenzentów, ani twórców.
  • Nie używamy słów powszechnie uznanych za wulgarne lub obraźliwe.
  • Nie nadużywamy emoticon i piszemy czytelnie.
  • Zabronione jest zamieszczanie linków nie związanych z opisywanym tytułem lub recenzją.
  • Zabronione jest podawanie linków p2p umożliwiających ściąganie plików muzycznych, skanlacji lub fansubów.
  • Jeśli zdradzamy w komentarzu zdarzenia psujące oglądanie widzom nie znającym opisywanego tytułu (tzw. spoilery), należy ukryć je korzystając z przycisku "OZNACZ SPOILER".
  • Pamiętajmy, że komentarze mają służyć przede wszystkim jako pomoc w podjęciu decyzji przez ogół użytkowników, czy warto po opisywany tytuł sięgnąć. Dogłębne dyskusje i analizy powinny znaleźć się na forum dyskusyjnym.
  • Redakcja ma prawo poprawić komentarze, w których jedna z powyższych zasad została złamana.
  • Redakcja ma prawo usunąć komentarz, który nie dotyczy opisywanego tytułu, recenzji lub innego komentarza.
  • Moderacja bezdyskusyjnie będzie usuwać komentarze dotyczące kwestii odmiany japońskich nazw własnych.
Dodając komentarz akceptujesz automatycznie powyższe zasady.
Jeśli uznasz, że Twój tekst został potraktowany ostrzej, niż wynika to z wymienionych zasad, prosimy zgłosić ten fakt na forum.
Start
 »
Redakcja
,
FAQ
,
Zaprzyjaźnione strony
,
Wymiana bannerów

Anime
 »
Recenzje
,
Zajawki
,
Tytuły
,
Postacie
,
Seiyū
,
Twórcy
,
Studia
Słowniczek
 »
Katalog
,
Indeks

Artykuły
Forum
Galeria
Kino azjatyckie
 »
Recenzje
,
Tytuły
,
Aktorzy
,
Twórcy

Linkownia
 »
Katalog
,
Lista
,
Kategorie
,
Typy witryn