Wspaniałe arcydzieło!
Ten film to arcydzieło. Widziałem już SETKI serii anime oraz filmów pełnometrażowych, a zaledwie tylko kilka z nich zrobiło na mnie takie wrażenie. Kocham tego autora za kreskę i klimat. Czekam z neicierpliwością na kolejne dzieło w jego wykonaniu...
FranzKafka - 15.10.2007 14:29
Odp: Wspaniałe arcydzieło!
FranzKafka napisał(a): Ten film to arcydzieło.
I cóż można odpowiedzieć na tak kategoryczne stwierdzenie? Chyba tylko to, by Autor komentarza ochłonął i dał "Byōsoku 5 Centimeter" szansę na to, by film mógł stać się faktycznie owym arcydziełem. Albo nie. Czas bowiem prawie zawsze bezbłędnie weryfikuje tego typu "gorące" opinie. Ja rozumiem pod pojęciem "arcydzieła" wytwór artystyczny, który: a) w sposób genialny daje syntezę czasu w którym powstał, jednocześnie go przekraczając, dzięki czemu staje się uniwersalnym opisem ludzkiej egzystencji, b) rewolucjonizuje środki przy użyciu których został stworzony, c) jednocześnie stanowi kulminację gatunku w jakim powstał i jest jego błyskotliwym podsumowaniem. Jeśli przyłożyć jakąkolwiek z tych wytycznych do "Byōsoku 5 Centimeter", okaże się, że z tą "arcydzielnością" filmowi nie za bardzo po drodze. Nawet tak wychwalana przez Ciebie, oraz przez ogromną rzeszę admiratorów Shinkaia, sprawność warsztatowa jest imponująca tylko w sposób odtwórczy a nie rewolucjonizujący gatunek. Co najwyżej można o plastycznej stronie filmu powiedzieć, że jest "piękna", ale nic ponad to. Nie ma w niej bowiem absolutnie niczego, czego byśmy już wcześniej w anime nie widzieli, często w o wiele ciekawszym wydaniu.
W swojej recenzji starałem się być bardzo przychylny wobec "Byōsoku 5 Centimeter", na przykład milczeniem pomijając fakt, że spora część scenografii jakimi jesteśmy w filmie raczeni, jest brutalnie mówiąc - kiczowata - szczególnie pod względem kolorystyki. W jednej scenie "Mind Game" jest więcej "genialności" niż we wszystkich dotychczasowych dokonaniach Shinkaia. Na koniec - nie chciałbym być źle zrozumiany. Oczywiście, fajnie, że jest ktoś taki jak Makoto Shinkai, człowiek który próbuje szukać w anime własnego, oryginalnego tonu, ale z ogłaszaniem go Mistrzem to bym jeszcze poczekał. W przypadku arcydzieł czas nie odgrywa przecież żadnej roli.
el doctore - 15.10.2007 17:07
Odp: Wspaniałe arcydzieło!
Hmmm, ale czas jednocześnie dodaje trochę wartości sentymentalnej każdemu dziełu, co także może w dużym stopniu doprowadzić do nadmiernego podwyższenia jego wartości... Hmmmm, opinie nigdy nie będą obiektywne =)
FranzKafka - 15.10.2007 22:10
Odp: Wspaniałe arcydzieło!
Arcydzieło to także niezapomniane wspomnienia, niezatarte wrażenie i magia ...to wszytsko znajduję w dziele pana Makoto "5 cm per second" dlatego stwierdzam iż jest genialne

Kasandra - 20.11.2008 21:23
Dobra recenzja
Recenzja jest podwójnie dobra. Raz, wyłamuje się z kompozycji większości recenzji anime czyli fabuła, kreska, muzyka, podsumowanie. Nie mówię oczywiście o Azunime, bo wszystkie recenzje są tu napisane profesjonalnie, ale akurat te twojego autorstwa jakoś pozytywnie zapamiętałem.
Dwa, nie ulegasz egzaltacji, o co całkiem ciężko, bo fani Makoto Shinkaia są ostatnio w ofensywie.
Mnie w filmie zabrakło trochę realizmu, że tak powiem technicznego. Nie wiem czy warto się go doszukiwać w takim w gruncie rzeczy lirycznym dziele, ale szczególnie w pierwszym epizodzie mnie to raziło. Wyglądało to trochę jak z XIX wieku. Listy, opóźnienia pociągów... Trudno pokazać dystans między ludźmi w erze internetu, telefonów, szybkiego transportu. W dzisiejszym świecie dojazd do pracy zabiera ludziom tyle czasu, ile dzieliło tego chłopca i dziewczynę. Ten aspekt w "Byōsoku" wyglądał dla mnie trochę fałszywie.
Świetnie zauważyłeś, że życie w filmie podporządkowane jest melancholii, tutaj też zabrakło mi realizmu, teraz tego życiowego. Szczepan Twardoch (nb. fajny pisarz fantastyczny ;)) w przedostatnim numerze "Frondy" utożsamia dzieła postmodernistyczne ze stanami acedii i twierdzi, że jako takie są artystycznie niewydolne. Oczywiście można dyskutować na ile postmodernistyczny, i czy w ogóle, jest Shinkai, ale nie jest to najważniejsze. W każdym razie, myślę, że stwierdzenie Twardocha można jakoś zastosować do "Byōsoku".
Odnośnie grafiki, znowu pada z twojej strony przenikliwe stwierdzenie, że jest odtwórcza. Faktycznie, jest przepiękna, ale na dobrą sprawę od zwykłych anime różni się tylko stopniem dopracowania. Tak, "Mind Game" to nie jest. Również najnowsze miniaturki Studia 4°C (Amazing Nuts!, a zwłaszcza Kung-fu love, polecam wszystkim) dowodzą, że to oni są pionierami japońskiej animacji.
Nie zmienia to wszystko faktu, iż "Byōsoku" jest dziełem odznaczającym się w zalewie mało ciekawych komercyjnych produkcji (rzecz jasna, nie wszystkie tytuły na Zachód docierają, więc trudno tak arbitralnie oceniać). Pozdrawiam.
Odp: Dobra recenzja
Xian napisał(a): Wyglądało to trochę jak z XIX wieku. Listy, opóźnienia pociągów...(...) Ten aspekt w "Byōsoku" wyglądał dla mnie trochę fałszywie.
A to tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że Shinkai nie ma przekonywającego pomysłu na swoje kino. Wygląda to tak, jakby strzelał na oślep, mając gdzieś z tyłu głowy mgliste wyobrażenie, co by chciał powiedzieć. A nuż w coś da się utrafić. I faktycznie, czasem tak jest: motyw z sondą w drugim epizodzie jest całkiem zgrabny.
Xian napisał(a): Szczepan Twardoch (nb. fajny pisarz fantastyczny ;)) w przedostatnim numerze "Frondy" utożsamia dzieła postmodernistyczne ze stanami acedii i twierdzi, że jako takie są artystycznie niewydolne
Znam ten tekst z "Frondy", i w przypadku Shinkaia ma on o tyle uzasadnienie, że acedia w "Byōsoku" też daje jałowe rezultaty, ale wiadomo że we "Frondzie" to jest w kontekście chrześcijaństwa rozpatrywane - nie wiem, jak rzecz ma się z Shinakiem. Chociaż punkt dojścia jest ten sam, jak słusznie zauważasz za Twardochem: "artystycznie niewydolny"
Xian napisał(a): Również najnowsze miniaturki Studia 4°C (Amazing Nuts!, a zwłaszcza Kung-fu love, polecam wszystkim) dowodzą, że to oni są pionierami japońskiej animacji.
. I tu - pełna zgoda. Niedługo na Azunime pojawi się recenzja "Trava - Fist Planet", OAV z okolic Studia 4'' C, które już na starcie zostawia daleko w tyle wątpliwą "genialność" "Byōsoku" . Pozdrawiam
el doctore - 15.10.2007 22:33
Jak zwykle Makoto Shinkai świetny
Pan Makoto Shinkai staję się chyba powoli moim ulubionym reżyserem anime. Jego produkcje mają w sobie wiele uroku. Chylę czoło przed tym panem. Prawdziwy artysta. Wystarczy wspomnieć: Kumo no mukō (Beyond the Clouds)!, Hoshi no koe (Voices of a Distant Star).
Jeszcze nie oglądałem tej produkcji ale nie mam wątpliwości, że warto.
PawelGIX - 9.11.2007 12:30
Jednak Arcydzieło
Cóż - ja jednak przyczynię się do opinii iż film ten jest arcydziełem. Nie mogę zaprzeczyć pewnym uwagą zawartym w recenzji, ale z częścią mogę polemizować. Czasami miałem też wrażenie że autor recenzji nie zrozumiał przesłania i opisuje całkiem inne dzieło.
Ale po kolei
A jednak powstrzymuję się od nazywania twórcy „Byōsoku 5 centimeter” wielkim twórcą, gdyż „na zimno” oceniając kolejne efektowne kadry omawianego tytułu, widać aż nadto, że nie jest to animacja, która poniesie gatunek w całkiem nowe rejony. Hiperrealistycznej kresce Shinkaia brak oryginalności; jest ona piękna odtwórczo, ale nie ma w sobie siły mogącej zarażać inspiracją, jak chociażby miało to miejsce w przypadku „Mind Game”.
Mam wrażenie, że recenzent dzieli animacje tylko na „Mind Game” i całą resztę. To prawda że Studio 4C potrafi czynić z obrazem cuda niewidy - lecz co jest złego w pięknie w czystej formie? Shinkai zachwyca i tutaj nie ma wątpliwości - w historii sztuki było wiele dzieł które nie były prekursorami nowych idei czy nowych trendów gatunkowych - ale nikt nie odmawiał im wielkości. Choćby pierwszy z brzegu - Sandro Botticelli - malarz któremu zarzucano zastój w technice a nawet wzbranianiem się przed nowymi formami sztuki. Nie dbał o nowe "techniki" malarskie jak cieniowanie, harmonie światła czy perspektyw (dzisiaj to standardy) ale jego sztuka zachwyca do dzisiaj. Shinkai to nie Botticelli - ale on również nie dba o odkrywanie nowych form obrazu - ale jest doskonały w tym co robi. Shinkai nie zaraża inspiracją? Recenzent nie wie o czym mówi! Czy kiedykolwiek tworzył cokolwiek że ma prawo o tym mówić?! Ja sam poczynam delikatne kroki w stronę animacji i Shinkaia zainspirował mnie o wiele bardziej niż studio 4C - po obejrzeniu jego działa rzuciłem się jak szalony do photoshopa

Chcę go naśladować i zapewne tysiące osób na świecie - czy to mało?
Ten film, imponując przepychem wizualnym, jest zarazem dramatycznie ubogi pod względem treści. Mogą się zżymać jego zwolennicy, ale prawda wygląda tak, że Makoto Shinkai nie potrafi opowiadać ciekawych historii.
I tak i nie. Nie mam prawa oceniać odczuć innych ale ja obejrzałem film i zdziwiłem się, że tak szybko się skończył. Historia tak mnie urzekła, że włączyłem sobie film po raz drugi. I to nie dlatego że była nudno. Oj nie. I nie zrobiłem tego dla wizualnej otoczki.
ani dać mu szansę na to, by polubił bohaterów filmu
Pierwszym razem też tak pomyślałem, ale później odkryłem, że dla opowiedzenia tej historii nie ma to tak naprawdę większego znaczenia. Autor nie opowiada historii konkretnych ludzi, on raczej opowiada pewną historię dla której bohaterowie są wypełnieniem.
O co bowiem w „Bōusoku 5 centimeter” chodzi? Mamy tu stale powracające w twórczości Shinkaia motywy i tematy: nietrwała natura związków międzyludzkich, którym na drodze staje – co paradoksalne – piękno natury. (...)
Ech, albo jestem inny, albo sam nie wiem co - ale o TO na pewno w tym filmie nie chodzi. Jest to jeden z problemów, poruszony przede wszystkim w rozdziale pierwszym, ale sednem opowieści nie jest. I choćby mnie torturowali i bili, nie zmienię zdania. Zdaję sobie sprawę, że recenzent zaznaczył to jako jeden z ważniejszych aspektów fabuły jak, ale czepiam się, gdyż nie podał najważniejszego. A może to dlatego, że odebrałby tym samym radość z odkrywania tego samemu? Więc już więcej tego nie drążę.
Inna rzecz którą recenzent zauważył- wszechobecna melancholia. Myślę że to też kwestia gustu, czy też może odpowiedniego nastawienia. Po obejrzeniu "Ona i jej kot" oraz "Voices of distant star" oczekiwałem czegoś w tym właśnie klimacie. I nie zawiodłem się. To był cudowny odpoczynek po kilku dziesiątkach gwarnych anime pełnych akcji, humoru i niebagatelnego tempa. Mi zupełnie nie przeszkadzała taka spokojna wręcz wlecząca się forma opowieści.
Ciągle tylko sprzeczam się( w cudzysłowie) z recenzentem, ale nie mogę zaprzeczyć mu brak racji w niektórych kwestiach. Może nazwanie bohaterów marionetkami bez wyrazu jest zbyt dosadne ale ma w sobie wiele prawdy. Pomimo najszczerszych chęci nie potrafiłem utożsamić się z żadną z postaci, czy choćby specjalnie polubić. Jak to lubił mawiać mój profesor - bohaterowie byli niemi. Wyżej pisałem, że nie ma to tak wielkiego wpływu na odbiór przesłania z którym twórca się do nas zwraca. Ale gdybyśmy mogli lepiej poznać postacie i bardziej wczuć się w nie, produkcja ta mogłaby tylko na tym zyskać.
Ale nie zgodzę się że historia jest banalna. Ja za pierwszym razem nie pojąłem pełnej wizji jaką pragną przekazać mi autor a wcale za głupiego się nie uważam. Jest to raczej głębsza historia utkana przez pozornie błahe opowieści, które dopiero złączone w całość potrafią ukazać swoją moc. Tutaj zwracam honor recenzencie -Shinkaia jest autorem trudnym i jak ktoś napisał w jednym z komentarzy - często mija się z widzem. Oglądąc wszystkie dzieła tego twórcy, można zauważyć pewne problemy Shinkaia z przekazem swej myśli widzowi. Czasami trzeba usiąść i pomyśleć co tak naprawdę autor chciał nam powiedzieć. Lecz wada ta nie powinna przekreślać jego dzieł. Wymaga jednak od nas wymuszonego przez reżysera spojrzenia na jego twórczość. Inaczej możemy wiele stracić.
Nic nie jest bez wad, ta pozycja także. Ale dla mnie jest arcydziełem, choć to ocena subiektywna. Być może nie mam prawa do wyrażania takiej opinii ale w takim wypadku kto decyduje czy coś jest arcydziełem czy nie? Powyższy post nie jest recenzją. Raczej dyskusją :P Bo gdybym zaczął rozpisywać się nad Byōsoku 5 centimeter powstała by aż nadto obszerna recenzja, w której najprawdopodobniej nie potrafiłbym zdobyć się na obiektywizm

zachariasz - 6.03.2008 1:14
Odp: Jednak Arcydzieło
zachariasz napisał(a): Cóż - ja jednak przyczynię się do opinii iż film ten jest arcydziełem.
Tak, całą swoją wypowiedź oparłeś na tej tezie. Teraz zobaczmy, jakie masz argumenty na potwierdzenie owego zdania.
zachariasz napisał(a): Shinkai to nie Botticelli - ale on również nie dba o odkrywanie nowych form obrazu - ale jest doskonały w tym co robi.
Czy ja przypadkiem tego właśnie nie napisałem w recenzji? Dokładnie:
el doc napisał(a): oceniając kolejne efektowne kadry omawianego tytułu, widać aż nadto, że nie jest to animacja, która poniesie gatunek w całkiem nowe rejony. Hiperrealistycznej kresce Shinkaia brak oryginalności; jest ona piękna odtwórczo
Reszta to już kwestia smaku, jak mawiał Poeta. Nie mam nic przeciwko perfekcji warsztatowej, jednak słysząc ciągle opinie o tym, jaki to Shinkai genialny - po prostu się z tym nie zgadzam. Dlaczego? Jest o tym w recenzji. Ale w skrócie - dla mnie dzieło wybitne
MUSI przekraczać ramy konwencji i już. W innym wypadku mielibyśmy same genialne dzieła, bo prac perfekcyjnych warsztatowo jest dużo więcej. W czym bowiem lepsze jest niby Byōsoku 5 centimeter od Toki wo Kakeru Shojo? Moim zdaniem - w niczym. Oba tytuły są więc genialne? Nie sądzę, a nawet powiem, że Toki wo Kakeru Shojo jest opowieścią o wiele lepiej skonstruowaną i zajmującą. Poza tym - jednak nie mieszajmy porządków i nie porównujmy animacji do malarstwa, bo to są dwie różne rzeczywistości. Nikt dziełu sztuki malarskiej nie będzie robić zarzutu, że jest, na przykład, pozbawione intrygi.
zachariasz napisał(a): Czy kiedykolwiek tworzył cokolwiek że ma prawo o tym mówić?!
Tak się składa, że i owszem.

Ale co to ma do rzeczy?
zachariasz napisał(a): Historia tak mnie urzekła, że włączyłem sobie film po raz drugi. I to nie dlatego że była nudno. Oj nie. I nie zrobiłem tego dla wizualnej otoczki.
Więc co Cię tak urzekło w tej historii, bo w całej Twojej wypowiedzi
nie ma ani jednego słowa o tym, o czym jest Byōsoku 5 centimeter. Ja starałem odpowiedzieć na to pytanie. Więc?
zachariasz napisał(a): Ech, albo jestem inny, albo sam nie wiem co - ale o TO na pewno w tym filmie nie chodzi.
Więc o co, że pozwolę sobie powtórzyć dręczące mnie pytanie?
zachariasz napisał(a): recenzent zaznaczył to jako jeden z ważniejszych aspektów fabuły jak, ale czepiam się, gdyż nie podał najważniejszego
Będę monotonny - o jaki aspekt fabuły Ci chodzi, bo nadal nie jestem w stanie zgadnąć? Czy to jest coś aż tak oczywistego, że nie warto nawet o tym wspomnieć słowem?
zachariasz napisał(a): Inna rzecz którą recenzent zauważył- wszechobecna melancholia. Myślę że to też kwestia gustu, czy też może odpowiedniego nastawienia. Mi zupełnie nie przeszkadzała taka spokojna wręcz wlecząca się forma opowieści.
Ależ mi to nie przeszkadza. Ba, lubię melancholijne tony, pod warunkiem, że brzmią one w odpowiednim miejscu i czasie. Nie cierpię jednak, gdy są one dozowane "z automatu", dla zasady, jak w filmie Shinkaia. Jak natomiast przejmująco może działać w animacji melancholia (na wielu poziomach odbioru), widać doskonale w "Yokohama Kaidashi Kikou" albo, w inny sposób, w "Millennium Actress".
zachariasz napisał(a): Ale gdybyśmy mogli lepiej poznać postacie i bardziej wczuć się w nie, produkcja ta mogłaby tylko na tym zyskać
A dlaczego pisać: "gdybyśmy mogli"? Mamy tyle, ile reżyser zaplanował nam dać i już. I na podstawie tego powinien być film oceniany. "Co by było, gdyby...". Byłby to inny film, po prostu.
zachariasz napisał(a): Jest to raczej głębsza historia utkana przez pozornie błahe opowieści, które dopiero złączone w całość potrafią ukazać swoją moc
Będę nieznośny i zapytam po raz kolejny. Jaka to historia? Bo z Twoich sugestii wynika, że omija mnie coś wspaniałego.
zachariasz napisał(a): Tutaj zwracam honor recenzencie -Shinkaia jest autorem trudnym i jak ktoś napisał w jednym z komentarzy - często mija się z widzem
Nigdzie nie napisałem, że Shinkai to twórca trudny. Chyba, że w kontekście rozmijania się z widzem. Tylko czy jest to powód do dumy?
zachariasz napisał(a): Oglądąc wszystkie dzieła tego twórcy, można zauważyć pewne problemy Shinkaia z przekazem swej myśli widzowi
Aha, czyli jednak wina leży po stronie twórcy. Czy w związku z tym sugerujesz, że Shinkai nie panuje nad "genialną" formą? Jeśli tak, to co jeszcze pozostaje "genialnego" w Byōsoku 5 centimeter? Fabuła? Nadal jednak nie wiem czego w niej nie dostrzegłem, więc póki co, fabuła nie jest tu argumentem.
zachariasz napisał(a): Nic nie jest bez wad, ta pozycja także
Słusznie.
zachariasz napisał(a): Ale dla mnie jest arcydziełem, choć to ocena subiektywna
I tu racja - ale tylko z drugą częścią powyższego zdania.
Pozdrawiam
Odp: Jednak Arcydzieło
Reszta to już kwestia smaku, jak mawiał Poeta. Nie mam nic przeciwko perfekcji warsztatowej, jednak słysząc ciągle opinie o tym, jaki to Shinkai genialny - po prostu się z tym nie zgadzam. Dlaczego? Jest o tym w recenzji. Ale w skrócie - dla mnie dzieło wybitne MUSI przekraczać ramy konwencji i już.
zachariasz - 6.03.2008 10:43
Odp: Jednak Arcydzieło
Ups, przepraszam za ten nieudany post najpierw, skasujcie go jakoś czy co :/ Wysłał mi się przez przypadek
el doc napisał(a): Reszta to już kwestia smaku, jak mawiał Poeta. Nie mam nic przeciwko perfekcji warsztatowej, jednak słysząc ciągle opinie o tym, jaki to Shinkai genialny - po prostu się z tym nie zgadzam. Dlaczego? Jest o tym w recenzji. Ale w skrócie - dla mnie dzieło wybitne MUSI przekraczać ramy konwencji i już.
- No właśnie, tutaj jest ten zgrzyt między naszymi spojrzeniami. Dla mnie dzieło wybite nie musi wychodzić poza ramy konwencji, jeśli potrafi nam to zadośćuczynić. Ale wszystko obija się o subiektywność.
el doc napisał(a): zachariasz napisał(a): Czy kiedykolwiek tworzył cokolwiek że ma prawo o tym mówić?!
Tak się składa, że i owszem.

Ale co to ma do rzeczy?
Niby nie ma - zainspirować film może każdego i do wielu rzeczy, ale tutaj była mowa o samej inspiracji grafiką. Pisałeś w recenzji że ona nie inspiruje kiedy właśnie inspiruje. Dlatego nabrałem podejrzeń że być może kogoś kto nie ma do czynienia z formami plastycznymi, dzieło Shinkaia nie porusza w tym względzie. Znów posłużę się moim ulubionym Botticelli - on również, choć nie wyszedł poza ramy konwencji został uznany za geniusza i znalazł wielu naśladowców.
el doc napisał(a): Więc co Cię tak urzekło w tej historii, bo w całej Twojej wypowiedzi nie ma ani jednego słowa o tym, o czym jest Byōsoku 5 centimeter. Ja starałem odpowiedzieć na to pytanie. Więc?
Shinkaia opowiada nam historię
o pewnym chłopaku, który nie mógł znaleźć w sobie dość siły, by móc być z ukochaną osobą - najpierw nie potrafił pocieszyć ją kiedy zadzwoniła do niego z wieścią że się przenosi, później nie miał odwagi do niej napisać - ona zrobiła to pierwsza. I w końcu spóźnił się na spotkanie, choć tym razem nie ze swojej winy. Mimo wszystko wywołało to u chłopaka poczucie winy, które zmieszało się z uczuciem miłości. Co ostatecznie doprowadziło do zamknięcia się serca chłopaka dla innych osób. I tutaj recenzent słusznie zauważył, że główna bohaterka zdaje sobie sprawę iż miłość na odległość nie ma większego sensu, w co Takaki nie potrafi, czy też nie chce uwierzyć. W dalszej części utworu mówienie o związku na odległość nie ma sensu - mamy już tylko samotnego i zamkniętego w sobie Takakiego który sam mówi "Nie pamiętam kiedy zacząłem pisać wiadomości ale ich nie wysyłałem". Nie wiemy jeszcze co tak naprawdę stało się, ale uświadamia nas trzeci rozdział. Takaki sam mówi o tym, że nie potrafi już kochać. Jego serce skamieniało. Mówi że stracił wszystko co piękne - nie chodzi mu tylko o dziewczynę którą kochał, ale o umiejętność miłości oraz o młodzieńcze lata które stracił. To opowieść o innym wymiarze miłości - takiej która przynosi tylko smutek i niszczy powoli człowieka. Może dlatego, że była połączona z poczuciem winy? Takaki nigdy nie potrafił pogodzić ze swoją bezsilnością. ![[/ukryj]](images/backspoiler.gif)
Ale to nie wszystko - choćby to o czym napisałeś w recenzji, to także jedna z wielu spraw które autor chciał na przekazać.
el doc napisał(a): zachariasz napisał(a): Tutaj zwracam honor recenzencie -Shinkaia jest autorem trudnym i jak ktoś napisał w jednym z komentarzy - często mija się z widzem
Nigdzie nie napisałem, że Shinkai to twórca trudny. Chyba, że w kontekście rozmijania się z widzem. Tylko czy jest to powód do dumy?
Nie nie jest - to niewątpliwie największa wada dzieł Shinkaia. Już pisałem, że nic nie jest bez wad. Ale nigdy też nie daję oceny 10/10. A Byokusoku jest nielicznym z dzieł które uważam za genialne i dostaje ode mnie nierealną ocenę 9 XD Nie twierdzę, że nie ma pozycji lepszych, ale dzieło to zaliczam do swojej grupy produkcji wyróżnionych.
el doc napisał(a): zachariasz napisał(a): Ale gdybyśmy mogli lepiej poznać postacie i bardziej wczuć się w nie, produkcja ta mogłaby tylko na tym zyskać
A dlaczego pisać: "gdybyśmy mogli"? Mamy tyle, ile reżyser zaplanował nam dać i już. I na podstawie tego powinien być film oceniany. "Co by było, gdyby...". Byłby to inny film, po prostu.
Prawda, nie można oceniać niczego, "co by było gdyby?". Innymi słowami miałem na myśli "Pozycja ta trochę traci, przez brak możliwości lepszego zapoznania się z bohaterami." - przyznałem ci rację, tylko w bardziej pokrętny sposób. Ale to dlatego, że nie uważam tego za wadę filmu, wyraziłem tylko zdanie, że można byłoby bardziej rozwinąć ten aspekt. Może niepotrzebnie użyłem słowa "tylko", raczej powinienem użyć "być może". Ale tak jak napisałeś to niepotrzebne gdybanie.
zachariasz - 6.03.2008 11:32
Bez tematu
Dziwnie mi czytając te komentarze powyżej. To było bardzo przyjemne wizualnie. Ba! Niesamowite. Ale bohaterowie? Ich historia? Tak mdła że nie mogę tego filmu wspominać jako chociażby dobry. Chyba jestem naprawdę oziębła, skoro ta niby piękna historia o miłości wydaje mi się banalna i po prostu... słaba. Ot, i tyle.
Bez tematu
To pierwsze dzieło w wykonaniu Makota Shinkaia jakie obejrzałem i ogromnie mnie zachwyciło
Animacja jest na wysokim poziomie i nie mam do niej jakichkolwiek zastrzeżeń - ukłon w stronę twórcy .
A co do fabuły to... no właśnie co? Miłość, która nie przetrwała próby odległości i czasu, historia kipiąca melancholią jednak nieodpychająca (przynajmniej mnie). Z początku myślałem, że to kolejna miłosna historyjka z happy endem, gdzie bohaterowie w końcu się spotykają i nigdy się nie rozstaną... jednak z czasem naszły mnie wątpliwości co do tego. Troche się rozczarowałem zakończeniem, ale jednak nie odczuwam jakiejś urazy do twórcy, a nawet dało mi trochę do refleksji.
Filmu nie uznam za arcydzieło, ale nie dlatego, że nim nie jest, ale dlatego ,że ja nie mam predyspozycji do tego typu rzeczy. Jednak z czystym sumieniem dałbym temu dziełowi 8,5/10 - po prostu oglądać i tyle

Gdynianin - 9.06.2008 17:22
Jest bardzo dobrze :D
Oglądałem to anime 3 dni temu i jest to pierwsze dzieło Makota Shinkaia które oglądałem i co mogę powiedzieć na początku przez pierwsze 10 min raczej uważałem za średniaka lecz potem zmieniłem zdanie gdyż spodobała mi się historia (jak na godzinny film to naprawdę dobra ;D) Kreska która jest piękna ale to pewnie każdy zauważył

Kolejny pozytyw temu anime się należy za bardzo dobrą muzykę

a minusa daje oczywiście za to że za krótkie no i końcówka mi się nie spodobała ;D lecz z całą pewnością film amogę polecić każdemu

A ocena jak dla mnie to 8/10

lukaszplpl - 10.07.2008 0:54
irytujace
osobiscie uwazam, ze czlowiek najlepiej poznaje siebie gdy cierpi. to cierpienie nas ksztaltuje takimi jakimi jestesmy. kocham w zwiazku z tym wizje zlozone, wizje pelne nihilizmu, nawet nie obraze sie gdy autor bedzie mi wmawial, ze jestem smieciem. malo tego, zgodze sie z nim i bede dumny, z tego, ze rozumiem, badz probuje zrozumiec moja malenkosc. w odczuwaniu melancholii potrafie znalezc radosc. czyli zgodnie z opiniami paru osob film powinien byc w sam raz dla mnie, tym bardziej, ze nie potrzebuje niesamowicie poukladanej i dojrzalej opowiesci by sie mi spodobala.
to pierwsze anime shinkaia jake zobaczylem. jezeli dobrze zrozumialem autor ubolewa nad tym, ze ludzie tak naprawde nie moga polaczyc swoich serc - od ukochanej osoby dzieli nas fizycznosc tego swiata. biadoli tez na brak miejsca i czasu na wrazliwosc w dzisiejszym zabieganym swiecie, pokazujac, ze to dzieciom najlatwiej jest sie zdobyc na szczera i prawdziwa milosc. skomplikowana rzeczywistosc rzuca ludziom klody pod nogi nie pozwalajac im podazac za(przepraszam za okreslenie) instynktem(w pozytywnym tego slowa znaczeniu). ale to nie wystarczy, czlowiek jest w jeszcze gorszej sytuacji - co jezeli jego uczucia nie moga liczyc na odwzajemnienie? juz w ogole tragedia - nie mozemy sie wyzbyc emocji, ktore powoduja prawie sam bol, sa tak anachroniczne, niepozadane w dzisiejszym pragmatycznym swiecie. zycie za nas wybierze priorytety, my sie z nimi pogodzimy, bo tak naprawde nie mamy wyboru. nie maja go tez ci frajerzy, ktorzy "j***ą system", ktorzy okreslaja siebie jako nonkonfromistów, ale oni o tym najwyrazniej nie wiedza, albo nie przyjmuja tego do wiadomosci.
zyjemy w swiecie, ktorego sobie nie wybieralismy, stworzeni jako istoty slabe, podatne na zranienie, uwiezione samotnie w swojej cielesnej powloce, malo tego, nie jest prawda to, ze mozemy decydowac o naszym losie - my mamy wplyw tylko na detale, tak naprawde przechodzimy obok naszego wlasnego zycia.
oj boziu tragiczne, nie? moze usprawiedliwimy shinkaia, przeciez on z pewnoscia nie ma tak zlego zdania o tym swiecie. popatrzmy, gdzie to widac... no dajmy na to: w 1 czesci, chlopak nadaje sens zyciu tamtej dziewczynki, co samo w sobie staje sie celem jego istnienia. w 2 czesci pokazuje - drobne rzeczy moga bardzo duzo znaczyc dla innych. byc milym - o tak. za kazdym razem gdy ktos sie dzieki mnie usmiechnie to odczuwam szczera radosc, nawet gdy go nie znam. badzmy serdeczni - lowu endo pis. no i jeszcze pamietajmy o sile chwili. dziewczyna serfujac zapomina o problemach tego swiata, nie mysli o przeszlosci, czy przyszlosci, zyje tym co teraz. to zaiste wspaniale.
no to pomyslmy teraz o bohaterach. fakt lepiej by bylo gdyby ich... nie bylo. pomimo, ze ich do znudzenia zwyczajne historie powinny byc przekonujace - nie sa. wiem, sa luki, te listy w dzisiejszych czasach, te 3 godziny czekania to po prawdzie nic, ale wystarczy sobie porownac to z tokyo godfathers - tam liczba niespotykanych zajsc siega zenitu, a mimo to czujemy smutek i radosc razem z ta nietypowa grupa. ogladajac "dzielo" shinkaia myslalem sobie: "dobra, cierpisz, masz problem, to tragiczne, ale co z tego? nie obchodzi mnie to co sie z toba stanie.". no tak, problemy tych ludzi sa przeciez uniwersalne, wiele z nich mam ja, ty, on, czy nawet Pan Prezydent. czy ja jestem az takim sukin*****, ze nie moge sie zdobyc na odrbine zrozumienia wobec tych gosci na monitorze? moze to nieuprzejme ale sadze, iz to rezyser zawiodl, nie ja. oczywiscie gdybym byl jednym z jego wyznawcow, pewnie pialbym z zachwytu, przeciez podjal tyle waznych, trudnych tematow, malo tego w sposob tak prosty do zrozumienia. a ten obraz mial nie posiadac tresci! owszem, jest prosty do zrozumienia(to, ze cos jest proste do zrozumienia nie oznacza, ze jest glupie), ale pozbawiony emocji. emocji, ktore maja byc kluczowym elementem tej produkcji. dodaje jeszcze a propos tego, ze ten film nie koniecznie byl glupi. na pewno widzialem gorsze pseudointeligentne produkcje, ale kinem ambitnym go nie nazwe za zadne skarby swiata! no to jeszcze moze sprobujmy film obronic pieknymi tlami. niestety, to okrutne, ale sa gusta i gusciki, a mnie sie te cukierkowo-odpustowe widoki wybitnie nie podobaly. aj, jeszcze jezeli dobrze zrozumialem to ta rakieta lecaca w kosmos, miala symbolizowac pogon czlowieka za tym co odlegle itd miala pokazywac to, jak bardzo transcendentny jest otaczajacy nasza swiat, albo malenkosc czlowieka i matki ziemi wobec ogromu wszechswiata? nie kupuje tego.
jak juz tutaj ktorys z kolegow zwrocil uwage oceny sa tylko i wylacznie subiektywne. wiec uroczyscie oswiadczam, ze za proby udawania kina ambitnego, wzruszania widzow poetyka obrazu i "tragicznym" losem bohaterow(a przeciez czlowiek to istota zdecydowanie tragiczne, tylko pan shinkai nie umial tego pokazac) skazuje jego film na ocene 4/10!!!
ps milo by bylo gdyby shinkai wyzbyl sie tego calego patosu i opowiadal te zwykle ludzkie historie z punktu widzenia zwyklego czlowieka, bo do opowiadania ich w sposob, za pomoca ktorego probuje to robic jego umiejetnosci zdaje sie nie wystarcza.
ps 2
mam mozliwosc zobaczenia paru innych filmow tego jegomoscia - czy wszystkie sa tak beznadziejnie mdle?
wisnicznin - 7.09.2008 0:03
Odp: irytujace
wisnicznin napisał(a): mam mozliwosc zobaczenia paru innych filmow tego jegomoscia - czy wszystkie sa tak beznadziejnie mdle?
Niestety
moim zdaniem jest nawet gorzej. Tam zupełnie niepotrzebnie domieszano jeszcze średniackie SF.
Dark Rael - 7.09.2008 10:27