Menu

 
 

Zaprzyjaźnione strony

 
Tanuki
Aleja Komiksu
Anime Heaven
Vegepic Anime
Dragon Ball Nao
Kage
VWORLD
GTW
Anime Dream
Rei Official Website
Japonia Dream
bleachHEART
Ghibli
Banzai!
 
 

Reklama

 
 

Komentowany artykuł

Wszystko pokrywa ciemność, a ciemność tworzy tylko ciemność, stwierdza Duo, jeden z głównych bohaterów anime „Legenda Duo”. A filmy o wampirach są o wampirach – korci mnie by złośliwie dodać, dzielnie stając wobec tak kategorycznej logiki. Zresztą zdanie otwierające niniejszy tekst, nie pojawiło się przypadkiem – jest wielce znamienne dla produkcji o której tutaj mowa. Pisanie o „Legendzie Duo” jest bowiem jak błądzenie w ciemnościach i szukanie jakichkolwiek oznak światła, mogącego rozjaśnić niejasne treści, jakie twórcy ze studia Marine Entertainment zakodowali w tej 12-odcinkowej serii. Już teraz mogę jednak zdradzić, że tekst ten nie ma szans zakończyć się jakąś jednoznaczną konkluzją, bo takowej nie udało mi się odnaleźć. Tak, błądzenie w ciemnościach na pewno odegrało tu niepoślednią rolę.

Sytuacja wyjściowa jest nawet zgrabna: na Ziemi w zgodnej symbiozie egzystują ludzie i wampiry. Oba gatunki nie mają jednak czasu zachwycić się tym niecodziennym qui pro quo, gdyż Ziemię spotkało biblijne nieszczęście w postaci bliżej nierozpoznanej zarazy, dziesiątkującej populację ludzką. Niestety – tylko ludzką, co w świetle tak jaskrawej niesprawiedliwości stało się zarzewiem śmiertelnego konfliktu pomiędzy oboma gatunkami. Okazało się bowiem, że wampirza krew posiada składnik zwany Planą, swoiste antidotum przeciw śmiercionośnej zarazie. Jedynie ci z ludzi, którzy napiją się tej krwi, mają szansę na przetrwanie. A trzeba sobie jasno powiedzieć, że wampiry wcale nie są skłonne do aż tak altruistycznych zachowań. Żeby więc wejść w posiadanie Plany, ludzie zaczęli w praktycznym wymiarze realizować postulat „po trupach do celu”. Fakt ten przewraca do góry nogami dotychczasowy obraz świata. Dotąd było bowiem tak, że to wampiry polowały na ludzką krew, jednak w obliczu zarazy, nagle one same stały się ofiarami, deficytowym „towarem” pierwszej potrzeby. Trzeba twórcom „Legendy Duo” oddać sprawiedliwość – pomysł na serię mieli całkiem oryginalny.

Wampirem, który rozpętał to całe zamieszanie wokół Plany, był Duo – wampir o zacięciu prometejskim, traktujący upowszechnienie wśród ludzi Plany jako swoistą misję dziejową. Ścigana przez inne wampiry za zdradę tajemnicy wampirzej krwi, ta intrygująca postać o aparycji porcelanowego chłopczyka dotkniętego melancholią, musi w końcu stanąć do śmiertelnej konfrontacji z wampirem Ziegiem. Zieg był człowiekiem, którego Duo uratował, poruszony wielką empatią tegoż wobec nieszczęścia innych oraz osobistym, nieodpartym urokiem i delikatnością. Czyniąc Ziega wampirem, Duo dał mu szansę „oglądu” konsekwencji szerzącej się zarazy z wampirzej perspektywy, w której ludzkość prezentuje się niczym stado okrutnych i bezwzględnych kreatur, oszalałych ze strachu przed śmiercią. Taki obrót rzeczy przeraża Ziega, więc ten postanawia w wymiarze symbolicznym zadość uczynić cierpiącej ludzkości. Symbolicznym aktem odkupienia ma być mord na swym wybawcy i admiratorze Duo. Bezpośrednia konfrontacja wampirzych antagonistów stanowi właściwą akcję „Legendy Duo”.

Już chociażby z tej pobieżnie przeze mnie nakreślonej sytuacji widać, że seria w wyjściowym zamyśle posiada spory potencjał, z którego dałoby się wykuć solidną, frapującą historię. Przy odrobinie szczęścia, mogłaby nawet stać się odświeżającym powiewem, który byłby w stanie przewietrzyć skostniałą formułę anime o wampirach. Niestety, tak się nie stało. Całe to bowiem kreślenie odwrotnej perspektywy fabularnej, podnoszenie problemu do wymiaru rozterek całych społeczności, wzmaga jedynie ciemność, która przesłania oczywisty fakt, że „Legendzie Duo” dużo bliżej do shōnen – ai niż mrocznej opowieści o wampirach, zarazie i niepewnych losach świata. Co zabawniejsze, odnoszę wrażenie, że seria podryfowała w stronę homoseksualnego romansu niejako mimowolnie, bez wyraźnej intencji twórców, co najwyraźniej przeraziło ich samych i kompletnie pozbawiło motywacji do dalszej pracy. Wyszła z tego zaniechania jakaś dziwaczna hybryda a konsekwencje takiego obrotu rzeczy widoczne są gołym okiem: akcja serii nie ewoluuje, buksuje w miejscu, jakby sama z siebie czekała na zbawienny coming out, który oczywiście nie nadchodzi, w wyniku czego pojawia się w „Legendzie Duo” niezamierzony komizm i eskalacja męczących dwuznaczności. Cóż, tam gdzie pewne sprawy nie są powiedziane wprost, wyobraźnia hasa na całego i potem już trudno nad tym zapanować. Doszło w pewnym momencie do tego, że zacząłem analizować pod kątem symboli seksualnych rozmiary broni, jaką posługują się Duo i Zieg, zatrważającą dysproporcję wielkiej spluwy Ziega wobec delikatnego miecza Duo. Inna sytuacja: dobór głosów seiyuu. Do roli Duo zatrudniono aktora posługującego się młodzieńczym, delikatnym głosem. Postać Ziega kreuje aktor o barwie głosu i intonacji wojskowego sierżanta – sadysty. A wszystko to w perspektywie fabularnych założeń, w których to Duo jest stroną dominującą i władczą, a Zieg dopiero stara się wybić na niezależność, miotając się i krzycząc na swojego adoratora. Prosta, brutalna męska siła na smyczy zafascynowanego nią, delikatnego estety, konesera? Czemu nie?

Rysunek postaci również opiera się na grze dwuznacznościami. Duo wygląda jak dotknięte melancholią dziecko Ziega, a jest przecież w istocie jego „duchowym” ojcem, dzięki niemu Zieg narodził się dla świata jako wampir. Więc i dorzucenie do wątku homoseksualnego, dodatkowych aluzji w postaci tropów wiodących nas ku kazirodczym zapędom Duo, nie będzie niczym szczególnym. Wobec niezdecydowania twórców, zaciemniania i tak już niejasnych sensów, z każdym kolejnym odcinkiem narasta w „Legendzie Duo” chaos, czyniąc zasadnym pytanie o jakikolwiek sensowny kierunek, w którym ta produkcja mogłaby zmierzać. Ostateczna kapitulacja nadchodzi wraz z finałowym odcinkiem, który kończy się wielce symptomatyczną informacją, że „ciąg dalszy nastąpi”, choć od 2004 roku, w którym to powstała seria, jakoś nikt się nie kwapi, by podjąć to wyzwanie.

Naprawdę, dziwne to wszystko, tym bardziej, że przecież shōnen – ai ma swoich wybitnych reprezentantów, chociażby serię Gravitation. Tyle, że tam element paraliżującego zawstydzenia nie był obecny, twórcy Gravitation od razu wiedzieli w jakich zawodach startują, więc mogli nie zawracać sobie głowy jakimikolwiek dwuznacznościami, piętrzeniem aluzji, tylko w pełni poświęcić się budowaniu solidnej fabuły. Nawet w tematyce bliższej „Legendzie Duo” zdarzył się przecież wybitny precedens w postaci Wywiadu z wampirem Anne Rice, z kapitalnie wygranym motywem homoseksualnej fascynacji wampira Louisa cynicznym graczem,jakim jest pamiętny Lestrat.

W sumie szkoda „Legendy Duo”, bo pomimo ledwo trzymającego się kupy scenariusza i ewidentnych niedociągnięć warsztatowych widać, że twórcy z Marine Entertainment podeszli do tematu z sercem, sygnalizując momentami śladowe przejawy talentu. Na początek jednak ewidentne wady, których jest multum: rysunek postaci nie daje zbyt wiele estetycznej satysfakcji, idąc tropem konwencji biszonen, do której nie wnosi nic nowego, ale też nie jest jakąś gryzącą w oczy porażką. Teł praktycznie nie ma, a jeśli już się pojawiają (zimowa, opuszczona metropolia, wnętrza pałaców, ludzkie osady, podziemia, prywatne komnaty) to ostatnią rzeczą, jaką da się o nich powiedzieć to to, że przytłaczają szczegółem. Animacja, montaż, kadrowanie też nie stawiają przed zaprawionym w bojach fanem produkcji pokroju FLCL, Dead Leaves czy Mind Game jakichś szczególnych wyzwań. Ruch postaci swoją płynnością przypomina przesuwane palcem po stole wycięte z papieru statyczne figurki. Na upartego można zaryzykować stwierdzenie, że momentami „Legenda Duo” swoją dynamiką bardziej przypomina mangę niż anime. Dzielenie kadru na pół również nie pcha animacji na nowe tory. Plany ogólne pokochają natomiast z pewnością wszyscy fani tzw. „platformówek”, bo tak właśnie plany ogólne się w „Legendzie Duo” prezentują. Aczkolwiek i ci szybko stracą rezon – w grach obraz bywa jednak ruchomy, tutaj – niekoniecznie. Chytrze rozwiązano w filmie kwestię dialogów. Nie bawiąc się w konstruowanie jakichś dłuższych wypowiedzi, całą sprawę oparto na założeniu, że bohaterowie pod wpływem silnych emocji względem siebie jak i nieciekawej kondycji świata, porozumiewać się będą półsłówkami, z rzadka pełnymi zdaniami, co ma jeszcze ten dodatkowy walor, że próbuje symulować głębię i ciężar wypowiadanych kwestii. Wolne żarty, aczkolwiek i tu zdarzają się niezamierzone (?) perełki. Gdy podczas jednego z bankietów kelnerka oblewa szampanem Ziega, ten odpowiada jej tylko: „nic nie szkodzi, jedynie moja chustka będzie pachnieć szampanem”. Moim zdaniem – świetne uchwycenie konwencji, ale niestety to tylko chyba wypadek przy pracy.

Muzyka z „Legendzie Duo” także nie zapada jakoś szczególnie w pamięci. Są tu obowiązkowe w kontekście produkcji o wampirach dzwony i kościelne organy, ale jest też zastanawiający poprzez swoją nieadekwatność soft metal w stylu Satrianiego czy innego „boga gitary”. Jest też elektronika, w duchu lat 90-tych, najbliższa stylistycznie elektronice spod znaku trance. I o ile jeszcze daje się tego słuchać na przemian, dziwnie robi się, gdy te wszystkie plany muzyczne na siebie zachodzą.

Denerwujące jest budowanie napięcia w serii, gdzie co parę chwil mamy kulminację, a zapowiedź ostatecznej konfrontacji pomiędzy Ziegiem a Duo pada już w pierwszym odcinku i powtarzana jest z iście godną podziwu regularnością do ostatniego odcinka. Cóż, tak to sobie wymyślili twórcy, wychodząc zapewne z założenia, że im dłużej będą trzymać Duo i Ziega na dystans, tym bardziej wytworzy się pomiędzy nimi jakaś „elektryczność”, która udzieli się również widzowi. Z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że z tego zamierzenia również nic nie wyszło.

Pojawia się więc zasadne w kontekście tak krytycznych słów pytanie, czy w ogóle można w przypadku „Legendy Duo” mówić o jakimś w pełni satysfakcjonującym aspekcie tej produkcji, który nie pozwoliłby uznać czasu poświęconego serii za stracony? Cóż, idąc dalej tropem perwersyjnych konotacji, anime to polecałbym wszystkim masochistom, którzy czują, że gatunek ten się zdegenerował i prowadzi donikąd. Poprzez swoją koślawą formę, kuriozalne niedociągnięcia warsztatowe (zakładam, że nie jest to efekt zamierzony, wtedy należałoby bowiem paść na kolana przed twórcami „Legendy Duo” i oddać hołd ich błyskotliwej przewrotności), mamy okazję doznać estetycznego katharsis i zobaczyć gatunek niejako w powijakach, a twórców „Legendy Duo” na samym początku drogi ku mistrzowskim wyżynom animacji. A tak całkiem serio – twórcy tej serii naprawdę czują konwencję, choć nie potrafią jej w przekonywający sposób wyrazić obrazem, bo np. taki Duo z jego pociągającą aurą melancholijnej dekadencji, wyszedł im całkiem, całkiem. Jest więc się do czego w przyszłości odnieść – o ile będzie jakaś przyszłość dla tego projektu. Póki co, tenże Duo co kilka zdań powtarza jak mantrę słowo „rozumiem”, tak jakby sam siebie chciał utwierdzić w przekonaniu, że faktycznie wie, o co w tym wszystkim chodzi. Ja, szczerze mówiąc, zazdroszczę mu wiary w sprawczą moc słowa, pomimo tego, że w ostatnim odcinku wampir – Prometeusz dorzuca kategorycznie, patrząc w kierunku widza swoim szklanym, melancholijnym wzrokiem: „nadejdzie czas, gdy zrozumiesz”. Tak więc, drogi Duo, odpowiem na to słowami tak miłego ci Ziega: nie rozczaruj mnie nigdy więcej.

 

Napisz komentarz

 
Twój nick lub imię i nazwisko:



Temat komentarza:



Ile palców ma człowiek u jednej ręki?


Musisz odpowiedzieć na pytanie lub uzupełnić zdanie, pomożesz nam w ten sposób walczyć ze spamem.

:smile::kawaii::bgrin::polzart::cool::jezor::readman::ziew::sad::sceptyk::cry::bad::angry::zabije::cross::zmiesz::shock::niewzrusz::niepowiem::uhoh::azu:


 
 

Regulamin

 
Jeśli chcesz napisać komentarz, musisz przestrzegać pewnych zasad:
  • Komentarz musi dotyczyć opisywanego tytułu lub recenzji i musi być w miarę sensownie napisany (nic nie wnoszące jednolinijkowce lecą od razu do kosza).
  • Oceniamy tytuł lub recenzję, a nie recenzenta i komentujących.
  • Nie obrażamy użytkowników, recenzentów, ani twórców.
  • Nie używamy słów powszechnie uznanych za wulgarne lub obraźliwe.
  • Nie nadużywamy emoticon i piszemy czytelnie.
  • Zabronione jest zamieszczanie linków nie związanych z opisywanym tytułem lub recenzją.
  • Zabronione jest podawanie linków p2p umożliwiających ściąganie plików muzycznych, skanlacji lub fansubów.
  • Jeśli zdradzamy w komentarzu zdarzenia psujące oglądanie widzom nie znającym opisywanego tytułu (tzw. spoilery), należy ukryć je korzystając z przycisku "OZNACZ SPOILER".
  • Pamiętajmy, że komentarze mają służyć przede wszystkim jako pomoc w podjęciu decyzji przez ogół użytkowników, czy warto po opisywany tytuł sięgnąć. Dogłębne dyskusje i analizy powinny znaleźć się na forum dyskusyjnym.
  • Redakcja ma prawo poprawić komentarze, w których jedna z powyższych zasad została złamana.
  • Redakcja ma prawo usunąć komentarz, który nie dotyczy opisywanego tytułu, recenzji lub innego komentarza.
  • Moderacja bezdyskusyjnie będzie usuwać komentarze dotyczące kwestii odmiany japońskich nazw własnych.
Dodając komentarz akceptujesz automatycznie powyższe zasady.
Jeśli uznasz, że Twój tekst został potraktowany ostrzej, niż wynika to z wymienionych zasad, prosimy zgłosić ten fakt na forum.
 
Start
 »
Redakcja
,
FAQ
,
Zaprzyjaźnione strony
,
Wymiana bannerów

Anime
 »
Recenzje
,
Zajawki
,
Tytuły
,
Postacie
,
Seiyū
,
Twórcy
,
Studia
Słowniczek
 »
Katalog
,
Indeks

Artykuły
Forum
Galeria
Kino azjatyckie
 »
Recenzje
,
Tytuły
,
Aktorzy
,
Twórcy

Linkownia
 »
Katalog
,
Lista
,
Kategorie
,
Typy witryn