Menu

 
 

Zaprzyjaźnione strony

 
Tanuki
Aleja Komiksu
Anime Heaven
Vegepic Anime
Dragon Ball Nao
Kage
VWORLD
GTW
Anime Dream
Rei Official Website
Japonia Dream
bleachHEART
Ghibli
Banzai!
Okaeri
 
 

Reklama

 
 

Komentowany artykuł

Ha, ha, ha – tak powinna brzmieć najkrótsza z możliwych recenzja „Biohuntera”. Następnie należałoby zamówić kolejne piwo i zmienić temat rozmowy. W końcu nic takiego się nie stało. Wszyscy na tym przecież jakoś skorzystali: twórcy „Biohuntera”, bo zapewne mieli możliwość przednio się bawić podczas realizacji tego anime, i my, którzy dzięki łasce Internetu nie musimy (choć powinniśmy) za efekty owej zabawy ponosić zbyt wygórowanych kosztów.

Wyobrażam to sobie tak: spotyka się aspirujący do roli reżysera kandydat z wielkimi ambicjami, ale bez istotnych dokonań ze scenarzystą, opromienionym sławą takich produkcji jak „Ninja Scroll” czy „Cyber City Oedo 808”. Być może dobrze się znają, chodzili w przeszłości do tej samej szkoły, być może jest to zależność z gatunku mistrz-zafascynowany mistrzem uczeń. Scenarzysta „ma dojścia”, zna ludzi, ludzie mu ufają, ceniąc wcześniejsze produkcje, przy których służył swoim talentem, więc zebranie odpowiednich środków na potrzeby kolejnego projektu wydaje się formalnością. Aspirujący do roli reżysera kandydat nie ma nic do stracenia. Ma natomiast pasję, gotowość do wytężonej pracy i wielką potrzebę zaistnienia w światku japońskiej animacji. Być może to nawet on ma odpowiednią ilość gotówki, ale to chyba nie ta bajka.

W każdym razie coś pomiędzy Yoshiakim Kawajiri (scenarzysta) a Yuzem Satō (reżyser) musiało naprawdę „zaiskrzyć”, skoro zdobyli się na odwagę i postanowili dać światu „Biohuntera”. Był tylko jeden mały problem – nie mieli prócz owych chęci nic, chociażby wstępnej koncepcji scenariusza, a co gorsza nawet najmniejszego pomysłu, który miałby posłużyć za jego podstawę. Ale co to za problem dla uznanego scenarzysty? Każdy z szanujących się twórców ma przecież jakąś „awaryjną” szufladę po brzegi wypchaną wstępnymi szkicami, pomysłami do zrealizowania „na przyszłość”, albo przynajmniej widział odpowiednio dużo filmów, by móc coś naprędce zaimprowizować. Po czym wystarczy już tylko wziąć się do roboty.

Fabuła „Biohuntera” jest tak samo elektryzująca, jak tytuł tego anime. Od razu na myśl przychodzą skojarzenia z nie tak dawnej przeszłości, gdy wyobraźnię fanów X Muzy przemierzały wszelkiej maści mutacje agenta Muldera, którzy w imię nieświadomej zagrożeń ludzkości co rusz zapobiegali kataklizmom mogącym ostatecznie zakończyć egzystencję człowieka na tym najpiękniejszym ze światów. Zresztą trop wskazujący akurat na serię „Z Archiwum X” jest w przypadku „Biohuntera” równie dobry, jak każdy inny. Produkcja ta bowiem składa się wyłącznie z samych schematów, a ludzie lubujący się w śledzeniu tego typu zależności powinni czuć się tu jak ryba w wodzie. Przychodzą na myśl, święcące w drugiej połowie lat 90., filmy określane mianem „kina nowej przygody”, gdzie sama możliwość zachłyśnięcia się galopującą akcją, niekoniecznie zawsze logiczną i dorzeczną fabułą, była motorem napędzającym amerykański przemysł filmowy. Widać, że twórcy „Biohuntera” dali się unieść fali tamtego entuzjazmu. Krótko mówiąc, dla każdego coś dobrego.

Paradoksalnie ta wszechobecna wtórność stanowi o nieodpartym uroku „Biohuntera”, dostarczając jedynego usprawiedliwienia mogącego w minimalnym stopniu tłumaczyć fakt obcowania z tą produkcją. Czego tu nie ma! Mamy parę głównych bohaterów: naukowców-detektywów tropiących występowanie tajemniczego wirusa demona (sic!) powodującego mutację ludzkich genów tak, że pod jego wpływem przeobrażają się w żądne krwi bestie. Mamy siły zła, na czele których stoi – a jakże – mutant, w dodatku o niebezpiecznych aspiracjach politycznych. Mamy piękną kobietę zaplątaną w ponury świat mutujących nieszczęśników poprzez miłość do jednego z naukowców, również poddanego skutkom demonicznej ewolucji, a tak w ogóle to do rany przyłóż potencjalnego kandydata na męża. Mamy w końcu dziadka dziewczyny, stylizowanego na mistrza Yodę starca – wróżbitę, wiedzącego, jak to się wszystko mniej więcej skończy. A poza tym, jakbyśmy nadal czuli niedosyt atrakcji, „Biohunter” dostarcza nam solidną dawkę pościgów, wiadra wystrzelonych naboi, krwawe rozwiązania najbardziej palących kwestii, garść rozważań z zakresu problemów „etycznych” dla średnio rozgarniętych (być człowiekiem czy demonem?), szczyptę sadystycznego seksu i przemocy. Tak, w temacie oferowania widzom nieustających atrakcji, twórcy „Biohuntera” wydają się być wyjątkowo szczodrzy, o czym świadczy chociażby pierwsza scena filmu, w której zaproszeni zostajemy na całkiem konkretną orgietkę seksualną, zakończoną w stylu preferowanym przez modliszki – w końcu przedrostek „bio-” w tytule do czegoś zobowiązuje. Inną godną pochwały zaletą twórców „Biohuntera” jest szanowanie drogocennego czasu widza. Nie dość, że byli w stanie swoją opowieść zamknąć w niespełna sześćdziesięciu minutach, to jeszcze w ramach oszczędności podarowali nam, cytując obszernie, zarówno poprzez obraną stylistykę, jak i wybrane patenty scenariuszowe, „Vampire Hunter D”, którym Kawajiri wyraźnie był zafascynowany (na tyle zresztą mocno, że później dał światu „Vampire Hunter D: Żądzę krwi”). Ot, takie, nie przykładając, jajko z niespodzianką.

Ja tu sobie żartuję, trochę się podśmiewając z wizji siebie jako widza „Biohuntera”, trochę podziwiając twórców tego dzieła za nadanie filmowi ducha autentycznej anarchii, który w parlamentarnych słowach wyraża się w zasadzie każącej łamać wszelkie przyjęte normy i przyzwyczajenia, w imię bezkompromisowego realizowania hasła do it yourself. Ale morał tej opowieści bynajmniej wcale nie jest różowy, a zniecierpliwiony czytelnik w końcu ma prawo doczekać się z mojej strony przynajmniej pośredniej odpowiedzi na pytanie, czy warto „Biohuntera” odhaczyć w rubryczce „zaliczone”.

Powiem tak: kto umie wyciągać wnioski z prostych faktów, ten sam sobie takiej odpowiedzi udzieli. Scenarzysta „Biohuntera”, pan Kawaijri, nadal („Biohunter” powstał w 1995 roku) świetnie poczyna sobie w światku anime. Ostatnio para się nawet reżyserką, stając za sterami prestiżowego, robionego za amerykańskie pieniądze „Highlander: The Search for Vengeance”. A teraz proszę bardzo, wymieńcie chociaż jedno dzieło Yuza Satō powstałe po „Biohunterze”, posiłkując się przy tym własną pamięcią, a nie internetowymi bazami filmów. Jeśli nie jesteście w stanie tego zrobić, nie wstydźcie się, to zadanie przerasta wielu, a najbardziej gorączkowo szuka jego rozwiązania chyba sam Satō.

Cóż, to, co dla jednych bywa kaprysem, niezobowiązującą zabawą, dla innych okazuje się być wprost zabójcze, co najmniej tak samo jak wirus demona gnębiący skądinąd sympatyczną parę biołowców.

 

Napisz komentarz

 
Twój nick lub imię i nazwisko:



Temat komentarza:



Ciężka, ogromna i pot z niej spływa?


Musisz odpowiedzieć na pytanie lub uzupełnić zdanie, pomożesz nam w ten sposób walczyć ze spamem.

:smile::kawaii::bgrin::polzart::cool::jezor::readman::ziew::sad::sceptyk::cry::bad::angry::zabije::cross::zmiesz::shock::niewzrusz::niepowiem::uhoh::azu:


 
 

Regulamin

 
Jeśli chcesz napisać komentarz, musisz przestrzegać pewnych zasad:
  • Komentarz musi dotyczyć opisywanego tytułu lub recenzji i musi być w miarę sensownie napisany (nic nie wnoszące jednolinijkowce lecą od razu do kosza).
  • Oceniamy tytuł lub recenzję, a nie recenzenta i komentujących.
  • Nie obrażamy użytkowników, recenzentów, ani twórców.
  • Nie używamy słów powszechnie uznanych za wulgarne lub obraźliwe.
  • Nie nadużywamy emoticon i piszemy czytelnie.
  • Zabronione jest zamieszczanie linków nie związanych z opisywanym tytułem lub recenzją.
  • Zabronione jest podawanie linków p2p umożliwiających ściąganie plików muzycznych, skanlacji lub fansubów.
  • Jeśli zdradzamy w komentarzu zdarzenia psujące oglądanie widzom nie znającym opisywanego tytułu (tzw. spoilery), należy ukryć je korzystając z przycisku "OZNACZ SPOILER".
  • Pamiętajmy, że komentarze mają służyć przede wszystkim jako pomoc w podjęciu decyzji przez ogół użytkowników, czy warto po opisywany tytuł sięgnąć. Dogłębne dyskusje i analizy powinny znaleźć się na forum dyskusyjnym.
  • Redakcja ma prawo poprawić komentarze, w których jedna z powyższych zasad została złamana.
  • Redakcja ma prawo usunąć komentarz, który nie dotyczy opisywanego tytułu, recenzji lub innego komentarza.
  • Moderacja bezdyskusyjnie będzie usuwać komentarze dotyczące kwestii odmiany japońskich nazw własnych.
Dodając komentarz akceptujesz automatycznie powyższe zasady.
Jeśli uznasz, że Twój tekst został potraktowany ostrzej, niż wynika to z wymienionych zasad, prosimy zgłosić ten fakt na forum.
 
Start
 »
Redakcja
,
FAQ
,
Zaprzyjaźnione strony
,
Wymiana bannerów

Anime
 »
Recenzje
,
Zajawki
,
Tytuły
,
Postacie
,
Seiyū
,
Twórcy
,
Studia
Słowniczek
 »
Katalog
,
Indeks

Artykuły
 •
Forum
 •
Galeria
Kino azjatyckie
 »
Recenzje
,
Tytuły
,
Aktorzy
,
Twórcy

Linkownia
 »
Katalog
,
Lista
,
Kategorie
,
Typy witryn