Siedziba główna agencji Devil May Cry to niezbyt atrakcyjny wizualnie lokal, w pewnym amerykańskim miasteczku. Wewnątrz, pośród piętrzących się kartonów po pizzy i puszek po piwie, na starej kanapie śpi sobie smacznie siwowłosy młodzieniec z kolorowym magazynem na twarzy. Tak właśnie Dante spędza najczęściej swój czas wolny między jednym, a drugim zadaniem, które wyszukuje dla niego współpracownik, elegancki Morrison. Dante na co dzień zajmuje się eksterminacją wszelkiej maści potworów, zagrażających spokojnym obywatelom. Dlaczego akurat on? Tak się składa, że jest potomkiem Spardy, potężnego demona, który wiele lat temu bronił ludzi przed nieżyczliwie nastawionymi do nich sługami ciemności.
Dante przyjmuje zlecenie, polegające na ochronie Patty Lowell, małoletniej spadkobierczyni olbrzymiego majątku. Jest to szansa zarobienia pieniędzy na spłatę pokaźnego długu, którym nasz bohater wydaje się jednak zbytnio nie przejmować. Zadanie nie jest tak łatwe, jak by się mogło wydawać. Osobnicy, którzy dybią na życie Patty nie są do końca ludźmi a i sama dziedziczka to panna z charakterem.
Anime powstało na podstawie popularnej serii gier o tym samym tytule. Jako że nie grałem w żadną z jej części, zasiadając do oglądania tego anime nie miałem konkretnych oczekiwań czy wyobrażeń co do jego fabuły bądź nawiązań do pierwowzoru. Nastawiłem się na wciągającą serię akcji z nadprzyrodzonymi elementami i w miarę wyrazistymi bohaterami.
Każdy z dwunastu odcinków opowiada odrębną historię (poza dwoma ostatnimi, pokazującymi walkę z jednym przeciwnikiem). Poszczególne odcinki zrealizowane są według klasycznego schematu: jeden potwór na odcinek. Scenariusze poszczególnych odcinków nie grzeszą oryginalnością, zwłaszcza finał jest zdecydowanie zbyt przewidywalny i patetyczny, tak, jakby twórcy próbowali udowodnić, że nie tylko „Diabeł może płakać”, ale również widzowie. Całość jednak ogląda się szybko i z dużą przyjemnością.
Wiele osób stara się na siłę porównać „DmC” do „Hellsinga”, chociaż klimat tych seriali jest skrajnie odmienny. Nie ma tutaj obscenicznych dialogów czy jawnego wyśmiewania się z symboli religijnych. Jednak porównanie to nie jest całkiem chybione, zwłaszcza że główni bohaterowie obu anime są do siebie dość podobni. Obaj nie są ludźmi, ubierają się w szkarłat (może, by zamaskować plamy krwi), obaj są cyniczni i zdolni rozwalić armię nieumarłych w ułamku sekundy. Dante zdaje się jednakże mieć w sobie więcej ludzkich uczuć niż Alucard. Chociaż do każdego zwraca się raczej w mało wykwintny sposób i sprawia wrażenie, że nic go nie obchodzą cudze losy, ryzykuje życie dla innych, często mając świadomość, że nie osiągnie z tego żadnej korzyści. Sympatię do tego bohatera może budzić również jego lekko studencki styl życia i zamiłowanie do deserów truskawkowych, których pochłania ogromne ilości. Poza Dantem, poznajemy też lepiej Patty, która dziwnym zbiegiem wydarzeń wprowadza się do niego na stałe, siejąc jeszcze większy zamęt w i tak już mocno poplątanym życiu bohatera. Do kompletu dochodzą jeszcze dwie piękne panie: ciemnowłosa Lady, miłośniczka motocykli i polowań na bestie, której Dante ma nieszczęście wisieć pieniądze oraz elektryzująca (dosłownie) blondynka w skąpym odzieniu, Trish. Wzajemne awantury tej gromadki wprowadzają sporo sympatycznego humoru, którego się w tej produkcji nie spodziewałem, a który jest jednak miłym urozmaiceniem. Niestety, twórcy nie dali nam szansy poznać przeszłości obu pań, stąd nie wiemy na przykład, w jakich okolicznościach poznali się Dante i Trish, chociaż w serii pada kilka aluzji do długiej historii ich znajomości. Przydałby się jeden lub dwa odcinki retrospekcyjne, pozwalające rzucić więcej światła na te postacie.
Poza wieloma nawiązaniami do oryginalnej serii gier, spotykamy tu także kilka zabawnych nawiązań do klasyki literatury czy współczesnej popkultury. Dla przykładu, w jednym z odcinków poznajemy historię zakazanej miłości Angeliny i Brada z miasteczka Capulet
Na słowa uznania zasługuje grafika. Kolory są przygaszone i stonowane, co wywołuje odpowiednio mroczny klimat. Większość scen walk ma miejsce w nocy, w ponurych pomieszczeniach, bądź ciemnych uliczkach. Same pojedynki są widowiskowe, jednak często trwają zbyt krótko i są mało emocjonujące. Dante bez trudu masakruje swoich przeciwników, nawet jeśli wcześniej oberwie kilka razy i straci wiadro krwi. Niektóre potwory wyglądają dość oryginalnie, jednak większość z nich ma swoich sobowtórów w pierwszej lepszej grze RPG. Muzyka w serii jest bardzo dobra, uwagę zwraca dynamiczny, instrumentalny opening. W endingu słyszymy melodyjny, popowy utwór śpiewany przez Rin Oikawę. Sama ścieżka dźwiękowa jest dość urozmaicona, dynamikę walk pogłębia ostra, rockowa muzyka, natomiast w spokojniejszych momentach słychać jazz i melodie fortepianowe.
Trudno jest określić grupę docelową dla tej serii. Zważywszy na wiele krwawych scen, lepiej, by nie oglądały tego osoby niepełnoletnie, jednak brak seksu czy agresji słownej, a w końcu mocno wtórny scenariusz każą przypuszczać, że jest to seria dla młodszych widzów, którzy lubią widowiskowe walki i nie zwracają uwagi na luki fabularne. Fani gry też mocno kręcą nosem, zarzucając serii brak klimatu i spłycenie postaci Dantego. Komu więc polecić? Myślę, że nastoletnim miłośnikom świetnie wykonanych walk z potworami, a także każdemu, kto ma ochotę na kilka godzin niezobowiązującej rozrywki.