Serial ten wypatrzył przypadkiem brat na kanale o dość niecodziennej tematyce. Była to włoska stacja Gay TV. Po chwili oglądania stwierdziłem, że to musi być jakieś stare anime z elementami podobającymi się abonentom tegoż kanału, do tego włoski dubbing był po prostu nie do zniesienia. Obawiałem się też, że stanę się świadkiem jakichś „ciekawych” scen, więc przestałem się interesować. Brat był jednak uparty, najpierw poszukał muzyki, która muszę przyznać okazała się bardzo dobra, a potem obejrzałem z ciekawości jeden odcinek z „ludzkimi” głosami. Wtedy ze zdumieniem stwierdziłem, że nie tylko nie ma w nim „ciekawych” scen, ale że przede wszystkim jest tu jakaś magia, jakiś magnes, który każe oglądać kolejne odcinki tej niestety bardzo krótkiej serii.
Zacznijmy od przedstawienia głównych bohaterów. Alice jest nieśmiałą i zamkniętą w sobie uczennicą szkoły średniej. Przyjechała do Tokio z Hokkaido i nie może się znaleźć w nowym, bardziej zanieczyszczonym otoczeniu. Kocha przyrodę, uwielbia kwiaty. Między nią a środowiskiem naturalnym jest jakaś tajemnicza więź, która powoduje, że wszystkie zwierzęta lgną do niej, ale Alice nigdy nie wiedziała dlaczego. Jej sąsiadem jest siedmioletni Rin, który znając osobowość Alice, zabawia się czasem jej kosztem. Dziewczyna, poznawszy nieobliczalną naturę tego dziecka, jest niespokojna kiedy znajdzie się w pobliżu, obawiając się, że ten szykuje kolejny złośliwy dowcip. Pewnego razu zostaje wmanewrowana w niańczenie Rina. Ten oczywiście upodobał sobie zamęczanie Alice na różne swoje sposoby.
W międzyczasie Alice przypadkiem poznaje bliżej kolegę z klasy – Jinpachiego i jego przyjaciela Isseia, którzy miewają dziwne sny związane z Księżycem. Według tych snów na naturalnym satelicie Ziemi znajduje się baza badawcza, a w niej odciętych od swego prawdziwego świata, siedmiu naukowców bada naszą planetę. Jinpachi (Gyokuran) jest w nich archeologiem, natomiast Issei (Enju) jest kobietą paleontologiem, która podkochuje się właśnie w Gyokuranie. Issei uczucie swego alter ego przenosi czasami na Jinpachiego w świecie obecnym, co było powodem nieporozumienia, powstałego kiedy Alice przypadkiem usłyszała fragment ich rozmowy. Nieporozumienie zostaje wyjaśnione, ale dziewczyna jest bardziej zdumiona i zafascynowana ich snami niż całym zajściem. Całej rozmowie przysłuchiwał się śmiertelnie znudzony Rin, który zaczął także być zazdrosny o Alice. Wieczorem, kiedy chłopak z zemsty za zainteresowanie kolegami niszczy podarowaną mu przez Alice cebulkę krokusa, dziewczyna nie wytrzymuje i w przypływie złości uderza go w twarz kiedy ten siedzi na poręczy balkonu. Chłopak spada z wysokości kilku pięter na ziemię...
Rin przeżywa upadek jakimś cudem – uratowało go drzewo, które spowolniło upadek. Wraca do normalnego życia, jednak coś się w nim zmieniło. Zaczął zachowywać się doroślej, odkrył w sobie silne nadprzyrodzone moce i nocami zaczął knuć tajemniczy plan związany z Tokyo Tower, do zrealizowania którego będzie dążył wszelkimi metodami, nie wyłączając szantażu i przemocy. Jednym słowem stanie się naprawdę nieobliczalny. Jego stosunek do Alice także ulegnie zmianie, nagle stanie mu się bardzo droga. Dziewczynie natomiast przyśni się bardzo szczegółowy sen o ludziach w bazie na księżycu. Będzie w nim biologiem o imieniu Mokuren – kobietą zakochaną w mężczyźnie imieniem Shion. Jinpachi i Issei nie będą mieli wątpliwości, że jest jedną z nich. Alice jednak nie będzie mogła w to uwierzyć, a jednak zechce poznać ziemskiego odpowiednika Shiona. Nasza trójka postanowi odnaleźć pozostałe osoby będące odpowiednikami naukowców z Księżyca. W następnych odcinkach będziemy poznawać kolejne osoby związane ze snami księżycowymi, dowiemy się też więcej o stosunkach panujących w bazie oraz o problemach naukowców w niej się znajdujących. Natomiast Rin, wyraźnie mający coś z nimi wspólnego, będzie realizował swój początkowo niejasny dla nas plan z coraz większym rozmachem.
To co przyciąga do tej serii to właśnie bardzo ciekawa osobowość chłopca, który w jednej chwili jest naprawdę miłym dzieckiem, a w następnej kimś porównywalnym z bezwzględnym psychopatą. Jednak kiedy poznamy powody jego postępowania, zrozumiemy dlaczego tak się zachowywał i polubimy go jeszcze bardziej. Ciekawie wygląda także kontrast charakterów jego i Alice, co doprowadza do zabawnych sytuacji, zwłaszcza kiedy ją zawstydza, a ona zdruzgotana jego dorosłością nie wie co odpowiedzieć. Podobno w mandze, na podstawie której powstało anime, takich scen było znacznie więcej.
Serial powstał na podstawie 21-tomowej mangi, zatytułowanej w oryginale „Boku no Chikyuu wo Mamotte”, której autorką jest Saki Hiwatari. Projektantem postaci był Takayuki Goto, który znany jest z projektów postaci do „Video Girl Ai”, czy „Blue Seed”. Animacją zajęło się studio Production I.G i trzeba przyznać, że efekty tego są bardzo przyzwoite. Scenografia jest także szczegółowa. Natomiast na duże wyróżnienie zasługuje muzyka Hajime Mizuguchiego oraz Yoko Kanno, która co prawda skomponowała jedynie, zaśpiewany przez Akino Arai, temat główny serialu, ale jest to piosenka tak piękna, że udziału Kanno w tym projekcie nie można pominąć. Była to pierwsza kolaboracja między Kanno i Mizoguchi. Współpracowali później przy projektach takich jak: „Vision Of Escaflowne”, czy „Jin-Roh: Wolf's Brigade”. Ścieżka dźwiękowa do „Please Save My Earth” jest bardzo nastrojowa i niezwykle pasuje do tematyki tego anime. Wiele dobrych tematów muzycznych skomponowanych do tego serialu znalazło się niestety tylko na kolejnych płytach ze ścieżką dźwiękową. To już tradycja, że głosu małym chłopcom udzielają dorosłe kobiety. W roli Rina, co może niektórych zaskoczy doskonale sprawdziła się Yumi Touma, znana między innymi jako Urd z „Ah! My Goddess”.
Mimo całego uroku tej serii anime, ma ona dwie zasadnicze wady. Jest stanowczo za krótka, co w połączeniu z wielością bohaterów, ich alter ego, oraz wizualnym podobieństwem niektórych postaci powoduje, że podczas pierwszego oglądania serii można się zwyczajnie zgubić. Druga wada to dziwne zakończenie. Kiedy już wciągnie nas ta opowieść, nagle zostaje zakończona dosłownie kilkoma zdaniami. Na usta ciśnie się pytanie: „No zaraz, i to już wszystko?” Pozostaje uczucie dużego niedosytu. Trudno zrozumieć dlaczego mangę liczącą tak wiele tomów próbowano zmieścić w sześciu odcinkach serii anime. Były to jednak czasy kiedy anime wydawno prawie wyłącznie jako serie OAV. Z drugiej strony, jak na zastosowanie zabiegu tak karkołomnego, scenarzysta chyba nie mógł zrobić tego lepiej, ponieważ mimo wszystko akcja serialu rozwija się w sposób rozsądny, aż po niestety mniej udane zakończenie.