Menu

 
 

Zaprzyjaźnione strony

 
Tanuki
Aleja Komiksu
Anime Heaven
Vegepic Anime
Dragon Ball Nao
Kage
VWORLD
GTW
Anime Dream
Rei Official Website
Japonia Dream
bleachHEART
Ghibli
Banzai!
Okaeri
 
 

Reklama

 
 

Komentowany artykuł

To za wiele, to stanowczo zbyt wiele – słowa te wypowiada główna bohaterka serii Claymore, srebrnooka wiedźma Clare. Nic dodać nic ująć. Zresztą, nie po raz pierwszy ta niezłomna wojowniczka popisuje się przytomną oceną sytuacji. Tym razem Clare staje ramię w ramię z widzem serii, czując, że dociera on do granic wytrzymałości, gdy kolejny stoczony na ekranie śmiertelny pojedynek, okazuje się jedynie przygrywką do batalii o dużo większym znaczeniu. Nie chciałbym zostać źle zrozumiany – nie byłem uprzedzony do Claymore, choć przyznaję, że lawinowo rosnące zachwyty wobec jakiejkolwiek nowej produkcji, zawsze wprawiają mnie w stan wzmożonej czujności. Jak się okazało – zupełnie niepotrzebnie, gdyż Claymore w pierwszym kontakcie sprawia dość przyjemne wrażenie a polski entuzjasta anime dostaje mile łechcący narodowe ego „cukierek” w postaci zaskakujących i bliskich sercu skojarzeń. Rację mają bowiem ci, którzy twierdzą, że w punkcie wyjścia, seria przypomina w jakimś stopniu „Strzygę” Andrzeja Sapkowskiego, opowiadania które dało początek „wiedźmińskiej” sadze.

Do niewielkiego miasteczka przybywa wiedźma (Claymore) Clare, wezwana przez zrozpaczonych mieszkańców, sparaliżowanych strachem serią brutalnych morderstw, których sprawcą jest demon yoma, monstrum potrafiące przybierać ludzką postać i wykazać się zgubnym w skutkach apetytem na ludzkie wnętrzności. Jedynie wiedźmy Claymore są w stanie zdemaskować yomę pod postacią człowieka, wyczuwając ich duchową aurę (yoki). W ten sposób zostaje nakreślony ogólny rozkład sił, rządzących światem Claymore. Opiera się on na śmiertelnym konflikcie ludzi i yomów oraz próbującej egzystować gdzieś pośrodku rasy Claymore, pół – ludzi, pół – yomów, zrzeszonych w tajemniczej Organizacji, próbującej przywrócić światu pierwotny porządek, w myśl którego najniebezpieczniejszym drapieżnikiem na powrót miałby stać się człowiek. Przynajmniej tak to na początku wygląda. Człowiek jest w tym konflikcie stroną uprzywilejowaną ponieważ każda z wiedźm Claymore, w przeszłości była w pełni człowiekiem albo za takiego nadal się uważa, choć akurat ludzie mają w tym względzie nieco odmienne zdanie.

Nie inaczej sprawa ma się z Clare. Zanim została Claymore, we wczesnym dzieciństwie dotknęła ją powszechna w tym świecie tragedia – yomy wymordowały całą rodzinę dziewczyny. Egzystującą w skrajnej nędzy i wycieńczeniu, złamaną psychicznie niepojętych rozmiarów traumą, niemą Clare, przygarnia jedna z najpotężniejszych Claymore w historii – Teresa. Dzięki nowej opiekunce, dziecko odzyskuje w wymiarze duchowym matkę, a zdystansowana i brutalna w obejściu Teresa, utraconą cząstkę człowieczeństwa, czyli całą przebogatą sferę uczuć. Odtąd wybory i sądy Teresy stają się mniej jednoznaczne, bardziej ludzkie, co przestaje podobać się Organizacji, lubiącej mieć w każdej sprawie ostatnie słowo. Nad głową Teresy i Clare gromadzą się czarne chmury.
Jednak póki co, dużo wcześniej (w porządku prezentowanej opowieści) i kilkanaście lat później, dorosła już Clare przybywa do miasteczka, by zabić terroryzującego je yomę i śladem swojej mentorki, łamie reguły Organizacji, biorąc pod swoją opiekę sierotę Rakiego. Powtórzeniem tego gestu, oddając hołd ukochanej Teresie. Jak nietrudno się domyśleć, konsekwencje tego wyboru będą dla obojga dalekosiężne.

Jeśli ktoś czytając to krótkie wprowadzenie odnosi wrażenie, że Claymore to seria stawiająca w pierwszym rzędzie na siłę wątków obyczajowych, mija się z prawdą o lata świetlne. Piszę to z tym większym bólem, ponieważ w moim przekonaniu, jest to jeden z dwóch powodów, dla których w ogóle warto sobie Claymore zawracać głowę, jeśliby oczywiście w tym kierunku fabuła została przez twórców poprowadzona. Tym bardziej szkoda, że w kontekście całości widać, iż wątki te zostały potraktowane w sposób instrumentalny, mający służyć jedynie za pretekst, usprawiedliwiający drugą zaletę serii, wzbudzającą tak wielki aplauz i uznanie, czyli efektownie toczone w przeróżnych konfiguracjach, pojedynki. Cóż, życie to kwestia wyborów, nieprawdaż? Szkoda tylko, że w czasach, kiedy nawet najgłupsze produkcje, pozbawione ambicji innych poza niesieniem niskokalorycznej frajdy, mają jakiś tam zalążek fabuły, na bazie której można hasać do woli, Claymore w dużej mierze powiela ten dość jałowy schemat rozrywki. Dziwi tym bardziej, że fabuła Claymore ma spory potencjał, momentami zgłaszając pretensje do bycia czymś więcej niż tylko efektowną rozrywką (wątek Teresa – Clare). Postawiono jednak na fajerwerki i trzeba się z tym faktem pogodzić. Od początku jest jasne, że serię będzie musiało zwieńczyć pewne zdarzenie, o którym z recenzenckiej uczciwości, nie mogę zbyt wiele napisać. Szkopuł w tym, że coś musi dziać się pomiędzy początkowym zawiązaniem akcji a finałową kulminacją. Rzecz można było poprowadzić na kilka sposobów, z czego dwa wydawały się najbardziej prawdopodobne i logiczne. Twórcy mieli do wyboru dwie opcje. Pierwszą byłoby skupienie się na dopieszczaniu i cyzelowaniu charakterystyki głównej bohaterki (Clare), przez co stałaby się ona pełnowymiarową postacią „z krwi i kości”. W tym przypadku mielibyśmy szansę zanurzyć się głębiej w tajemniczy świat Claymore. Drugą opcją jest zapełnienie czasu jaki pozostał do domknięcia głównego wątku, wizualnymi atrakcjami.

Wybrano wariant drugi, mniej pracochłonny i bezpieczny. Claymore to anime podporządkowane dyktatowi atrakcyjności, która płynie z nieprzerwanie dawkowanych w ogromnych ilościach scen pojedynków, odwrotów, ucieczek, podchodów i efektownego masakrowania oponentów. Schemat jest prosty i wielokrotnie sprawdzony. Opiera się na motywie drogi, którą dopóty będą przemierzać bohaterowie, dopóki jej kres nie zostanie jasno przez twórców zasygnalizowany. A trzeba przyznać, że założenia fabularne Claymore pozwalają w nieskończoność kontynuować tę zabawę. Założenie, że w centrum wszelkich wydarzeń w świecie serii stoi wspomniana już Organizacja, nadzorująca pracę poszczególnych wiedźm Claymore, daje ku temu powody. Struktura Organizacji zbudowana jest hierarchicznie, wiedźmy są ponumerowane i pokatalogowane, wedle posiadanych umiejętności i stopnia mocy, którą dysponują. Każdy kolejny numer od Pierwszego w dół, to jeden stopień w hierarchii niżej. Clare, główna bohaterka Claymore zajmuje w hierarchii stopień najniższy – czterdziesty siódmy i na jej losach koncentruje się fabuła serii. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by w przyszłości postacią wiodącą kolejnych sezonów uczynić jakąkolwiek inną wiedźmę, tym bardziej, że anime to mocno oparte jest o retrospekcje, więc w zasadzie każda z pojawiających się w Claymore postaci ma swoją drugą szansę, nawet jeśli już raz na naszych oczach dokonała żywota. Ba, powiem więcej – twórcy serii wyraźnie sugerują, że Organizacja istnieje od iluś pokoleń, a jej obecna struktura i członkinie, są tylko kolejnymi z rzędu, więc istnieje także opcja rezygnacji ze wszystkich obecnie przewijających się przez serię postaci i zastąpienie ich całkowicie nowymi.
Ale ten zmyślny koncept jest zarazem największym mankamentem serii. Konia z rzędem temu, kto bez ołówka i kartki papieru albo kilkakrotnego uważnego obejrzenia serii, jest w stanie spamiętać wszystkie przewijające się przez nią, mniej lub bardziej istotne, postaci. Zadanie to dodatkowo utrudnia dość monotonny rysunek poszczególnych wiedźm, które w dużej mierze różnią się od siebie jedynie fryzurami, bo ubiór mają znormalizowany, spójny kolorystycznie, według standardów narzuconych przez Organizację. Nie pomaga to w śledzeniu fabuły, cały czas towarzyszy widzowi podskórna obawa o to, czy nadąża z kojarzeniem kto jest kim, zapamiętywaniem imion, specjalności i rang, naprędce zawieranych sojuszy, przyjaźni, itd. Cóż, pewnie to jakiś znak czasu i może tylko ja mam z tym jakiś problem, bo na przykład zagorzali fani gier pokroju „World of Warcraft” już niekoniecznie, na co dzień doskonale funkcjonując pośród setek tego typu zestawień, drzewek rozwoju postaci i tym podobnych historii. W ogóle analogia, szczególnie z jRPG, jest jak najbardziej na miejscu, gdyż Claymore, bez zagłębiania się w drobiazgowe analizy, w pełni realizuje scenariusz pierwszej z brzegu, tego typu produkcji, a taki np. Cloud z FF mógłby popaść w kompleksy, widząc rozmiary mieczy, którymi z niezwykłą biegłością posługują się członkinie Organizacji.

Wszystko co do tego miejsca zostało o Claymore powiedziane, nie wskazuje na to, by serią warto zawracać sobie głowę, a jednak, sporym błędem byłoby wpychanie jej w tłum anime niegodnych uwagi, gdyż Claymore jest w sumie niezłą rozrywką. Mam tu na myśli owe nieustające pojedynki wiedźm z Yomami czy Przebudzonymi (Claymore, które straciły kontrolę nad swoją mocą yoki), które od strony wizualnej są zrealizowane ponadprzeciętnie. Wystarczy powiedzieć, że mój entuzjazm nad owym aspektem udało się twórcom podtrzymywać długi czas, ciągle sycąc nowymi wariantami rozgrywania poszczególnych starć. Co prawda, inwencja twórcza z czasem zaczyna dramatycznie się wyczerpywać, posiłkując w końcu makabrą, coraz większą ilością wnętrzności i fruwających w powietrzu kończyn, przez co Claymore niebezpiecznie zbliża się do wątpliwego poziomu produkcji pokroju „Elfen Lied”, ale cóż – widocznie w tej materii naprawdę ciężko utrzymać stały, wysoki poziom. Jednak wszelkie efekty świetlne, zaangażowanie w role poszczególnych seiyū, przyśpieszenia i spowolnienia obrazu, zmiany kolorystyki, redukowanie elementów teł, stop klatki, ładnie zaaranżowane sekwencje ciosów, szczególnie malowniczo wyglądające pojedynki grupowe – to wszystko na długo może samą tylko biegłością warsztatową przykuć do ekranu, rekompensując wszelkie mielizny scenariusza.

Wielką zaletą Claymore jest również oprawa muzyczna, wybijająca się zdecydowanie ponad przeciętność. Bogactwo motywów, koloryt, zróżnicowanie stylistyczne (utwory klasycyzujące, rockowe, echa folkloru celtyckiego, wstawki elektroniczne, świetne rozmieszczone, punktujące ważne momenty fabuły, fragmenty wokalne), zapada w pamięć, w bardzo dużym stopniu nadając serii posmaku dzieła o epickim rozmachu. Duże brawa za tak dopracowany aspekt filmu.

Wracając jednak do wad, trzeba jednoznacznie stwierdzić, że choć Claymore mocno opiera się na schematach wykreowanych przez fantasy, nie ma w nim najważniejszej części składowej tego gatunku, czyli rozbudowanego, ciekawego świata. Pod tym względem porównania z „Wiedźminem” Sapkowskiego należy wystrzegać się jak ognia, żeby nie narazić Claymore na śmieszność. Co prawda Clare, wraz z nieodłącznym Rakim, przemierza kawał świata, to jednak wygląda to tak, jakby ciągle odwiedzała to samo miasto czy biwakowała wciąż przy tym samym ognisku, w tym samym lesie. Tła w Claymore są wyjątkowo monotonne, pozbawione szczegółowości – sprawiają wrażenie jakby powstawały na bazie jednego szablonu. To zastanawiające, tym bardziej, że na oryginalnej, szczegółowej kreacji świata opiera się w dużej mierze siła fantasy jako gatunku. W Claymore śpimy w wyjątkowo ubogich domostwach, wędrujemy wciąż tą samą leśną ścieżką i bogu dzięki, że pod koniec serii twórcy zorientowali się, że istnieje coś tak oczywistego, jak pory roku i strefy klimatyczne. Rozumiem także, że scenariusz, siłą rzeczy, największą uwagę kieruje na obszerną prezentację wiedźm, ale dlaczego ludzie, w końcu główni zarządcy tego świata, są jedynie papierowymi kukiełkami, ewentualnie, pożywieniem dla równie schematycznie i powierzchownie nakreślonych yomów? Czy w jakikolwiek sposób zakłóciłoby to klarowność opowieści, gdybyśmy dowiedzieli się czegoś więcej o mieszkańcach tego wstrząsanego konfliktami świata, prócz tego, że każdy z nich nosi w sobie zwierzęcy lęk przed śmiercią?
To jest prawdziwa ułomność Claymore – nieumiejętność budowania ciekawej historii, zadziwiające przekonanie, że da się całą serię oprzeć tylko na jednym wątku fabularnym. Dialogi wołają o pomstę do nieba. Męczy w kółko przerabiana na wszelkie możliwe sposoby myśl, że wiedźmy to pół–ludzie, pół–yomy. Oczywiście, na tym wewnętrznym pęknięciu opiera się cała dramaturgia serialu, ale to trzeba umieć pokazać poprzez odpowiednio skomponowane obrazy i subtelności fabularne, a nie ewokować w co drugim zdaniu i prezentować poprzez zmieniające się rysy twarzy i kształt oczu. A nawet jeśli to nie wystarcza, to tę niesamowicie ważką prawdę poznać będziemy zmuszeni dzięki bratu – łacie Clare, Rakim. Coś mi się zdaje, że to będzie najbardziej znienawidzona postać Claymore. Zresztą, właśnie w relacji Clare z Rakim najbardziej widoczna jest miałkość scenariusza. Nie wiem, jak rozkładają się owe napięcia fabularne w mandze, podobno dużo lepszej niż jej adaptacja, ale w filmie aż za wyraźnie widać pęknięcia i zwyczajną sztuczność tej kluczowej (poza całkiem udaną relacją Teresa – Clare) relacji, opierającej się na widmowych przesłankach i śladowych tropach psychologicznych. W zamian mamy sporo łez, przytulania się i krzyku, jak w pierwszej lepszej telenoweli.

Mam jakieś niejasne przeczucie, że Claymore to jedna z tych produkcji, która ma ambicje zaistnieć w kilku wymiarach kultury popularnej naraz, godząc ze sobą fanów gier fabularnych, z lekka jarmarcznego w swoim zadęciu kina przygodowego i pasjonatów wszelkiego rodzaju gadżeciarstwa. Szkoda, że przy okazji nie pomyślano o zaspokojeniu ambicji miłośników dobrej literatury, ale widocznie w tym temacie, mimo casusu „Harrego Pottera”, nadal niewiele można marketingowo ugrać.

Reasumując. Claymore powinni zobaczyć wszyscy, którzy cenią sobie widowiskowe, ponadprzeciętnie zaaranżowane sceny walk, ubrane w bardzo dobrą szatę muzyczną. Serię odpuścić powinni sobie natomiast wszyscy zwolennicy fantasy, ceniący produkcje tego typu, przede wszystkim, za kreacje niepowtarzalnych światów i wielowątkowych, epickich opowieści, dających szansę kompletnie zapomnieć o tłoku w autobusie.
Ja, na samą myśl o tym, że na pewno powstanie kolejny sezon Claymore, poczułem, że zaczyna boleć mnie głowa, ale jestem w stanie zrozumieć cierpliwe polerowanie zbroi i gorączkowe szykowanie oręża przez fanów serii, gotowych na kolejną wyprawę w krainę Claymore. Znajdzie się jeszcze niejeden powód, by stoczyć kilka efektownych pojedynków a przy okazji po raz kolejny udowodnić, że zasłużyło się na bycie Numerem Pierwszym, Drugim, Trzecim, Czwartym czy też Piątym. Bo przecież na północnej krainie Alphonse, świat Claymore się nie kończy.

 

Napisz komentarz

 
Twój nick lub imię i nazwisko:



Temat komentarza:



Czerwona planeta?


Musisz odpowiedzieć na pytanie lub uzupełnić zdanie, pomożesz nam w ten sposób walczyć ze spamem.

:smile::kawaii::bgrin::polzart::cool::jezor::readman::ziew::sad::sceptyk::cry::bad::angry::zabije::cross::zmiesz::shock::niewzrusz::niepowiem::uhoh::azu:


 
 

Regulamin

 
Jeśli chcesz napisać komentarz, musisz przestrzegać pewnych zasad:
  • Komentarz musi dotyczyć opisywanego tytułu lub recenzji i musi być w miarę sensownie napisany (nic nie wnoszące jednolinijkowce lecą od razu do kosza).
  • Oceniamy tytuł lub recenzję, a nie recenzenta i komentujących.
  • Nie obrażamy użytkowników, recenzentów, ani twórców.
  • Nie używamy słów powszechnie uznanych za wulgarne lub obraźliwe.
  • Nie nadużywamy emoticon i piszemy czytelnie.
  • Zabronione jest zamieszczanie linków nie związanych z opisywanym tytułem lub recenzją.
  • Zabronione jest podawanie linków p2p umożliwiających ściąganie plików muzycznych, skanlacji lub fansubów.
  • Jeśli zdradzamy w komentarzu zdarzenia psujące oglądanie widzom nie znającym opisywanego tytułu (tzw. spoilery), należy ukryć je korzystając z przycisku "OZNACZ SPOILER".
  • Pamiętajmy, że komentarze mają służyć przede wszystkim jako pomoc w podjęciu decyzji przez ogół użytkowników, czy warto po opisywany tytuł sięgnąć. Dogłębne dyskusje i analizy powinny znaleźć się na forum dyskusyjnym.
  • Redakcja ma prawo poprawić komentarze, w których jedna z powyższych zasad została złamana.
  • Redakcja ma prawo usunąć komentarz, który nie dotyczy opisywanego tytułu, recenzji lub innego komentarza.
  • Moderacja bezdyskusyjnie będzie usuwać komentarze dotyczące kwestii odmiany japońskich nazw własnych.
Dodając komentarz akceptujesz automatycznie powyższe zasady.
Jeśli uznasz, że Twój tekst został potraktowany ostrzej, niż wynika to z wymienionych zasad, prosimy zgłosić ten fakt na forum.
 
Start
 »
Redakcja
,
FAQ
,
Zaprzyjaźnione strony
,
Wymiana bannerów

Anime
 »
Recenzje
,
Zajawki
,
Tytuły
,
Postacie
,
Seiyū
,
Twórcy
,
Studia
Słowniczek
 »
Katalog
,
Indeks

Artykuły
 •
Forum
 •
Galeria
Kino azjatyckie
 »
Recenzje
,
Tytuły
,
Aktorzy
,
Twórcy

Linkownia
 »
Katalog
,
Lista
,
Kategorie
,
Typy witryn