Menu

 
 

Zaprzyjaźnione strony

 
Tanuki
Aleja Komiksu
Anime Heaven
Vegepic Anime
Dragon Ball Nao
Kage
VWORLD
GTW
Anime Dream
Rei Official Website
Japonia Dream
bleachHEART
Ghibli
Banzai!
 
 

Reklama

 
 

Komentowany artykuł

Ach! Superbohaterowie! Wielu ich, lecz na niewiele się zdają! Tak w banalnej parafrazie starożytnego cytatu, można by podjąć próbę nieco złośliwego podsumowania mnogich postaci spod znaku superzdolności. Humanoidalni kosmici, pająki, nietoperze i inne osobniki wszelakiej maści o nadludzkich zdolnościach już od dekad są bohaterami kultury masowej. Najczęściej ich istnienie rozpoczynało się na łamach komiksu, skąd poprzez rozpalone umysły swoich fanów trafiały na inne rodzaje mediów. Zapoczątkowany przez archetyp nietzscheańskiego arcyczłowieka motyw znalazł swe odzwierciedlenie w prostych i banalnych historiach, najczęściej skierowanych do młodszego odbiorcy. W tym wszystkim postacie te doskonale wpisały się w chłopięcą potrzebę bycia ponad zwyczajnym światem, a zamiast niego w innym, gdzie z szarego człowieka można stać się kimś podziwianym i sławnym, a jednocześnie nie stracić swych ideałów: poczucia sprawiedliwości i skromności.
Japoński archetyp superbohatera miał charakter odmienny. Bardziej mistyczne postacie urastające do owego statusu najczęściej wiązane były z tradycyjnymi japońskimi legendami o broniących wioski demonach i bożkach opiekuńczych. Po II wojnie światowej, w kolejnych etapach przejmowania zachodnich wzorców kulturowych i ten segment uległ jednak pewnym zmianom. W trakcie wspomnianego procesu szczególną słabość Japończycy mieli jednak do typu antybohaterskiego, który na zachodzie był ówcześnie rzadkością. Dość osobliwym tego przykładem może być postać Lupina, złodzieja-dżentelmena, wzorowana na książkach Maurice'a Leblanca. Począwszy od 1967 biła ona prawdziwe rekordy popularności wydawnictw mangi i anime i na prawie trzydzieści lat opanowała kilka bestsellerowych list. W podobnym okresie, bo w roku 1970 powstał inny tytuł, dość śmiało nawiązujący do swoich konkurentów zza Pacyfiku, a jednocześnie zachowujący od nich sporą odrębność. Tytułem tym był „Skull Man” autorstwa Shōtara Ishinomoriego. Mroczna, w większości pozbawiona scenek rodzajowych i skupiająca się na brutalnej i skomplikowanej intrydze manga, szybko zdobyła sobie popularność wśród starszych czytelników. Główny bohater nie był tu obrońcą ładu i porządku, a bezwzględnym zabójcą którego obchodziła jedynie osobista sprawiedliwość – zemsta za śmierć rodziców. Postać „Człowieka-czaszki” ożyła po raz kolejny w roku 1998, kiedy to Kazuhiko Shimamoto przy współpracy z Ishinomorim stworzył remake, a zarazem kontynuację kultowego tytułu sprzed blisko 30 lat. Nowe wydanie nie zdobyło popularności oryginalnego wydania, jednak jak się okazuje, to wcale nie zaszkodziło legendzie mrocznego mściciela.
W roku 2007, studio BONES postanowiło wykorzystać motyw japońskiego antybohatera i stworzyło właśnie „Skull Mana” będącego przedmiotem tej recenzji.

Seria nie jest wierną ekranizacją i sprawia wrażenie bardzo swobodnie nawiązującego do mangowego pierwowzoru prequela. W świat oryginalnie stworzony blisko cztery dekady temu, tym razem wprowadza nas dwójka bohaterów – reporter prasy brukowej Hayato Minagami, oraz pogodna nastolatka o imieniu Kiriko, która nie rozstaje się ze swoim aparatem fotograficznym. Hayato przybył do Ohtomo City w poszukiwaniu sensacji, związanej z tajemniczymi morderstwami, popełnianymi przez zamaskowanego przestępcę. Kiriko zaś żądna jest sławy pierwszorzędnego fotografa i chce zdobyć materiał na nagrodę Pulitzera. Czym jednak byłaby ta produkcja, gdyby nasi główni bohaterowie kierowali się jedynie tak błahymi intencjami? Szybko okaże się, że ich prawdziwe motywy są innej natury, a oni sami wplączą się w intrygę, w której stawką może być ich życie. Dosyć jednak o przewodnikach tej historii. Wszystkich bowiem interesuje „Kto zabił?” a raczej „Kim lub czym jest i czego chce człowiek-czaszka?” Gdy za scenariusz biorą się ludzie z BONES, nic poza faktem otrzymania przyzwoitej historii nie jest pewne. A pierwsze wrażenie nie należy do szczególnie piorunujących. Pierwszy odcinek w połączeniu z projekcjami otwierającymi i zamykającymi może sugerować, że równie dobrze mogliśmy trafić na kolejną niespecjalnie atrakcyjną serię przygodową. Na szczęście twórcy szybko dementują te kołaczące się w głowie czarne myśli i już w odcinku trzecim poznać możemy właściwe oblicze serii. Od samego początku dobre wrażenie robi świat przedstawiony. Połączenie stylistyki charakterystycznej dla powojennych dekad XX wieku oraz nowoczesnej technologii, nie jest może wybitnie interesujące w swojej idei, za to przeprowadzone z należytym szacunkiem dla wartości stylu i spójności pozostawia miłe odczucia. Scenariusz rozpisany został na trzynaście odcinków prowadzących fabułę w sposób ciągły. Niezwykle szybko pozbawiony on zostaje elementów wprowadzenia, a zawiązanie akcji następuje wcześnie, nawet jak na normy jednosezonowego tytułu. Nie ma czasu na nudę. Co chwilę gonimy za nowym tropem, mającym rozwiązać zagadkę człowieka w masce oraz nie mniej mroczną intrygę okrywającą mgłą przeszłość miasta. Najbardziej zaoszczędzono tutaj na czasie przeznaczonym na standardowe sytuacje, w których poznać możemy bohaterów. Ciekawe jednak, że tytuł nie traci na tym zbyt wiele. Tajemniczość bohaterów, o których wiemy jedynie tyle, ile wymagane jest dla usprawiedliwienia wydarzeń fabularnych, dodaje w tym przypadku szczyptę atmosfery starych filmów kryminalnych. Gdy nałożymy na to pojawiający się okresowo charakterystyczny styl narracji, to otrzymujemy dość ciekawy obraz wielopoziomowej, aczkolwiek delikatnie zaznaczonej stylizacji. Scenariusz wydaję się być ponadprzeciętnie spójny i konsekwentny. Nie ulega chwilowym kaprysom i niepotrzebnym rozgałęzieniom, za to śmiało brnie do finalnego połączenia i rozplątania pojawiających się wątków. Jeśli miałbym w tym segmencie doszukiwać się jakiś wad, to chyba fani przyzwyczajeni do standardowego tempa rozwoju fabuły w seriach telewizyjnych, mogą czuć się nieco zagubieni w gąszczu przecinających się szybko wydarzeń. Uczucie to spotęgowane zaś może zostać tym, że fabuła ulega jedynie częściowemu zamknięciu i pozostawia wiele z pytań w stanie zawieszenia. W podsumowaniu można chyba powiedzieć, iż scenariusz „Skull Mana” mimo drzazg w tytanowej wizji ideału dowodzi, że dopracowane historie powoli stają się etykietką studia BONES na równi ze starannym i estetycznym wykonaniem.

A wykonanie oprawy graficznej tradycyjnie nie rozczarowuje. Rysunek jest dokładny. Postacie niezależnie od ilości detali są wykonane zadowalająco. Tła są dość szczegółowe, ale jednocześnie nie zakłócają pierwszego planu. Wszystko stanowi kwintesencję tego co nazywamy solidnym, a jednocześnie nie krzykliwym wykonaniem. Niestety, tą standardową litanię pochwał muszę na chwilę przerwać, gdy nadchodzi czas na ocenę pewnych aspektów udziału grafiki komputerowej w obrazie. Z pozoru wszystko wydaje się być na swoim miejscu. Obróbka tradycyjnego rysunku jest delikatna i przyjemna dla oka, a wiele trójwymiarowych obiektów scenografii robi nawet wrażenie swoją ilością detali. Także wypełnienie komputerowych modeli wydaje się być w większości przypadków co najmniej zadowalające. W tym momencie nie lada zaskoczeniem dla piszącego tą recenzje okazały się jednak pewne ruchome obiekty trójwymiarowe (np. niektóre pojazdy mechaniczne), które co jakiś czas niczym grom z jasnego nieba odsłaniały przed nami bez wstydu swoją ubogość i niewybredny, surowy industrializm estetyczny. Zadziwiające, że twórcy potrafili tak bezpardonowo połączyć całkiem przyzwoite wykonanie pozostałych elementów z tym jednym, który tak skutecznie powodował grymas zakłopotania. Przyznam, że gdyby chodziło o mniej cenioną przeze mnie grupę animatorów, stwierdziłbym fakt ten bez dodatkowych komentarzy w tonie, który podsumować można jedynie „ten typ tak ma”. Martwi mnie jednak, gdy kościści przyjaciele potrafią w pewnych kwestiach zniżyć się do poziomu swoich mniej groźnych konkurentów.

Świetnie wypadają kwestie stylistyczno-estetyczne obrazu. Posiadający charakterystyczny cienki, ostry i wyraźny profil projekt postaci, będzie rozpoznawalny dla widzów, którzy z produkcjami wymienionego studia mieli już kilkukrotnie do czynienia. Wiele modeli zostało zaprojektowanych z estetyczną gracją, choć na pewno daleko im do rozbujanego, fantazyjnego audiowizualnego wyestetyzowania, znanego choćby z „Rahxephona”. Godne pochwały jest zastosowanie bogatej kolorystyki, utrzymanej w stonowanych barwach oraz wspieranej przez zgrabną grę świateł.

Wspomniałem wcześniej o kwestii delikatnej acz wieloaspektowej stylizacji serii na gangsterski kryminał. Taki zabieg naturalnie powinien być wspierany przez atrakcyjną oprawę muzyczną. Usłyszymy więc kilka krótkich jazzowych utworów, przerywanych atrakcyjną, klasyczną muzyka filmową oraz kilkoma motywami z klimatycznym tłem w postaci kościelnych organów. Całość wkomponowana w obraz dość zgrabnie wspiera pozostałe elementy budowania atmosfery w sposób absolutnie satysfakcjonujący.
Osobną sprawą są teledyski otwierające i zamykające odcinek. Opening niezależnie prezentuje się całkiem przyswajalnie, głównie za sprawą interesującego montażu. Nieco gorzej wygląda sprawa, gdy próbujemy zestawić jego muzyczny przygodowo-rozrywkowy charakter z mrocznym klimatem samej serii. Podobny problem posiada ending, który skutecznie potrafił wyrwać mnie z atmosfery niepewności swoją nijaką „milutkością”.
Naturalnie uwagi te dotyczą w pewnej mierze personalnych preferencji, więc w ocenie podsumowującej mimo wszystko przychyliłbym się do pozytywnej oceny openingowo-endingowych projekcji.

„Skull Man” to jeden z lepszych antybohaterów jakich wytworzyła japońska popkultura. Widać także, że ludzie od kości dobrze wiedzą jak postępować z czaszkami. Twórcy zaprezentowali produkt dopracowany. Posiada on przemyślany i poprawnie skonstruowany scenariusz, który wspiera oprawa audiowizualna na dobrym poziomie. Mimo pewnych elementów kina przygodowego, ostatecznie poleciłbym go raczej fanom odrobinę poważniejszej rozrywki. Przekonamy jestem także, że tytuł ten to nie ostatnie słowo człowieka w masce i jeszcze nieraz będziemy mieli okazję przekonać się czy granica między sprawiedliwością, a zemstą jest rzeczywiście tak cienka jak sugerują to twórcy jego postaci.

 

Napisz komentarz

 
Twój nick lub imię i nazwisko:



Temat komentarza:



Rude zwierzątko chodzące po drzewach i jedzące orzeszki?


Musisz odpowiedzieć na pytanie lub uzupełnić zdanie, pomożesz nam w ten sposób walczyć ze spamem.

:smile::kawaii::bgrin::polzart::cool::jezor::readman::ziew::sad::sceptyk::cry::bad::angry::zabije::cross::zmiesz::shock::niewzrusz::niepowiem::uhoh::azu:


 
 

Regulamin

 
Jeśli chcesz napisać komentarz, musisz przestrzegać pewnych zasad:
  • Komentarz musi dotyczyć opisywanego tytułu lub recenzji i musi być w miarę sensownie napisany (nic nie wnoszące jednolinijkowce lecą od razu do kosza).
  • Oceniamy tytuł lub recenzję, a nie recenzenta i komentujących.
  • Nie obrażamy użytkowników, recenzentów, ani twórców.
  • Nie używamy słów powszechnie uznanych za wulgarne lub obraźliwe.
  • Nie nadużywamy emoticon i piszemy czytelnie.
  • Zabronione jest zamieszczanie linków nie związanych z opisywanym tytułem lub recenzją.
  • Zabronione jest podawanie linków p2p umożliwiających ściąganie plików muzycznych, skanlacji lub fansubów.
  • Jeśli zdradzamy w komentarzu zdarzenia psujące oglądanie widzom nie znającym opisywanego tytułu (tzw. spoilery), należy ukryć je korzystając z przycisku "OZNACZ SPOILER".
  • Pamiętajmy, że komentarze mają służyć przede wszystkim jako pomoc w podjęciu decyzji przez ogół użytkowników, czy warto po opisywany tytuł sięgnąć. Dogłębne dyskusje i analizy powinny znaleźć się na forum dyskusyjnym.
  • Redakcja ma prawo poprawić komentarze, w których jedna z powyższych zasad została złamana.
  • Redakcja ma prawo usunąć komentarz, który nie dotyczy opisywanego tytułu, recenzji lub innego komentarza.
  • Moderacja bezdyskusyjnie będzie usuwać komentarze dotyczące kwestii odmiany japońskich nazw własnych.
Dodając komentarz akceptujesz automatycznie powyższe zasady.
Jeśli uznasz, że Twój tekst został potraktowany ostrzej, niż wynika to z wymienionych zasad, prosimy zgłosić ten fakt na forum.
 
Start
 »
Redakcja
,
FAQ
,
Zaprzyjaźnione strony
,
Wymiana bannerów

Anime
 »
Recenzje
,
Zajawki
,
Tytuły
,
Postacie
,
Seiyū
,
Twórcy
,
Studia
Słowniczek
 »
Katalog
,
Indeks

Artykuły
Forum
Galeria
Kino azjatyckie
 »
Recenzje
,
Tytuły
,
Aktorzy
,
Twórcy

Linkownia
 »
Katalog
,
Lista
,
Kategorie
,
Typy witryn