Dzielny kronikarz wiele już wyjaśnił ze stanu rzeczy wspaniałego królestwa. O czymże jednak jest ten tekst? Ano o tym jak to grupa śmiałków zuchwale owe losy królestwa opowiedzieć nam chciała. Jak im to wyszło wyjaśnić już pośpieszam…
„Murder Princess” to tytuł dość osobliwy. Początek historii to w zasadzie banalny wstęp do baśniowej opowieści o awanturniczym zacięciu. Wszystko jednak ulega zmianie, gdy pojawia się robotyka i inne urządzenia, które do scenerii zupełnie nie pasują. Sposób ich wprowadzenia sugeruje ponadto, że będziemy mieli do czynienia z lekką odmianą zwariowanej komedii. Seria bez większych innowacji eksploatuje przy tym spore ilości zarówno motywów nieklasycznego (daleko spokrewnionego z science-ficton) fantasy w anime, jak i charakterystycznych dla zwariowanej komedii gagów. Ocena scenariusza jako całości wydaje się jednak dość kłopotliwa. Na samym początku docenić można spójny koncept niezobowiązującej do intelektualnego wysiłku komedii przygodowej. Twórcy ze sporym wyczuciem lawirują na granicy komedii, nie przekraczając jednak granicy, w której widz jest przytłoczony dowcipem i nie może odnaleźć się w serwowanej przez twórców konwencji. Niewątpliwymi zaletami konstrukcji scenariusza jest także spójność i zrównoważone tempo prowadzenia fabuły. Niestety w tym przypadku zalety scenariusza istnieją w konsekwencji jego słabości. Historia posiada banalny schemat, w którym twórcy nie próbują nawet zasiać ziarna świeżego pomysłu nie wspominając o awangardzie na jakimkolwiek polu. A szkoda. Gdzie bowiem można znaleźć lepsze pole do eksperymentów jak nie w tak swobodnej formule?
Dość analogicznie ma się sprawa kreacji bohaterów. Postawiono tutaj na proste, popularne rozwiązania; cyniczną i wyszczekaną kobietę, która w głębi duszy jest miła i wyrozumiała, oraz mniej wyrazistą postać z kategorii „słodka idealistka”. I znowuż, mamy do czynienia z postaciami banalnymi ale jednocześnie dzięki temu zrozumiałymi. Bezproblemowo zdobywają sympatię i same stają się najbardziej interesującym elementem historii. To samo tyczy bohaterów pobocznych, którzy jednak nie posiadając charyzmy głównej bohaterki szybko usunąć muszą się na pozycję dekoracji czy jak w przypadku cebulowego naukowca – etatowego złego „co mu nic nie wychodzi jak trzeba”. Przy tej okazji na dość szczególny plus zasługuje gra seiyū z protagonistką serii na czele. To dzięki nim eksploatowane wiele razy schematy osobowościowe zyskały indywidualną i atrakcyjną dla widza barwę.
Wizualnie seria prezentuje się przyzwoicie. Tła są dość bogate, a do tego rysowane przyjemnymi, żywymi, ale nie jaskrawymi kolorami. Całość kolorystyki zamknięto w przeciętnej palecie, rezygnując m.in. z większości odcieni imitujących światłocień. Projekt postaci to mieszanka popularnych współcześnie trendów, najczęściej uproszczony. Rysunek i animacja modeli w miarę staranna, bez kompromitujących niedoróbek, ani zapierających dech w piersiach pokazach wizualnych. Obróbka komputerowa stosowana w granicach animowanej przyzwoitości. Ot, zwyczajne, poprawne rzemiosło.
Sporą zaletą serii jest jej oprawa muzyczna. Bogata i różnorodna. Całość skomponowana głównie przy pomocy syntezatorów i gitar elektrycznych. Ciężkie gitarowe riffy połączone z elektronicznym rytmem mimo swej kompozycyjnej prostoty sprawdzają się tutaj nad wyraz dobrze, nierzadko decydując o ogólnej atrakcyjności poszczególnych scen. Na całkiem akceptowalnym poziomie znajdują się także utwory spokojniejsze, równie liczne jak ciężkie brzmienia. Całość nieco przypomina muzykę do gier komputerowych, co przywodzi z kolei na myśl stare serie animowane, gdzie taka tendencja była dość charakterystyczna. Muzyka jest zdecydowanie sporą atrakcją „Murder Princess” i pozwala w chwilach zwątpienia jakością historii zanurzyć się w atmosferze muzycznego pokazu.
„Murder Princess” to tytuł udany, choć można mieć pretensje do twórców, że poszli bezpiecznym śladem swoich poprzedników. Seria nie będzie świętym Graalem dla osób, które z „przygodówkami” miały już w swoim życiu wiele do czynienia. Pozostali jednak, którzy liczą na przyjemny, odprężający seans w towarzystwie sprawdzonego (co nie znaczy koniecznie gorszego) schematu mogą śmiało sięgnąć po przygody morderczej księżniczki.