„Saber Marionette” to jedna z moich ulubionych serii. Zaczęło się od tego, że telewizja VOX zaprezentowała na swojej antenie trzyczęściową serię OAV zatytułowaną „Saber Marionette R”. Była to pierwsza animowana ekranizacja opowieści o marionetkach. Mimo, że nie rozumiałem wtedy dialogów, bardzo przypadła mi do gustu ta opowieść, a szczególnie jej trzy główne bohaterki. Wtedy nie wiedziałem jeszcze o ile ciekawsza i piękniejsza będzie oryginalna seria „J”.
Marionetki po raz pierwszy ujrzały światło dzienne na kartach opowiadań Satoru Akahori publikowanych w miesięczniku Dragon Magazine w 1994 roku. Publikacje serii „J” trwały do roku 1999, a w między czasie pojawiły się dwie części serii „R”, oraz manga zatytułowana „SM Girls Gaiden Saber Marionette Z”. Były to związane ze sobą opowieści, dziejące się jednak w innych realiach niż serie „J”, choć dalej rozgrywały się na planecie Terra 2. Wtedy nakręcono serię „R”. Pojawiły się także słuchowiska radiowe. Postanowiono w końcu umangowić i zanimować serię „J”, w skład której wchodziła 25 odcinkowa seria główna, dodatkowe sześć odcinków „Saber Marionette J Again”, oraz wreszcie opisywana, 26-odcinkowa seria „J to X” zamykająca ten cykl.
Przedstawię pokrótce świat, w którym Akahori umieścił bohaterki i akcję serii. W XXII wieku planeta Ziemia boryka się z problemem przeludnienia. Władze postanawiają rozwiązać ten problem wysyłając masowo statki kosmiczne, które mają odnaleźć i zasiedlić nadające się do tego celu inne planety. Jeden ze statków ulega awarii w pobliżu planety Terra 2. Z opresji wychodzi cało jedynie 6 osobników, niestety wyłącznie mężczyzn. Po wylądowaniu na planecie, każdy z nich idzie w inną stronę i zakłada własne państwo. Poprzez klonowanie radzą sobie jakoś z problemem reprodukcji, jednak nie są w stanie odtworzyć w ten sposób kobiet. Zamiast tego postanawiają produkować androidy o wyglądzie kobiet, nazywając je marionetkami, jednak te są po prostu zimnymi, nigdy nie uśmiechającymi się robotami zdolnymi jedynie do prostych czynności. Marionetki znajdują także zastosowanie jako maszyny bojowe, taką marionetkę określa się jako Saber Marionette.
Tak się jednak złożyło, że dwóm ludziom z oryginalnej szóstki udało się stworzyć marionetki, które zaopatrzone w specjalne dziewicze obwody elektroniczne, umiały czuć, uśmiechać się, a nawet kochać... W ten sposób Faust władca Gartlantu otrzymał na wychowanie Tiger, Panter i Luchs, a Ieyasu Tokugawa, władca krainy nazywanej Japoness zatrzymał Lime, Cherry oraz Bloodbery. O ile Faust, człowiek z klona na klon coraz straszniejszy, zamienił swój kraj w jedną wielką machinę wojenną i pomiatał kochającymi go bezgranicznie marionetkami, o tyle Tokugawa postanowiwszy zaczekać z rozwojem emocjonalnym własnych marionetek uśpił je na czas nieokreślony, aż przeznaczenie samo znajdzie odpowiedniego do tego celu człowieka. Taki człowiek pojawił się w końcu po 300 latach oczekiwania. Otaru Mamiya skromny młody człowiek imający się różnych prac obudził przypadkiem Lime – pierwszą z marionetek. Panujący w tym momencie kolejny klon Tokugawy nie miał już żadnych wątpliwości, że człowieka odpowiedniego znalazł, kiedy Otaru obudził pozostałe marionetki i okazało się, że jako nieliczny z mieszkańców Japoness nie tylko traktuje je jak ludzi, ale również stały się mu bardzo bliskie.
Tak rozpoczynała się pierwsza seria „J” i przyznam, że pochłonęła mnie bez reszty. Tym co do niej przyciąga są oczywiście trzy marionetki, które oddano Otaru pod opiekę. Najmilszą z marionetek jest Lime. Z jakiegoś powodu jej rozwój emocjonalny zatrzymał się na wczesnym etapie. Jednym słowem jest dzieckiem, choć nie ustępuje ani wzrostem, ani siłą pozostałym marionetkom. Ma bardzo jasną osobowość, jest bardzo wesoła, wszystkiego ciekawa i jako z dzieckiem, Otaru ma z nią stale problemy. Jest szczera, naiwna, nie skrzywdziłaby muchy (chyba że w obronie Otaru), a także pochłania niesamowite ilości jedzenia, ale wszyscy ją bardzo kochają. Lime nie byłaby jednak tym czym jest gdyby nie Megumi Hayashibara, która udziela jej głosu. Mam pewność, że jest to jej najlepsza rola w anime. Z początku możemy jej nie poznać, ponieważ ma tu bardzo zmieniony głos, ale to jak gra, jest po prostu nie do opisania. Idealnie oddaje osobowość Lime. Powiem krótko, kiedy się śmieje my się śmiejemy, kiedy płacze my płaczemy...
Drugą marionetką obudzoną przez Otaru, jest Cherry. Jako przykładna gospodyni domowa, świetnie gotuje, sprząta i ma bardzo dobry stosunek do dzieci. Bardzo lubi wyobrażać sobie Otaru w roli jej męża i strasznie drażnią ją obelgi rzucane przez Bloodbery względem wielkości jej biustu. Obie potrafią się godzinami kłócić o swego pana. Cherry jest świetna jeśli chodzi o planowanie, bardzo dobrze posługuje się komputerami, ale kiedy się rozzłości, lepiej nie być w jej obecności... Autorzy anime również wyposażyli ją w świetnie dobrany głos należący do Yuri Shiratori.
Bloodbery jest najlepiej wyposażona w „wizualne” kobiece atrybuty, co doprowadza do szału Cherry, której owych atrybutów trochę poskąpiono. Bloodberry jest najsilniejsza i najlepiej walczy ze wszystkich marionetek. Jest niecierpliwa, pyskata i preferuje rozwiązywanie wszelkich problemów przy użyciu siły. Oczywiście jest także dobrą i bardzo wrażliwą marionetką. Szczególnie w opisywanej serii bardzo ją polubimy, a zdarzy się, że i popłaczemy razem z nią.
W pierwszej serii obserwowaliśmy rozwój emocjonalny marionetek, a szczególnie Lime, której tak jak każdemu dziecku trudno zaakceptować pewne aspekty porządku świata. Przyglądaliśmy się także wojnie, którą Faust wypowiedział wszystkim krajom, a w szczególności obserwowaliśmy walki marionetek Otaru z Tiger, Luchs i Panter, które okazały się nie być złymi marionetkami, jednak dla swojego pana nie cofały się przed niczym. Serial kończy się uwolnieniem, uwięzionej w orbitującym od 300 lat statku kosmicznym, Lorelai – ostatniej w zasięgu kilku lat świetlnych kobiety.
Seria „J to X” rozpoczyna się dość sielankowo, Lime nadal jest dzieckiem, Cherry i Bloodberry nadal kłócą się o Otaru, do którego coraz nachalniej próbuje dobierać się również Hanagata. Lorelai pracuje nad przywróceniem do życia płci żeńskiej, a marionetki Fausta przebywają w Japoness City i uczą się życia od marionetek Otaru. Wszystko kończy się jednak kiedy Tiger, Luchs i Panter otrzymują list od Fausta, który każe im natychmiast wracać do Gartlantu. Czyżby szykowała się nowa wojna...?
Początkowe epizody były jak się spodziewałem trochę naciągane, np. odcinek ekologiczny, w którym Lime ratuje przed wycięciem stare drzewa. Moje obawy zmniejszały się jednak wraz z kolejnymi odcinkami, a kiedy główna intryga nabrała tempa, przestałem uważać tę część za gorszą od serii „J”. Jest od niej bardziej dramatyczna i dłużej trzyma w napięciu. Autorzy wplatają pewne przemyślenia. Otaru zaczyna zdawać sobie sprawę, że nadejdzie moment, w którym będzie musiał wybrać jedną ze swych marionetek, ponieważ każda z nich chce go mieć wyłącznie dla siebie. On jednak bardzo kocha je wszystkie i ostatnią rzeczą jaką mógłby zrobić, byłoby skrzywdzenie jednej z nich. Zostanie ukazany jeszcze jeden aspekt, marionetki dojdą do wniosku, że nie będą mogły kochać tak jak ludzie, ponieważ nie rozumieją co to ból i śmierć... Doprowadzi to różnych bardzo dramatycznych sytuacji i do samego końca nie będziemy pewni jaki będzie tego finał.