Menu

 
 

Zaprzyjaźnione strony

 
Tanuki
Aleja Komiksu
Anime Heaven
Vegepic Anime
Dragon Ball Nao
Kage
VWORLD
GTW
Anime Dream
Rei Official Website
Japonia Dream
bleachHEART
Ghibli
Banzai!
Okaeri
 
 

Reklama

 
 

Komentowany artykuł

Po raz kolejny w recenzenckiej karierze przyszło mi zmierzyć się z anime, które diabelnie trudno jest ocenić. „Kaidōmaru” to jedna z tych produkcji, po obejrzeniu których w głowie miałem prawdziwy mętlik i długo nie potrafiłem zabrać się za napisanie recenzji, ponieważ nie do końca wiedziałem, co w ogóle mam czytelnikowi przekazać... W tym przypadku nie oznacza to jednak, że mamy do czynienia z rzeczą wybitną, oj nie! Prawdę mówiąc nadal nie jestem pewien, czy uda mi się odpowiednio przekazać moje odczucia co do tego anime, ale spróbuję jak najbardziej kompetentnie z tego trudnego zadania się wywiązać.

Akcja filmu osadzona została w epoce Heian. Ktoś ściga młodą dziewczynę imieniem Kintoki i jej, jak mniemam, opiekunkę. Kobieta ginie z rąk wuja dziewczynki, którego nagle spotykają na drodze, a ona sama ledwie unika śmierci – w ostatniej chwili ratuje ją samuraj na koniu. Taki jest prolog, bo następnie przenosimy się o pięć lat naprzód, kiedy to dziewczyna jest już starsza. Opanowała sztukę władania mieczem, jest chłopczycą; nie dość, że prawie wszyscy biorą ją za chłopaka, to sama stwierdza, że „noszenie kimona i pisanie listów” nie jest dla niej – woli walczyć. W mieście źle się dzieje, i właściwie niewiele więcej o tej sytuacji wiemy. Za złem stoi grupka bliżej nieokreślonych ludzi, którym przewodzi księżniczka Ōni. Tyle starczy za opis fabuły, bo jeśli chlapnę coś jeszcze, zdradzę zakończenie...

Właściwa akcja trwa niecałe czterdzieści minut, jednak w tym czasie twórcy wyjaśniają naprawdę niewiele, pozostawiając zdecydowanie zbyt wiele pytań bez odpowiedzi. Mówiąc szczerze, wydaje się, że wszystko tutaj dzieje się bez jakiejś wyraźnej przyczyny i do niczego nie prowadzi. Nie mamy pojęcia, dlaczego wuj chciał zabić Kintoki, dlaczego w mieście dzieją się złe rzeczy. Mówi się coś o używaniu jakiejś magii, ale nie zostaje wytłumaczone, co to za magia, jak ona działa... Takich niedopowiedzeń jest całe mnóstwo, a zakończenie praktycznie niczego nie rozwiązuje! Trudno mi powiedzieć, czy było to niedociągnięciem twórców, czy może od początku taki był ich zamiar. Szukając w Internecie jakichś informacji na temat tego filmu wyczytałem, że bazuje on na japońskim opowiadaniu, tak więc dla Japończyków „Kaidōmaru” zapewne jest bardziej zrozumiałe niż dla Europejczyka czy Amerykanina. Przypuszczam, że bez wnikliwego zapoznania się z owym opowiadaniem anime to jest niezrozumiałe dla większości oglądających spoza Japonii, co w jakiś sposób może tłumaczyć niskie dla niego oceny. W każdym razie ja jestem zdecydowanie na nie.

Przez niezrozumiałą fabułę ucierpieli bohaterowie, których motywy działania przeważnie były dla mnie niejasne. Główną bohaterką uczyniono Kintoki, chociaż pierwotnie miała być to opowieść o Ōni, tak przynajmniej mówią twórcy. Pada tu dużo imion, ale wielu ze wspomnianych postaci nie zobaczymy, a te, które poznamy, nie robią na oglądającym wrażenia – krzątają się po ekranie bez celu, rozmawiają ze sobą itd., ale co z tego, skoro zupełnie ich nie rozumiemy? Z żadnym z bohaterów nie potrafiłem się utożsamić, losy żadnego z nich mnie nie zainteresowały. Równie dobrze to anime mogłoby opowiadać o liściach na wietrze; obawiam się jednak, że gdyby zatrudnić porządną ekipę, liście byłyby o wiele lepszymi bohaterami niż ludzie w „Kaidōmaru”. Wynik naprawdę żałosny jak na czterdzieści minut. Ktoś może powiedzieć, że było za mało czasu na to, aby bohaterów dobrze przedstawić. Sięgam więc w pamięcią do ostatniej animowanej krótkometrażówki, którą widziałem – rosyjskiego „Yozhika v tumane”, w którym to bohaterowie, mimo że film trwa dziesięć minut, są o niebo lepsi. W dodatku są zwierzętami...

Tak więc fabuła i bohaterowie niestety zawodzą na całej linii. Dlaczego więc film otrzymał ocenę ogólną 4/10? Za nawet niezłe wykonanie techniczne. „Kaidōmaru” jest bowiem produkcją dla osób, które lubią oryginalną, niestandardową grafikę. Kolory są wyblakłe, a całość niezbyt obfita w szczegóły. Na początku i końcu pojawiają się całkiem ładne rysunki, przeważnie przedstawiające bohaterów. Wygląda to dość ciekawie i z tego względu omawiane anime zapewne zainteresuje osoby, które znudzone już są typową kreską. Niestety, i na tym nieskazitelnym obrazie pojawia się rysa, dość spora nawet – komputerowe animacje. Od czasu do czasu raczy się nas takimi widokami, jednak zupełnie nie pasują one do reszty – są brzydkie, sztuczne; wyglądają, jakby na domowym komputerze zrobił je średnio prawiony grafik, używając do tego oprogramowania średniej klasy. To, plus nienajlepsze animacje np. ruchu ust, skutecznie obniżają ocenę ogólną za grafikę.

Muzyka – jest, i nawet nieźle uzupełnia ten film. Mówiąc szczerze, czasami nawet bardziej przykuwała ona moją uwagę niż to, co działo się na ekranie. Była przyjemna, robiła pozytywne wrażenie. Niestety, dziesięć minut po zakończeniu seansu w głowie nie został mi już żaden motyw muzyczny z „Kaidōmaru”, a taka sytuacja to u mnie sprawa dość rzadka. Tak więc ścieżka dobrze pasuje do filmu, ale poza nim raczej na niewiele się zdaje.

Wedle polskiego dystrybutora, firmy IDG, „Kaidōmaru” to pełna akcji opowieść twórców „Ghost in the Shell”. Pomijam to, że znów powołano się na ten sam tytuł, sztandarowy produkt IDG... Problem w tym, że film wcale nie jest „pełny akcji”, jak to napisano. Scen akcji jest kilka, ale nie zrobiły na mnie żadnego wrażenia – ich choreografie były, niestety, bardzo kiepskie, a całość ograniczała się do kilku machnięć kataną i fontanny krwi wypływającej z miejsca odciętej kończyny. Walki te pasują raczej do jakiejś podrzędnej produkcji, a nie filmu o samurajach. Aż trudno było uwierzyć, że twórcy rozpływali się nad tymi „fenomenalnymi” scenami akcji.

Osobiście uważam „Kaidōmaru” za produkcję słabą; być może gdybym był ekspertem od legend i opowieści starojapońskich, zauważyłbym w niej coś, co zmieniłoby moje zdanie. Niestety, u nas osób takich jest niewiele, toteż przypuszczam, że większość oglądających po obejrzeniu filmu miała podobne jak ja odczucia. Niestety nie można nawet powiedzieć, że „po obejrzeniu pozostał pewien niedosyt”, bo to wymagałoby, żeby opowiadana historia choć trochę zainteresowała widza. Jak już wspomniałem, podsunąć można miłośnikom oryginalnej kreski, ale najpierw należy ich ostrzec, żeby skupili się tylko i wyłącznie na grafice, a nie oczekiwali jakiejś spektakularnej opowieści. Innym raczej nie polecam.

 

Napisz komentarz

 
Twój nick lub imię i nazwisko:



Temat komentarza:



Co najchętniej jedzą myszy?


Musisz odpowiedzieć na pytanie lub uzupełnić zdanie, pomożesz nam w ten sposób walczyć ze spamem.

:smile::kawaii::bgrin::polzart::cool::jezor::readman::ziew::sad::sceptyk::cry::bad::angry::zabije::cross::zmiesz::shock::niewzrusz::niepowiem::uhoh::azu:


 
 

Regulamin

 
Jeśli chcesz napisać komentarz, musisz przestrzegać pewnych zasad:
  • Komentarz musi dotyczyć opisywanego tytułu lub recenzji i musi być w miarę sensownie napisany (nic nie wnoszące jednolinijkowce lecą od razu do kosza).
  • Oceniamy tytuł lub recenzję, a nie recenzenta i komentujących.
  • Nie obrażamy użytkowników, recenzentów, ani twórców.
  • Nie używamy słów powszechnie uznanych za wulgarne lub obraźliwe.
  • Nie nadużywamy emoticon i piszemy czytelnie.
  • Zabronione jest zamieszczanie linków nie związanych z opisywanym tytułem lub recenzją.
  • Zabronione jest podawanie linków p2p umożliwiających ściąganie plików muzycznych, skanlacji lub fansubów.
  • Jeśli zdradzamy w komentarzu zdarzenia psujące oglądanie widzom nie znającym opisywanego tytułu (tzw. spoilery), należy ukryć je korzystając z przycisku "OZNACZ SPOILER".
  • Pamiętajmy, że komentarze mają służyć przede wszystkim jako pomoc w podjęciu decyzji przez ogół użytkowników, czy warto po opisywany tytuł sięgnąć. Dogłębne dyskusje i analizy powinny znaleźć się na forum dyskusyjnym.
  • Redakcja ma prawo poprawić komentarze, w których jedna z powyższych zasad została złamana.
  • Redakcja ma prawo usunąć komentarz, który nie dotyczy opisywanego tytułu, recenzji lub innego komentarza.
  • Moderacja bezdyskusyjnie będzie usuwać komentarze dotyczące kwestii odmiany japońskich nazw własnych.
Dodając komentarz akceptujesz automatycznie powyższe zasady.
Jeśli uznasz, że Twój tekst został potraktowany ostrzej, niż wynika to z wymienionych zasad, prosimy zgłosić ten fakt na forum.
 
Start
 »
Redakcja
,
FAQ
,
Zaprzyjaźnione strony
,
Wymiana bannerów

Anime
 »
Recenzje
,
Zajawki
,
Tytuły
,
Postacie
,
Seiyū
,
Twórcy
,
Studia
Słowniczek
 »
Katalog
,
Indeks

Artykuły
 •
Forum
 •
Galeria
Kino azjatyckie
 »
Recenzje
,
Tytuły
,
Aktorzy
,
Twórcy

Linkownia
 »
Katalog
,
Lista
,
Kategorie
,
Typy witryn