Menu

 
 

Zaprzyjaźnione strony

 
Tanuki
Aleja Komiksu
Anime Heaven
Vegepic Anime
Dragon Ball Nao
Kage
VWORLD
GTW
Anime Dream
Rei Official Website
Japonia Dream
bleachHEART
Ghibli
Banzai!
Okaeri
 
 

Reklama

 
 

Komentowany artykuł

Wróg znów atakuje. Hibiki w vandreadzie razem z Ditą pełni obaw lecą na jego spotkanie. Za nimi pozostałe dready. Przeciwnik uderza zmasowanym atakiem, dziwne czerwone promienie trafiają vandreada i poważnie go uszkadzają. Dita traci przytomność, a jej towarzysz z okrzykiem wściekłości próbuje strzelać do mechanicznego najeźdźcy, którego jeszcze nie widać. Maszyna odmawia jednak posłuszeństwa. Hibiki może już tylko patrzeć, jak dready jego towarzyszek broni eksplodują jeden po drugim. Z przerażeniem patrzy na bezbronną Nirvanę, na której wróg skupił już całą siłę ognia. Z całych sił krzyczy – Przestańcie! W tym momencie Nirvana kończy istnienie w potężnym wybuchu... Hibiki budzi się zlany potem. To tylko sen... Czy tylko? Ten sam sen miały Dita, Meia i Jura. Czyżby pexis, który połączył tę czwórkę tajemniczą nicią przeczuwał jakąś tragedię...?

Takim trzęsieniem ziemi rozpoczyna się „Second Stage” – druga część serii „Vandread”. Chyba każdy kto widział pierwszą część przygód Dity, Hibikiego i reszty załogi Nirvany, wyczekiwał z niecierpliwością na ciąg dalszy tej zabawnej opowieści. Rozwieję wasze wątpliwości, warto było czekać! „Second Stage” jest przynajmniej tak dobry, jak pierwsze 13 odcinków „Vandreada”.

Przypomnę może w skrócie o co chodzi w serialu. Jeden układ gwiezdny, dwie planety. Na każdej z nich mieszkają przedstawiciele odmiennej płci. Mężczyźni i kobiety od wielu pokoleń toczą ze sobą zaciętą walkę o dominację. Ciekawy splot wydarzeń spowodował jednak, że pewna grupa mężczyzn i kobiet musiała połączyć siły, aby po tym, jak została rzucona w odległe regiony galaktyki, powrócić bezpiecznie do domu, przeciwstawiając się po drodze tajemniczemu mechanicznemu wrogowi.

„Second Stage” rozpoczyna się mniej więcej w połowie drogi do macierzystego układu gwiezdnego. Wróg atakuje coraz zacieklej i oddział obronny pod dowództwem Meii musi się nieźle napocić, żeby odeprzeć ataki. Cel wroga stał się jasny, flota zbudowana ostatnimi zapasami schorowanej i zanieczyszczonej Ziemi została wysłana, aby odnaleźć w kosmosie zdrowych potomków rodzaju ludzkiego i uzyskać ich organy rozrodcze. Bez tego życie na Ziemi nie przetrwa. Ostrzeżenie o „żniwach”, które dowództwo Nirvany wysłało na ich macierzyste planety Tarak i Mejale zostało zignorowane.

Hibiki, Duero i Bart zdążyli się zżyć z kobietami władającymi Nirvaną. Przekonali także do siebie resztkę opornych i stali się częścią zgranego zespołu. Zażyłość między Ditą i Hibikim nie posunęła się zbyt daleko do przodu. Do tej pory nie spełnił obietnicy odwiedzenia Dity w jej kabinie, tłumacząc się kolegom, że nie wie co miałby tam robić (baka!!!). Duero już wcześniej doskonale dogadywał się z Parfet. Bart chciałby się zaprzyjaźnić z BC, jednak nie ma odwagi by jej o tym powiedzieć. W Pyoro natomiast obudziły się instynkty ojcowskie w stosunku do Karu – nowonarodzonego dziecka Ezry... Na statku pojawia się także nowa postać. Misty Cornwell, która ledwo uniknęła żniw Ziemian zostaje uratowana przez oddział obronny Meii i staje się kolejną zainteresowaną Hibikim, co doprowadzi Ditę na skraj załamania. Naszym bohaterem zainteresuje się też ponownie Jura, która wykradłszy pewną książkę panu doktorowi zapragnie zostać matką w całkowicie naturalny sposób...

Jak widać autorom nadal dopisuje dobry humor i oczywiście nie zabraknie go nam podczas tych 13 odcinków serii. O ile jednak w pierwszej części było go bardzo wiele, to tutaj ustępuje on jednak głównemu wątkowi. Klimat opowieści stanie się trochę mroczniejszy, a sytuacje dramatyczne będą się pojawiać znacznie częściej niż poprzednio. Tutaj dzieje się znacznie więcej, a akcja nabiera dynamiki. Po tym jak w pierwszych odcinkach poznawaliśmy głównych bohaterów i śmialiśmy się z ich zachowań, tutaj na poważnie zaczniemy przeżywać ich przygody. Autorzy pozwolą nam bliżej poznać postacie drugoplanowe, takie jak BC, Barnette, czy Gascogne. Wiele niedopowiedzianych spraw zostanie wyjaśnionych. Przyznam, że w pierwszej serii czasami nie nadążałem za akcją, ponieważ o ważnych rzeczach wspominano w sposób bardzo skrótowy. Wydaje mi się, że autorzy zbyt oszczędnie mówili o niektórych sprawach. Tutaj już na początku klaruje się nam obraz w wielu niejasnych kwestiach.

Pomiędzy wykonaniem obu serii, nie zauważymy wielkich różnic. Jedynie animacja komputerowa została troszeczkę lepiej wykonana. Jeśli ktoś nie do końca był przekonany do scen walki w pierwszej części, to nie powinien mieć już żadnych wątpliwości. Animacje są o wiele efektowniejsze, szczególnie wybuchy robią wrażenie. Prawdę mówiąc w tej chwili nie wyobrażam sobie scen walk kosmicznych wykonanych tradycyjną techniką. Zawarta w nich kpina z wielkich robotów nie miałaby takiego wyrazu gdyby wykonano ją metodami manualnymi. Walki nie byłyby także takie efektowne. Studio Gonzo opanowało animację komputerową w sposób, który już nie budzi takich mieszanych uczuć przy oglądaniu scen renderowanych. Natomiast poskarżę się trochę na muzykę. O ile temat tytułowy w pierwszej części był taki sobie, tak tutaj jest już nie do przyjęcia dla fanów wychowanych na muzyce lat 70-80. Na szczęście jest to jedyny moment „Vandreada”, który należy wyciszać, bowiem zarówno regularne ścieżki podkładowe jak i temat pojawiający się podczas napisów końcowych są całkiem do rzeczy.

Podsumowując, ci którzy widzieli pierwszą część Vandreada już chyba nie mają wątpliwości co do tego, że muszą obejrzeć „Second Stage”. Natomiast pozostałych niedowiarków i przeciwników mechów zapewniam, że obie części „Vandreada” przedstawiają temat walk kosmicznych z trochę innej perspektywy, niejednokrotnie nabijając się z tego ogranego schematu.

 

Napisz komentarz

 
Twój nick lub imię i nazwisko:



Temat komentarza:



Kraj nad Wisłą?


Musisz odpowiedzieć na pytanie lub uzupełnić zdanie, pomożesz nam w ten sposób walczyć ze spamem.

:smile::kawaii::bgrin::polzart::cool::jezor::readman::ziew::sad::sceptyk::cry::bad::angry::zabije::cross::zmiesz::shock::niewzrusz::niepowiem::uhoh::azu:


 
 

Regulamin

 
Jeśli chcesz napisać komentarz, musisz przestrzegać pewnych zasad:
  • Komentarz musi dotyczyć opisywanego tytułu lub recenzji i musi być w miarę sensownie napisany (nic nie wnoszące jednolinijkowce lecą od razu do kosza).
  • Oceniamy tytuł lub recenzję, a nie recenzenta i komentujących.
  • Nie obrażamy użytkowników, recenzentów, ani twórców.
  • Nie używamy słów powszechnie uznanych za wulgarne lub obraźliwe.
  • Nie nadużywamy emoticon i piszemy czytelnie.
  • Zabronione jest zamieszczanie linków nie związanych z opisywanym tytułem lub recenzją.
  • Zabronione jest podawanie linków p2p umożliwiających ściąganie plików muzycznych, skanlacji lub fansubów.
  • Jeśli zdradzamy w komentarzu zdarzenia psujące oglądanie widzom nie znającym opisywanego tytułu (tzw. spoilery), należy ukryć je korzystając z przycisku "OZNACZ SPOILER".
  • Pamiętajmy, że komentarze mają służyć przede wszystkim jako pomoc w podjęciu decyzji przez ogół użytkowników, czy warto po opisywany tytuł sięgnąć. Dogłębne dyskusje i analizy powinny znaleźć się na forum dyskusyjnym.
  • Redakcja ma prawo poprawić komentarze, w których jedna z powyższych zasad została złamana.
  • Redakcja ma prawo usunąć komentarz, który nie dotyczy opisywanego tytułu, recenzji lub innego komentarza.
  • Moderacja bezdyskusyjnie będzie usuwać komentarze dotyczące kwestii odmiany japońskich nazw własnych.
Dodając komentarz akceptujesz automatycznie powyższe zasady.
Jeśli uznasz, że Twój tekst został potraktowany ostrzej, niż wynika to z wymienionych zasad, prosimy zgłosić ten fakt na forum.
 
Start
 »
Redakcja
,
FAQ
,
Zaprzyjaźnione strony
,
Wymiana bannerów

Anime
 »
Recenzje
,
Zajawki
,
Tytuły
,
Postacie
,
Seiyū
,
Twórcy
,
Studia
Słowniczek
 »
Katalog
,
Indeks

Artykuły
Forum
Galeria
Kino azjatyckie
 »
Recenzje
,
Tytuły
,
Aktorzy
,
Twórcy

Linkownia
 »
Katalog
,
Lista
,
Kategorie
,
Typy witryn