Kōji Yamamura, twórca wielu nagradzanych krótkometrażowych filmów animowanych, od dziecka zafascynowany był światem animacji. Pierwszy film stworzył mając zaledwie trzynaście lat, a jeszcze przed ukończeniem trzydziestego roku życia założył własne studio filmowe. Co prawda na co dzień tworzy animowane spoty reklamowe, jednak kierowany swoją pasją artystyczną, wolny od presji budżetowych i czasowych, będąc sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem, realizuje także niezwykłe animowane wizje, na które prawdopodobnie nie porwałoby się żadne stricte komercyjne studio filmowe.
Jego najbardziej znanym dziełem jest dziesięciominutowe „Atama yama”, które zostało rozsławione na świecie dzięki otrzymanej w 2003 roku nominacji do Oscara w kategorii najlepszego krótkometrażowego filmu animowanego. Jest to uwspółcześniona wersja tradycyjnego japońskiego monologu komicznego zwanego rakugo i, mimo że rozgrywa się w czasach obecnych, jest wierną adaptacją ludowej opowieści o tym samym tytule. Przedstawiona jest tu historia skąpca, który nie cierpiąc rozrzutności, nawet wiśnie zjada razem z pestkami. Los płata mu jednak psikusa i sprawia, że przez zjedzone pestki na jego głowie zaczyna rosnąć drzewo wiśniowe.
Fabuła jest tu bardzo oniryczna i symboliczna, dlatego nie ma sensu jej streszczania, a także, jak przystało na klasyczne rakugo, posiada ona nagłe i jakby „urwane” zakończenie. Wymowa filmu jest dosyć prosta: brak szacunku dla własnej tradycji i zwyczajów, połączona z zapatrzeniem na rzeczy niepotrzebne i bezwartościowe nie prowadzi do niczego dobrego. Drzewo wiśniowe, które wyrasta na głowie skąpca, symbolizuje Japonię, jej kulturę oraz zwyczaje – choćby takie, jak pokazane tu hanami (oglądanie kwiatów), natomiast tendencja skąpca do gromadzenia mnóstwa niepotrzebnych przedmiotów symbolizuje zapatrzenie w materializm i odrzucenie tradycji.
Istotą rakugo jest komiczny monolog narracyjny. Wygłaszany jest on często przy akompaniamencie shamisenu i tak właśnie dzieje się w przypadku „Atama yama”. W roli zarówno narratora, jak i instrumentalisty wystąpił Takeharu Kunimoto. W obu przypadkach sprawdził się wyśmienicie – jego gra na shamisenie nie jest co prawda ortodoksyjnie tradycyjna, ale nie tylko dobrze oddaje, lecz wręcz podkreśla niezwykłość opowieści. Jednak jeszcze lepiej wywiązał się on z roli narratora. Jego interpretacja jest naprawdę brawurowa – monolog nie jest mówiony, jest intonowany w specyficzny, niezwykle oryginalny i charakterystyczny prześmiewczo-szalony sposób, który można usłyszeć jeszcze np. na początku „Lalek” Takeshiego Kitano. Jeśli chodzi o pozostałą muzykę, to czasami pojawiają się delikatne podkłady smyczkowe, jednak są one jedynie wypełnieniem tła i pochwały za niezwykłą oprawę dźwiękową należą się w całości Takeharu Kunimotowi.
Grafika i animacja są tu bardzo nieszablonowe. Dla kogoś, kto ceni oryginalność wizji, ten krótki film będzie bardzo wartościowy. Co prawda do wygenerowania pewnych efektów użyto komputera, jednak zarówno rysunki, jak i większość animacji zostały wykonane w tradycyjny, ręczny sposób. Kreska jest „gęsta” – każdy kadr został narysowany za pomocą dużej ilości, w zamierzony sposób bardzo niechlujnych linii. Rezultat przypomina nieco animacje z prehistorycznych czasów kinematografii – wszechobecne, drgające krawędzie i duża liczba drobnych niedokładności tworzą specyficzny, ciekawy klimat. Estetyka jest tu daleka od gustów odbiorcy kultury masowej, jest jednak niezwykła i przykuwająca uwagę widza ceniącego artyzm, a także sprawia, że nie sposób pomylić tej animacji z jakimkolwiek innym filmem.
„Atama yama” absolutnie nie jest przeznaczone dla miłośników kina rozrywkowego. Film ten jest dziełem artystycznym, skierowanym do coraz rzadziej spotykanego widza dojrzałego i obeznanego z tak zwaną „wyższą kulturą”. Rakugo w wykonaniu Takeharu Kunimota z akompaniamentem na shamisenie jest czymś, czego nie powinni przegapić także miłośnicy kultury japońskiej. Podsumowując: wartościowe, artystyczne kino, które spodoba się jednak tylko niewielkiej garstce widzów.